czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 6

Obudziło mnie łaskotanie na moim policzku. Powoli otworzyłam oczy, obróciłam się w drugą stronę. Spojrzałam na Justina delikatnie się uśmiechając co chłopak od razu odwzajemnił.

- Dzień dobry śpiochu- Wyszeptał tuż przed moimi ustami. Złączył nas w delikatnym pocałunku.

- Witaj -Odszeptałam po czym splotłam nasze ręce.

-  Ja.. Przepraszam za wczoraj- Spojrzał na nasze dłonie po czym znów przeniósł wzrok na moje oczy.

- Oj, no wybaczam ci kotku. Kocham Cię Justin.

- Ja Ciebie też Nessy- Pocałował mnie z taką namiętnością jakiej jeszcze nigdy nie widziałam. Niechętnie oderwałam się od chłopaka wstając.

- Gdzie idziesz?- Zapytał zdziwiony chłopak

- Idę wziąć prysznic.

- Mogę z tobą?- Poprosił robiąc minę szczeniaczka.

- Hmm, nie chce jakiś podejrzanych sztuczek..

- Żadnych sztuczek, obiecuje -Uśmiechnął się niewinnie kładąc jedną rękę na klatkę piersiową.

- No jak tak bardzo tego pragniesz to dobrze - Zaśmiałam sie po czym wyjęłam ciuchy na dzisiaj i poszłam do łazienki. Chwilę później obok mnie pojawił się Justin. Zdjęłam bluzkę pozostając tylko w bieliźnie. Justin zdjął bokserki

- Mogę? -Spytał, od razu tak jakby sie spięłam, troszkę wstydziłam się go, chociaż miałam świadomość ze nie mam czego sie bać. Chłopak delikatnie zdjął ze mnie bieliznę i całując mnie w skroń wszedł pod prysznic. Namydliłam ciało po czym dokładnie spłukałam piane.

- Jesteś taka piękna- Przytulił moje ciało od tyłu. Czułam jego wzwód na plecach. Zarumieniłam się chowając twarz w zgięcie szyi Justina. Nie byłam gotowa na takie ruchy. Z natury byłam strasznie wstydliwa.

- Co jest kochanie?- Wyszeptał chichocząc. Pokręciłam głową wyraźnie pokazując mu że mój poziom wstydu osiągnął maksimum..

- Justin.. Mógłbyś no wiesz, odsunąć się troszeczkę ode mnie, czuje.. go- Powiedziałam po czym zakryłam rękoma palącą się twarz od rumieńca.

- Oh... Dobrze skarbie- Powiedział lekko speszony. Niezręczna cisza panowała między nami co rzadko się zdarzało. Nienawidziłam momentów w których nie miałam niczego do powiedzenia. Nawet na niego nie spoglądałam bo wiedziałam że moje policzki pokrywa rumieniec. Niby jak byliśmy mali kąpaliśmy się razem, ale każdy wie ze teraz to nie to samo. Kiedyś patrzyłam na niego jak na mojego kochanego brata, z którym świetnie sie bawię, a teraz. Teraz mam go za chłopaka z którym krok po kroku chce budować prawdziwy związek, chce być z nim już na zawsze. Łączą nas dwie więzi, bardzo mocne więzi, aż nierozrywalne, które nigdy nie przeminą. Czasem jest trudno, bardzo trudno, nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Czasem mam wątpliwości, ale gdy tylko patrze na jego uśmiech, nawet na sposób w jaki się porusza wiem że go kocham ponad życie.

- Ej, czy ty mnie w ogóle słuchasz ? - Justin obrócił mnie w swoją stronę uśmiechając sie uroczo.

- Przepraszam zamyśliłam sie - Spuściłam wzrok odgarniając mokre kosmyki włosów z twarzy.
Gdy już skończył sie nasz czas na prysznic, wyszliśmy z kabiny wycierając sie w ręczniki które specjalnie dla nas były położone na pralce. Odłożyłam go ubierając swoją bieliznę. Widziałam cały czas jak Jus mnie obserwował, zawsze ten wzrok stwarzał na mojej twarzy rumieńce takie jak nigdy.

- Możesz choć na chwile przestać ? - Odważyłam się i spojrzałam w jego brązowe pełne podniecenia oczy.

- To nie moja wina, to twoje ciało tak kusi - Poruszył zabawnie brwiami przybliżając sie do mnie

- O nie ! Daj mi się ubrać - Zaśmiałam się kładąc dłoń na jego klatce piersiowej na której nadal były kropelki wody. Na razie nie mogłam sobie ani jemu pozwolić zajść dalej niż zwykle to robiliśmy. Mieliśmy czas, całe życie mieliśmy na poznawanie się od początku, poznawanie się pod innym względem niż dotychczas. Nie chciałam się spieszyć z wielu powodów, jednym z nich była wiedza o Justinie. Znałam go jak nikt inny, w końcu był moim bratem, nie raz podsłuchałam jego rozmowę z kolegami jak chwalił się dziewczynami z którymi udało mu się coś zrobić. Dziwiło mnie to wszystko i to bardzo, przecież mieliśmy dopiero 17 lat. Jeszcze mieliśmy czas na wkraczanie w dorosłe życie, an podejmowanie tak ważnych decyzji. Zadawałam sobie sprawę z tego że w tym związku tylko ja tak myślałam. Choć nie mogę powiedzieć że Jay był nieodpowiedzialny, czasem zdarzyło mu się trzeźwo myśleć. Dopełnialiśmy się wzajemnie. Jego wady zwalczane były moimi zaletami i na odwrót. To było ważne w związku, a przy najmniej tak mi się wydawało.

- Ehh, taka cnotka z ciebie że klękajcie narody - Wywrócił oczami powracając do ubierania się. Troszkę te słowa mnie zabolały, on przecież wiedział ze nie jestem jak inne dziewczyny, że nie wskoczę mu do łóżka jak każda..cały czas wiedział ze jestem jego siostrą. Dokończyłam zakładać swoja odzież. Nie odzywając się już do niego podeszłam do niewielkiego zlewu gdzie chciałam umyć zęby jak i przy lustrze lekko się umalować. Mimo ze podobałam się sama sobie będąc naturalna chciałam dodać sobie jakiegoś uroku. Wszystko to trochę zajęło. Przez ten czas Bieber zdążył już zejść na dół, by przygotować dla nas obojga jakieś śniadanie, nie wiedziałam czy to był dobry pomysł. Nie był za dobrym kucharzem co odzie dziczył po ojcu. Gdy tylko ta myśl przeleciała mi przez głowę, pomyślałam o nim. Nie dzwonił już tak zaciekle ja na początku gdy zorientował się o całej akcji. Bałam się tego co mógł wymyślić, nie wiedziałam już na co go stać, do czego jest zdolny.

- Van, w lodówce nic nie ma! Pójdę do sklepu - Krzyknął chłopak pobudzając mnie oraz wymazując myśli o tacie.

- Jasne, tylko pośpiesz się! - Od powiedziałam wychodząc z łazienki.

Justin

Nie musiałem brać auta, mały sklepik był niedaleko stąd. Wyszedłem z domu czując gorące powietrze które otuliło moje ciało. Pogoda była cudowna, aż grzechem by było przesiedzieć cały dzień w domu. Myślałem o tym czy może nie wyciągnąć Vanessy na jakąś przejażdżkę po okolicy czy może spacer. Widziałem że teraz zgrywała niedostępną, widocznie bała się tego. Z jednej strony ją rozumiałem, ale gdy tylko spojrzę na nią na jej seksowne ciało od razu nie zwracam uwagi na nic innego a moją głowę zaprzątają brudne myśli. Nic nie mogłem na to poradzić,  byłem tylko chłopakiem. Nigdy nie pozwolił bym, jej skrzywdzić, nie była przecież tylko moją dziewczyną ale i jedyną, kochaną siostrą. Ludzi wokół było pełno, niektórzy jeździli na rowerach, rolkach, lub po prostu zwyczajnie chodzili powoi spacerkiem ciesząc się piękną pogodą. Tak jak myślałem sklep był niedaleko, już po chwili widziałem wejście do niego. Lecz w chwili gdy miałem wejść do środka usłyszałem wołanie o pomoc jakiegoś chłopaka. Bez zastanowienia pobiegłem w stronę z którego dobiegał jego głos. Dwóch zamaskowanych mężczyzn szarpało chłopaka którego twarz była już nieźle zmasakrowana. Nie miałem pojęcia czy da rade mu pomóc, ale chciałem spróbować. Podbiegłem do nich zaczynając szarpać się z jednym z nich. Znalazłem w sobie na tyle siły by odepchnąć chłopaków od leżącego człowieka. Chłopak wstał z trudem z ziemi, spojrzał na mnie po czym zaczął uciekać. Odwróciłem się w stronę napastników jeden z nich próbował dźgnąć mnie nożem ale szybko uniknąłem ciosu wykopując nogą nóż z jego ręki. Drugi z nich stał i patrzył się na mnie z cwanym uśmiechem przybił piątkę z drugim chłopakiem po czym podszedł do mnie.

- Całkiem nieźle się bronisz. Wiesz szukamy kogoś takiego jak ty- Powiedział zdumiony. Czy to był komplement? Zachichotałem na samą myśl o tym że mógłbym do nich dołączyć i znęcać się nad niewinnymi ludźmi a co gorsza nawet zabijać ich. To po prostu niedorzeczne.

- Nie mam zamiaru mieć z wami nic wspólnego

- Może jednak zmienisz zdanie - Jeden z nich ponownie przybrał postawę jakby chciał kontynuować naszą bijatykę. Lekko spiąłem sie połykając ślinę.

- A więc,  szukamy kogoś do roznoszenia i sprzedawaniu towaru- Wytłumaczył drugi. Trochę wiedziałem coś o tym fachu, przez krótki okres czasu miałem z nim styczność. Potrzebuje teraz pieniędzy dla mnie i dla Van, musiałem zapewnić jej wszytko to co najlepsze.

- Co mam roznosić i ile procent  dostanę ze sprzedaży?- Zapytałem od razu wchodząc w szczegóły. Z nimi musiałem postępować ostro i zdecydowanie, inaczej wiedzieli by że mają nade ną władze, a na to bym nie pozwolił.

- Roznosisz czyste zioło i prochy. Żadnych nielegalnych pigułek ani nic z tych gówien. Z każdej sprzedaży rozliczamy się na końcu dnia, dostajesz 35 procent. Wchodzisz w to?

- Mogę sie zgodzić za 40 procent od dziennej sprzedaży.- Chłopak jakby chwile się zastanawiał ale w końcu przytaknął.

- Dobra, niech będzie. Od razu mówię że on tego z nami nie ma odwrotu, raz się załapiesz i już nie wyjdziesz, zrozumiałeś ?

- Rozumiem. Od kiedy mam zacząć?- Zapytałem pewnie, wiedziałem że mogę nieźle zarobić przez to.

- I to mi się podoba. To jest Connor a Ja jestem Bradley.- Przedstawił siebie oraz wspólnika cały czas uśmiechając sie cwanie. Z nimi nie było żartów, czułem to.

- Jutro o siódmej wieczorem bądź  tutaj. Przyjdziemy do Ciebie i damy ci twoją stawkę do sprzedaży. Później zaprowadzimy Cię do klubu w którym będziesz to sprzedawał. Przy okazji zapoznamy cię z ludźmi z naszej branży.

- Będę punktualnie - Powiedziałem po czym chłodnym spojrzeniem pożegnałem się z chłopakami i poszedłem z powrotem do sklepu. Przez cały czas zżerały mnie myśli które podpowiadały mi żebym sie w to nie mieszał, że to nie jest dobry pomysł, ale czy miałem inne wyjście ? Kto przyjął by do pracy 17-sto latka który na razie nie ma żadnego wykształcenia. Pod swoją opieką mam Vanesse i to właśnie dla niej to wszystko robię, nie chodzi o mnie. Chce żeby ona miała wszystko, żeby czuła sie teraz jak księżniczka. Zrobię wszystko żeby tak było, nawet jeżeli miałbym ryzykować własnym życiem.
_______________________________________________________________________________
Hej:) Macie kolejny rozdział:) Wiemy że jest późno dodany ale staramy się jak możemy:)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Pytania dotyczące opowiadania kierować TUTAJ

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 5

CZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!
_____________
Pierwszy dzień w nowym domu a my już się kłócimy. To niedorzeczne..

- Mogłabyś się w końcu do mnie odezwać?- Wyszeptał Justin biorąc moje ciało na ręce i kładąc na swoje kolana. Siedziałam tak okrakiem na Justinie patrząc w jeden punkt. Malinka na jego szyi miała kształt serca.
Może nie powinnam się tak na niego złościć za jakąś cizie której spodobał się Jay. Położyłam głowę w zgięciu  szyi Justina, wdychałam zapach jego perfum. Dzięki Nicole zrozumiałam że kocham Justina. Zrozumiałam, że uczucie jakim go darzę jest bardzo silne. Nie mogłam tego zaprzepaścić przez małą kłótnie, musiał wiedzieć że mi na nim zależy.

- Kocham Cię- Wydukałam niepewnie. Po raz pierwszy powiedziałam te słowa do Justina ale jako dziewczyna.

- J-ja Ciebie też- Spojrzałam w jego oczy, zobaczyłam w nich iskierki szczęścia.

Justin

Powiedziała to! Vanessa powiedziała że mnie kocha. Cholera! W tej chwili byłem tak szczęśliwy jak nigdy.
Powoli pochyliłem się patrząc Vanessie w oczy. Musnąłem jej pulchne usta, pocałunek był delikatny ale zarazem czuły i namiętny. Przejechałem językiem po jej dolnej wardze. Moja dziewczyna delikatnie otworzyła usta dając mi dostęp do jej podniebienia. Wsunąłem język do jej ust po czym przejechałem nim po jej języku.Toczyliśmy wojnę. Jeszcze nigdy nie całowaliśmy się w tak namiętny sposób. Położyłem dłonie na jej tyłku lekko go ściskając, jej ciało było tak cholernie gorące. Figura jak u modelki, wiele dziewczyn mogłoby pozazdrościć Vanessie figury. Zakończyłem pocałunek po czym przeniosłem swoje usta na jej szyję, składałem na niej mokre pocałunki. Ssałem jej skórę na szyi robiąc jej malinki, dziewczyna jęknęła głośno w moje ucho. Uśmiechnąłem się cwaniacko kładąc dziewczynę na łóżko. 

- Jesteś taka seksowna- Wyszeptałem zdejmując bluzkę. 
Nasze ciuchy po paru minutach leżały porozwalane na ziemi. Byliśmy tylko w bieliźnie. Muskaliśmy swoje usta nawzajem. Chciałbym powiedzieć wam co ta dziewczyna ze mną robi ale nie mogę togo opisać!. Czułem jak w pokoju robiło się coraz bardziej gorąco,a w okół słychać było tylko nasze ciężkie oddechy. Zauważyłem jak zamknęła oczy z rozkoszy.Mruczała coś pod nosem lecz nie  mogłem usłyszeć co konkretnie. Wiedziałem do czego to wszystko zmierza, nie byłem pewny czy dobrze robimy. Nie mogłem trzeźwo myśleć patrząc jak z rozkoszy wije się pod moim ciałem, kusiła mnie i dobrze o tym wiedziała.Całe jej ciało przyciągało mnie do niej. Chciałem ja mieć, teraz, nie patrząc na konsekwencje. Sięgnąłem rękami na plecy dziewczyny nie przestając całować jej szyi.Chwyciłem za zapinak i jednym ruchem stanik wylądował na ziemi. Od razu mój wzrok przeniósł się na jej piersi. Były takie idealne, nie zastanawiając się długo chwyciłem je w ręce delikatnie pieszcząc. Powoli zbliżałem się do nich gdy w całym domu rozległ się krzyk Nicole. 

- Justin, schodź na tą lasagne - Usłyszałem, a cała atmosfera jaka trwała zepsuła się w przeciągu sekundy. 

- No idź do niej, przecież Cie woła - Mruknęła Van podnosząc się z łóżka po swoje rzeczy. 

- Ale ja chce zostać z Tobą - Wyszeptałem podchodząc do jej jeszcze nagiego ciała. Przytuliłem się do niej od tyłu czując ciepło jej skóry, jej delikatność. Lecz nie trwało to długo bo już po chwili odepchnęła mnie ubierając stanik, a następnie narzucając na siebie swoja koszulkę. 

-No idź do niej ! - Krzyknęła wychodząc z pokoju. Zacisnąłem pięści , powoli także ruszając do wyjścia. Zeszedłem na dół do kuchni, od razu podeszła do mnie Nicole przytulając się do mojego boku. Niepewnie także objąłem ją delikatnie w pasie po czym podszedłem do lasagne z której uchodziło gorąco. Wyjąłem widelec z miseczki obok zlewu po czym zacząłem jeść.


- Smakuje?- Zaczęła jeździć paznokciami po moim nagim torsie. Mój penis nadal stał po akcji z Van, a Nicole wcale nie pomagała by opadł. 

- Jest niezłe, Van może zjesz ze mną?- Zapytałem dziewczyny która dopiero co weszła do kuchni. Spojrzała na mnie i na Nicki pogardliwym wzrokiem po czym wymamrotała krótkie ''NIE''.

- Vanessie przydałoby się schudnąć z 10 kilo a uwierz mi Justinku to danie jest tylko dla osób nie mających nadwagi. 


- Nie mów tak o niej- Ryknąłem odpychając ją. Podszedłem do siostry ale ona tylko spojrzała na mnie smutno po czym wyszła z kuchni, zdążyłem zobaczyć łzy w jej oczach. Odwróciłem się z powrotem patrząc na dziewczynę która stała z uśmiechem wymalowanym  na twarzy.

- Wyjdź już. Jedź do siebie.- Rozkazałem jej. Spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem, zaczynała do mnie podchodzić. 

- Ale...

- Nie ma żadnego ale, wychodź i przez dłuższy okres czasu nie chce cie tu widzieć - Usłyszała te słowa patrząc prosto w moje oczy, trudno było mi być tak ostry dla niej, ale musiałem, dla Nessy. Bez słowa Nicole ruszyła do wyjścia. Kiedy opuściła ten dom w końcu złapałem za pierwszą lepszą rzecz po czym rzuciłem nią w ścianę. Talerzem, roztrzaskał się na mnóstwo kawałków. Wszędzie było pełno odłamków porcelany ale nie  obchodziło mnie to. Musiałem się jakoś wyżyć, byłem wściekły, musiałem rozładować to uczucie. Wyszedłem na taras odpalając papierosa wsadziłem go do ust. Zaciągnąłem się do płuc po czym wypuściłem smugę dymu. Nie wiedziałem co teraz mam zrobić, iść do Van i ją przeprosić czy zostawić tą sprawę a ta sama się rozwiąże. Wypaliłem papierosa zdeptałem go butem i wszedłem do domu. Pobiegłem  do sypialni, otwierając drzwi wszedłem do środka. Vanessa spała, miała na sobie moją bluzkę. Spojrzałem na nią, była taka słodka i niewinna. Zdjąłem swoje ciuchy, i pozostawszy w bokserkach wsunąłem się na miejsce obok niej. Przytuliłem się do niej kładąc ręce na jej brzuchu, delikatnie musnąłem jej policzek po czym zapadłem w głęboki sen._________________________________________________________
________________________________________________________________________________
Heeejjjj <3
Macie następny rozdział, mamy nadzieje że wam się podoba :) PAMIĘTAJCIE CZYTASZ=KOMENTUJESZ<3
Do zobaczenia w następnym rozdziale :)


wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział 4

Vanessa

Zimny pot pokrył moje ciało kiedy otwarłam oczy. Miejsce w którym się znajdowałam przypominało to w którym budziłam się od jakiegoś czasu każdego ranka. Powoli, jakby bojąc sie co mam ujrzeć obróciłam głowę. Wszystkie złe emocje opuściły mnie kiedy zobaczyłam ten nieskazitelny uśmiech i przenikliwie brązowe oczy. Od razu ogromny kamień spadł mi z serca, a zamiast tego poczułam przyjemne ciepło.

- Wszystko w porządku ? - Justin położył rękę na moim policzku delikatnie go gładząc.

- Teraz już tak - Odetchnęłam, uśmiechając się. Przy nim zawsze czułam się bezpiecznie, tak jak przy nikim innym.

- Czeka nas jeszcze kawałek drogi, także ja już proponowałbym pozbierać swoje zgrabne cztery litery i się ogarnąć - Pocałował mnie w czubek nosa podnosząc się z łóżka które wbrew pozorom było nawet wygodne. Niechętnie zrzuciłam szarą pościel w bok. Stanęłam na własnych nogach dopiero teraz odczuwając bóle związane z drzemką w samochodzie. Przeciągnęłam się leniwie prostując kości. Wiedziałam że nie było czasu na prysznic, im szybciej dojedziemy na miejsce tym lepiej dla nas. Poszłam załatwić drobne sprawy które codziennie rano robię. W końcu mogłam się zrelaksować, nie myśleć o tym że gdy tylko zejdę na śniadanie mój ojciec w jednej chwili zmieni się w bezlitosnego dupka. Mimo że byłam świadoma tego że teraz już nic mi nie grozi, bałam się..z przyzwyczajenia. W tamtej chwili wcale nie pomogło mi mocne uderzanie w drzwi które o mało co nie przyprawiły mnie o zawał. Poskoczyłam automatycznie odwracając się w stronę z którego dobiegał hałas.

- Kochanie, długo jeszcze ?! - Głos Jaya rozniósł się po całym pomieszczeniu. Byłam zbyt przewrażliwiona, musiałam się uspokoić. Wywróciłam oczami, ponownie wracając do nakładania tuszu na moje rzęsy.

- Chwileczkę - Odkrzyknęłam przykładając malutką szczoteczkę do oka.

* 

- Przypomnij mi, jaki to był adres - Zwrócił się w moją stronę Justin rozglądając się po ulicach. 

- Teraz skręć w lewo..widzisz ten dom ? - Wskazałam palcem na niewielki domek rodzinny położony nieco dalej niż reszta. Pobliskie drzewa rzucały na okolice przyjemny cień. Dom był jak z moich marzeń. Co kilka kroków mogłeś podziwiać coraz to inne rośliny, krzewy i drzewa, dodawały temu miejscu tajemniczości. Przy wejściowych kolumnach otoczonych pędami winorośli poustawiane były donice z różno kolorowymi kwiatami, a obok postawiona była niewielka huśtawka ogrodowa idealnie pasująca kolorystycznie do całego domu. Zazdrościłam Lily tej posiadłości, tej spokojnej okolicy. Gdy tylko nasze auto zaparkowało na kamienistym podjeździe z domu wyszła niewysoka blondynka, nie była to jednak Lily, lecz jej starsza siostra, Nicole. Mimo że tu nie mieszkała, chciała nam pomóc jakoś sie za klimatyzować. Nie często ją spotykałam, jedynie na jakieś święta organizowane przez rodziców Lily. Nie wiele o niej słyszałam,, tak na prawdę mogę nawet powiedzieć że jej nie znałam. Wydawała się miła, ale przez doświadczenie nauczyłam sie by nie oceniać książki po okładce.

- Witajcie ! - krzyknęła do nas radośnie Nicole uśmiechając się serdecznie. Od razu gdy tylko wysiadłam z samochodu zamknęła mnie w mocnym uścisku. Zaśmiałam się, oczywiście odwzajemniając jej gest. Już na samym początku naszej znajomości czułam od niej pozytywną energie którą zarażała każdego.

- Hej, miło cię znów zobaczyć - Spojrzałam na nią.

- Ciebie też...Hej Justin - Dziewczyna od razu przeniosła wzrok na Jusa. Jej wzrok był dziwny. Nie odrywała od niego spojrzenia nawet wtedy gdy Justin przywitał ją i zaczął wypakowywać nasze walizki.

- A może ci pomóc - Zagruchała w jego stronę, tak po prostu mnie wymijając. Nie dość że stałam tam kompletnie nie wiedząc o co chodzi to jeszcze czułam jak rodzi się we mnie wściekłość. Nie wierzyłam w to co widziałam. Mimo że nie wie o tym że ja i Justin jesteśmy razem to mogła by choć trochę zachować godności przylepiając się do mojego brata.
Podeszłam do bagażnika przy którym stał Jay, pod pretekstem odepchnęłam lekko dziewczynę dając jej tym ukryty znak że także tutaj jestem. Wzięłam moją torbę i walizkę którą chłopak mi wcześniej spakował.

- Mogłabyś pokazać mi moją i Justina sypialnie?- Zapytałam, nie mając ochoty dłużej oglądać jej zalotów do mojego chłopaka. Jak widać moja teoria ''nie oceniaj książki po okładce'' okazała się słuszna.

- Śpicie w jednej sypialni?- Zapytała szeroko otwierając oczy. Nie chciałam jej tak od razu wtajemniczać w naszą historie, moje zaufanie do niej było szczerze powiedziawszy nijakie, nie mogłam ryzykować

- Yy, no wiesz..boję się spać sama - Wymyśliłam coś na szybko przenosząc wzrok na Justina. Spojrzała na naszą dwójkę podejrzliwie, ale jakby analizując całą sytuacje o dziwo w to uwierzyła. Przytakując gestem ręki wskazała byśmy podążali za nią, posłałam porozumiewawcze spojrzenie z Jusem i ruszyłam za Nicole.
Blondynka otworzyła drzwi do domu ukazując nam trochę jego wnętrza. Gdy tylko postawiłam pierwszy krok moim oczom ukazał się wspaniały salon, zupełnie taki jak go sobie wyobrażałam. Zaczęłam trochę zwiedzać, twierdząc że na parterze znajduje się kuchnia, która na pewno pomieściła by ogromną rodzinę. Na jej środku wybudowana była wyspa kuchenna na której był zlew, a obok idealnie poukładane sztućce. Moją uwagę przykuły następne drzwi które prowadziły do bogato wyposażonej łazienki oraz skromnego pokoiku w którym jak mniemam pan Thomas kolekcjonował książki na starych, ogromnych półkach. W końcu pośpiesznie weszłam po drewnianych schodach, które prowadziły na piętro. Wraz z Justinem zachwycaliśmy się każdym pomieszczeniem, które było idealnie umeblowane, tak by każdy czuł się w nich komfortowo. Na piętrze obejrzeliśmy jeszcze dwie sypialnie, łazienkę i pokój który stał pusty, jakby ktoś o nim zapomniał. Przypuszczałam że może ojciec Lily chciałby jeszcze bardziej powiększyć swoje zbiory.

- A co ma się znajdować w tym pokoju ? - Zapytał Justin wskazując na drzwi, przenosząc wzrok na Lily która wciąż uśmiechała się do niego, lecz gdy temat tego pomieszczenia został naruszony błyskawicznie jej uśmiech zniknął. Głęboko westchnęła gdy dopiero zaczęła odpowiadać a pytanie.

- W tym pokoiku, miała mieszkać pewna mała istotka, najbliższa mojemu sercu...lecz odeszła, nie ma jej.. - Załkała gdy tylko skończyła swoja wypowiedź. Od razu cała złość na nią wyparowała, natomiast na jej miejsce wkroczyło współczucie. Nie miałam o tym pojęcia..

- Przepraszam, nie powinienem..

- W porządku, nie wiedziałeś - Nicole otarła jedną łzę która samotnie spłynęła po jej policzku. Ta sytuacja utwierdzała mnie tylko w tym jak mało ją znam, na przyszłość powinniśmy być ostrożni.

- Nie wiem jak wy dziewczyny ale ja bym coś zjadł- Oznajmił Justin chcąc rozładować napięcie, które zakumulowało się wokół nas. Biorąc obie za rękę zaczął ciągnąc nas w stronę kuchni.

- Możesz sobie odgrzać lasagne, robiłam ją specjalnie z myślą o tobie- Zachichotała Nicole, jak widać jej smutek długo nie trwał. A szkoda, wolałam jej tamtą wersje.

- Jeżeli jest tak smaczna jak ty ładna to z chęcią jej spróbuje- Wymruczał Justin pokazując jej swój nieskazitelny uśmiech. W pierwszej chwili myślałam że się przesłyszałam, miałam nadzieje że mu się wymsknęło to czego nie chciał powiedzieć. Lecz gdy z jego twarzy nie schodził ten uśmiech poczułam ukucie w sercu. Mój chłopak właśnie flirtował z siostrą mojej najlepszej przyjaciółki w czasie kiedy ja jestem w tym samym pomieszczeniu co oni. Byłam automatycznie wściekła, zazdrosna a zarazem smutna, wszystko razem, każde uczucie we mnie zmieniało się z sekundy na sekundę. Gdy wymieniali pomiędzy sobą jakieś zalotne spojrzenia poczułam się taka niepotrzebna, dokładnie tak jak piąte koło u wozu. Nie chcąc rozpłakać się w tym miejscu, pobiegłam do sypialni, jak zwykle ukrywając wszystkie swoje emocje. Dopiero co myślałam że zacznę wszystko od początku, że wraz z Justinem będziemy mogli być w końcu razem szczęśliwi. Justin jak na razie nie wykazuję tęsknoty co do tego że nie widzieliśmy się przez prawie trzy tygodnie. A ja nie mam zamiaru mu o sobie przypominać. Usiadłam na łóżku chowając twarz w dłonie by zagłuszyć odgłos płaczu. Mimo że nie chciałam, łzy wylewały sie z moich oczu uświadamiając mnie w tym jaka ja na prawdę jestem słaba. Straciłam kompletnie poczucie czasu. Drzwi od pokoju się otworzyły a w nich stanął Justin. Po jego minie wnioskowałam że był bardzo zdziwiony widząc mnie płaczącą, z podpuchniętymi czerwonymi oczyma.

- Skarbie co się stało?- Wyjąkał klękając przede mną.

- Pff, nie zadawaj takich głupszych pytań, nie mam na nie ochoty- Zaszlochałam cicho, wywracając oczami. Chciałam by mój głos choć trochę przybrał normalny ton.

- To ja coś złego zrobiłem, mogłabyś mi to wytłumaczyć? Proszę..- Cmoknął moje odkryte ramie, wiedział że to jeden z moich czułych punktów i chciał to wykorzystać. Zawsze gdy słowa wytłumaczenia mu sie kończyły przechodził do czynów.

- Prawić takie komplementy na moich oczach siostrze mojej koleżanki to dla ciebie normalność, rozumiem..- Wydukałam odwracając wzrok, przerywając tym nasz kontakt wzrokowy.

- Ohh.. Kochanie wiesz dobrze że nie widzę zupełnie innej dziewczyny oprócz ciebie, to ciebie kocham nikogo innego, tylko ty jesteś najbliższa mojemu sercu. Przepraszam jeżeli cię zraniłem, nie chciałem..- Wyszeptał między muśnięciami na mojej szyi. Jeżeli myślał że tak łatwo pójdzie mu ze mną to się grubo mylił. Podobno kocha mnie nad życie, przed chwilą udowodnił mi że nadal interesują go inne dziewczyny. Myślałam że się już zmienił, że nie jest już tym flirciarzem który zaciągał dziewczyny  do łóżka a potem wyrzucał je z domu. Jednak jak widać nie do końca udało mu się dokonać tej zmiany.

__________________________________

Hej ;) 
No i jest kolejny rozdział, mamy nadzieje że wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu <33

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 3

Minęły dwa tygodnie, koszmarne dwa tygodnie. Jeremy po wielu próbach w końcu uwierzył w mój brak miłości co do Justina. Mogłam wychodzić z domu, lecz o wyznaczonej godzinie miałam być z powrotem, w tym czasie właśnie rozmawiam z Justinem. Ustaliliśmy że jutro był dzień w którym ucieknę wraz z Justinem na Florydę, Lily gdy dowiedziała się o ''uprowadzeniu mnie przez ojca'' od razu, bez żadnych zbędnych pytań zgodziła się byśmy zamieszkali w jej domku. Mamy pieniądze które powinny starczyć nam na co najmniej 3 miesiące. Gdy w końcu jednak skończą się środki do życia oboje będziemy zmuszeni by zacząć pracować. Każdy wie że nie będzie łatwo, ale damy rade. Przynajmniej tak mi się zdaje. Na razie chcę żyć chwilą, nie martwić się o to co będzie, korzystać z każdego dnia. Być szczęśliwą z Justinem, oddalić się od rodziców by nie zniszczyli tego co zdążyliśmy odbudować. Wszystko wreszcie zaczynało układać się po mojej myśli, miałam nadzieje że zostanie tak już bardzo długo.

Moje wszystkie rzeczy, a nie było ich dużo, spakowałam i dyskretnie torbę schowałam by Jeremy niczego nie zauważył. Tak strasznie nie mogłam się już doczekać by zobaczyć Justina, komunikowanie się przez telefon to nie to samo co spojrzenie sobie prosto w oczy. Jeżeli zostałabym w tym domu choć trochę dłużej, nie wiem czy bym wytrzymała psychicznie, jak i fizycznie. Nie poznawałam własnego ojca dla którego kiedyś byłam małą księżniczką, zmienił się nie do poznania. Przez chwile broniłam go twierdząc że tak wpływa na niego stres związany z rozwodem, ale to co on robił przechodziło najśmielsze oczekiwania. Doprowadził do tego że miejsce ''dom'' nie kojarzy mi się już  z bezpieczeństwem, rodzinną atmosferą, teraz to kojarzyło mi się z przemocą, niewolą. To ani trochę nie było normalne, w zasadzie teraz prawie nic w moim życiu nie było normalne. Nie chciałam martwić Justina, on niczego nie wiedział, bo niby po co, i tak niczego by nie zrobił. To piekło stało się moją jebaną rzeczywistością, ale nadszedł wreszcie czas by z tym skończyć, raz na zawsze. Wiedziałam że przy boku...brata, będę bezpieczna. Wiedziałam że on zapewni mi to czego potrzebuje, to czego w tamtej chwili rodzice nie mogli uczynić.

Rano jak zwykle zeszłam do kuchni, zrobiłam tosty po czym je zjadłam.
Cały dzień minął bardzo szybko. Z Justinem byłam umówiona na godzinę drugą w nocy dwie przecznice dalej, dla bezpieczeństwa żeby nikt nie widział jego samochodu.
Około drugiej Ubrałam Się. Spod materaca wyjęłam torbę włożyłam do niej jeszcze kosmetyki i ładowarkę do telefonu. Jak najciszej mogłam otworzyłam okno, torbę wyrzuciłam przez okno tak by spadła na trawnik, chwilę później i ja skoczyłam. Wylądowałam na nogach, szybko wzięłam torbę do ręki po czym biegłam w wyznaczone miejsce. Zauważyłam auto podjeżdżające pod uliczkę, drzwi się otworzyły a z niego wyszedł Justin. Stanęłam i nie wiedziałam co zrobić, chłopak spojrzał w moją stronę, moje oczy zalały się łzami. Najszybciej jak mogłam podbiegłam do niego i rzucając mały bagaż wskoczyłam na Justina mocno się w niego wtulając.

- Tak strasznie tęskniłam- Wyszlochałam nadal kurczowo trzymając jego szyje, napawałam się jego zapachem.

- Kochanie..Nie zrobił ci nic? Nie skrzywdził? Nie dotknął?- Zapytał na jednym wdechu

- Nie Jus, nic mi nie jest- Uśmiechnęłam się do niego, składając pocałunek na jego odkrytej skórze. Wiem że skłamałam, ale tak było lepiej, dla niego.

- Też tęskniłem, nawet nie wiesz jak bardzo- Wyszeptał tuż przy moim uchu po czym przygryzł jego płatek.
Obróciłam głowę patrząc mu prosto w oczy, to był ten moment najcudowniejszy w moim życiu, romantyczny ten który zapamiętam na długo.
Delikatnie ale i z namiętnością wpiłam się w jego usta. Jego słodkie i pulchne wargi dopełniały się nawzajem z moimi.

- Musimy już jechać, ale powtórzymy to jeszcze- Mrugnął do mnie zostawiając ostatni pocałunek.
Jay włożył moją torbę do bagażnika.
Oboje wsiedliśmy do samochodu, rozsiadłam się wygodnie na siedzeniu a Justin odpalił samochód. Wreszcie moje zmartwienia już  mnie nie męczyły. Przy Jusie czułam się zupełnie bezpiecznie, tak beztrosko.Miałam nadzieje że to już będzie trwać na zawsze.

***

Jechaliśmy już piętnaście godzin, na zmianę. Raz ja prowadziłam raz on, nie chciałam go przemęczać. I tak miał dużo na głowie, ostatnimi czasy robił wszystko by tylko udało nam się uciec od rodziców. Prowadziłam samochód od czterech godzin, moje nadgarstki zdrętwiały.

- Justin- Wyszeptałam lekko go szturchając w ramię by się obudził

- Hmm?- Przekręcił się patrząc na mnie

- Zatrzymamy się zaraz na stacji, zatankuj samochód ja pójdę po kawę. Dobrze?- Zapytałam wysiadając z
samochodu

- Tak jasne - Mruknął przeciągając sie.
W szybkim tempie poszłam do toalety, załatwiłam swoją sprawę po czym poszłam do kawiarenki, kupiłam  dwa mrożone cappuccino. Z napojami w ręku skierowałam się do auta. Justin już siedział za kierownicą.

- Wyspałeś się?- Zapytałam dając mu kawę do ręki

- Nie martw się skarbie, jest dobrze, jestem gotowy kierować. Chyba że masz na myśli coś innego- Poruszył śmiesznie brwiami pochylając się nade mną.
Złączył nasze usta w słodkim i niewinnym pocałunku. Po chwili odsunęłam się lekko od niego.

- Na pewno nie tu - Zaśmiałam się w jego usta, jeszcze raz na malutki moment je złączyłam. Zamieniając sie z Justinem miejscami, mogłam wreszcie przez chwile odpocząć, ściszając grające radio położyłam się, by po chwili odpłynąć.

Justin

Uczucie że jest przy mnie uspokajała mnie, dawała poczucie że teraz cały mój świat jest obok mnie. Chwile po tym jak zasnęła mój telefon zawibrował w kieszeni, nie mogłem odebrać, lecz ktoś nie mógł odpuścić, cały czas patrząc na drogę, wyjąłem komórkę ze spodni przyjmując połączenie, przyłożyłem go do ucha. 

- Gdzie do kurwy nędzy jesteście !? - Warknął ktoś utrzymując swój ton głosu w krzyku. Od razu po moim ciele przebiegły dreszcze. Doskonale wiedziałem kto dzwonił, wcale nie miałem ochoty z nim rozmawiać. 

- Tam gdzie ani ty, ani matka nigdy już nas nie znajdziecie - Starałem się mówić łagodnym głosem, lecz z każdą chwilą robiłem się coraz bardziej wkurzony. 

- Zawracaj, przecież i tak wiesz że dopadnę cię prędzej czy później - Syknął, czkając. Ewidentnie nie był trzeźwy, przed moimi oczami już pojawił się obraz go chwiejącego się bez przerwy. 

- Odstaw alkohol, wtedy pogadamy - Nie drążąc już dalej w temat po prostu się rozłączyłem. Upewniając sie że wyciszyłem telefon ponownie schowałem go do kieszeni. Myśleć że ten człowiek zmienił się w tak krótkim czasie. Najbardziej boli mnie to że to Vanessa była na niego skazana, ona musiała znosić go na co dzień. Na Florydę przyjechać mieliśmy za parę godzin, ale ja mimo że niedawno spałem byłem strasznie wykończony. Póki nie byłem blisko Van nie mogłem zasnąć, tak było przez cały czas. Najlepszych wyborem w tamtej chwili był motel. To trochę opóźni nasz dojazd, ale najważniejsze jest byśmy się oboje wyspali. Do celu zostało nam jakieś 4 godziny. Nie miałem siły prowadzić, musiałem wziąć prysznic ochłodzić się i zrelaksować choć na chwilę. Musiałem nad wszystkim pomyśleć, w końcu jutro mieliśmy wkroczyć w prawdziwe życie, które ani trochę jak na razie nam sie nie uśmiechało.


wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział 2

Obudziłam się wcześnie rano. Obróciłam na drugi bok chcąc jak zwykle, każdego ranka przytulić Justina, ale zamiast niego niestety natknęłam się na powietrze. Otworzyłam oczy, rozglądając się po  całym pokoju dopiero wtedy dotarło do mnie gdzie byłam, sama bez nikogo, zdana praktycznie na siebie. Nie miałam siły, ani nawet malutkiej chęci by wstać z łóżka. Wolałam nie pokazywać się ojcu na oczy, nie wiadomo jaki miałby humor. Spojrzałam w okno, krajobraz nie był za ciekawy, cały czas lał deszcz, co często się zdarzało, pogoda idealnie odzwierciedlała moje samopoczucie..

21 Czerwca

Jeszcze parę dni i ten cały koszmar się skończy, będę mogła być razem z Justinem będziemy mogli znowu dzielić się swoją miłością. Nie będziemy już się zamartwiać, wszystko co złe zniknie pozostawiając za sobą same dobre dni. Musiałam jakoś wytrzymać ten czas w towarzystwie Jeremiego, lecz później wierze głęboko że będzie już tylko lepiej..

Niechętnie wstałam z łóżka po czym poszłam do łazienki. Wzięłam krótki prysznic i  Ubrałam się(bez butów). Włosy spięłam w niechlujnego kucyka po czym poczłapałam do kuchni.

Jeremy siedział przy stole czytając gazetę i popijając kawę.

- Nie ma nic do jedzenia- Oznajmiłam

- Pojadę później do sklepu- Powiedział oschle. Musiałam nasz plan zacząć wprowadzać w życie.

- Słuchaj Jere.. Tato, mieliście racje co do tego wszystkiego. Justin jest moim bratem i nie powinniśmy nawet na siebie spojrzeć w ten sposób..przepraszam w imieniu swoim i jego.- Skłamałam udając skruchę. Miałam nadzieje ze choć trochę uwierzył w moje słowa. Na chwile oderwał wzrok znad gazety uważnie mi sie przyglądając. Starałam się by mój wyraz twarzy mnie nie zdradził i dodał tej całej sytuacji prawdziwości. Gdy myślałam już że się udało on zaśmiał się gorzko.

- Dlaczego niby mam mieć pewność że to co mówisz jest prawdą ? - Pytając o to już na mnie nie patrzył. Widocznie w tamtym momencie gazeta była dla niego ciekawsza. Szczerze powiedziawszy nie wiedziałam jak odpowiedzieć, sama przecież nie mogłam uwierzyć w to co mówiłam. Po chwili namysłu, zaczęłam spontanicznie coś wymyślać.

- Tyle osób mi uświadomiło że to co robimy jest złe..w końcu to zrozumiałam. - nerwowo bawiłam się palcami. Wiedziałam ze teraz zaprzeczałam sama sobie, ale zrobię wszystko by znów być blisko Justina. Nastała cisza, czułam że Jeremy analizował wszystkie fakty w swojej głowie.

- Idź na górę - Warknął po chwili zupełnie zbijając mnie z tropu. Stałam przez chwile nie ruszając sie z miejsca.

- Nie słyszałaś co do ciebie powiedziałem - Podniósł ton swojego głosu wstając z fotela. Wiedziałam co mógł mi zrobić, od jakiegoś czasu cały czas to robił. Spuściłam wzrok odwracając się do niego plecami. Zaczęłam iść w stronę schodów.
Zbił  mnie z tropu, nie wiedziałam teraz czy uwierzył w moją gatkę o nawróceniu czy też wiedział że kłamie.
 Byłam pewna jednego, że jeżeli  nie uwierzył w moje kłamstwo to muszę jak najszybciej go przekonać.

- Jadę na zakupy! Nie masz prawa wyjść z domu!- Krzyknął dość wkurzony, chwile później usłyszałam warkot silnika.
Miałam teraz szanse żeby uciec, ale nie mogłam. To jeszcze nie był ten czas. Zbiegłam na dół szukając jakiegoś telefonu, w miejscu gdzie znajdował się poprzedni, niczego nie dostrzegłam. Wiem że miałam czekać na sygnał od Justina, ale nie mogłam. Musiałam z nim porozmawiać, wiedzieć co u niego, jak rozwinęła się sytuacja, po prostu chciałam usłyszeć jego głos.
Po niedługim czasie w końcu znalazłam w kieszeni spodni Jeremiego to czego szukałam, mój telefon. Wzięłam iPhona do ręki po czym wybrałam numer Justina.
Parę sygnałów, a gdy w końcu usłyszałam ten łagodny głos po moim ciele przebiegły przyjemne dreszcze.

- Justin?

- Van. Skąd masz telefon?- Zapytał na jednym wdechu

- Znalazłam w jego rzeczach. Pojechał po coś do jedzenia.

- Jak się czujesz, mała?

- Lepiej, próbowałam wmówić mu dzisiaj że nie powinniśmy byś ze sobą.

- Uwierzył?- Zapytał zszokowany

- Nie wiem wydawałoby się że tak, ale jak skończyłam swoją wypowiedź to się nieco zdenerwował.-Powiedziałam stając przed oknem i patrząc czy ojciec nie wraca.

- Nie uderzył cię, prawda ? - Jego głos już czaił w sobie pewną złość.

- Nie..nie tym razem - Odpowiedziałam szeptem, słysząc jego westchnięcie. Wiedziałam że przytłaczało go to że nie może mnie chronić tak jak to robił dotychczas. Po chwili ciszy, która wydawać by sie mogło ze trwała wieki, Jus zaczął mówić.

- Kochanie twoja przyjaciółka Lily ma domek na Florydzie, prawda?

- Tak.. masz jakiś plan?- Zapytałam nie wiedząc co ma na myśli.

- Mógłbym się z nią spotkać i poprosić o wynajęcie go na pewien okres czasu.

- Nie chcę jej w to mieszać, nie chce żeby miała kłopoty - Od razu zaprzeczyłam wszystkiemu.

- Masz jakiś lepszy pomysł ? - Westchnęłam.

- No dobrze, ale bądź ostrożny, żeby nikt was nie widział.

- Mam samochód od Ryana, używany, ale nie widać tego po nim. Jego Brat wynajął  mi go za małą cenę.

- To dobrze,jak widać wszystko idzie w dobrym kierunku - Uśmiechnęłam sie lekko

- Kochanie, odezwij sie jutro. W moim pokoju pod łóżkiem jest skarbonka weź wszystkie pieniądze, powinno byś około 600$. - Dodałam przypominając sobie o moich oszczędnościach.

- O nic się nie martw, zadzwonię. Trzymaj sie, już niebawem sie zobaczymy, kocham cię- Wyszeptał po czym rozłączył się. Jak zwykle, by nie wzbudzić podejrzeń usunęłam ostatnie połączenie a telefon włożyłam z powrotem do spodni Jeremiego. Wyszłam z pokoju zostawiając wszystko tak jak leżało gdy weszłam. Przez to wszystko czułam się jak w jakimś cholernym filmie, to ani trochę nie było normalne. Zeszłam na dół, usiadłam na kanapie po czym za przyciskiem pilota włączyłam telewizję. Oglądałam Ekipe z New Castle, nim się obejrzałam ojciec wszedł do domu. Przestraszyłam się bo nie wolno mi było nawet oglądać telewizji.
Szybko wstałam wyłączając telewizor.

- Ja.. Przepraszam Tato chciałam obejrzeć telewizję- Jąkałam się zdenerwowana, w końcu nie wiem do czego może być zdolny po ostatnim.

- Mam nadzieje że byłaś tutaj cały czas i oglądałaś tylko telewizję?- Podniósł brew ku górze. Nigdy mi nie ufał i pewnie już nie zaufa.

- Tak tato, byłam tutaj,  nie masz się o co martwić, nie miałabym gdzie pójść nie znam tej okolicy.- Odpowiedziałam patrząc mu prosto w oczy.

- Dobrze. Przyniosłem pełno jedzenia zjedz coś i idź na górę.

- Ale tam nie ma telewizji..- Jęknęłam zirytowana

- Rób to co ci kazałem i idź na górę, jeszcze raz się sprzeciwisz a inaczej porozmawiamy- Syknął już nieco wkurzony.
Wolałam z nim nie zaczynać, wiedziałam już do czego może się posunąć i nie chciałam by tamta sytuacja się powtórzyła. Mój policzek był jeszcze nieco zaróżowiały ale nikt tego nie widział, oprócz mnie bo to ja zakrywałam ten ślad pudrem i innymi kosmetykami. Tak samo jak ukrywałam swoje wszystkie uczucia czekające tylko na moment w którym miałam pokazać że nie jestem tak silna jak to może sie wydawać.

________________________________
Hej ;)
Jakoś ten rozdział nie kleił nam sie by go napisać, długo to zeszło, za co przepraszamy ;)
Postanowiłyśmy że rozdziały dodawane będą jeden na tydzień 
Jeżeli rozdział wam sie spodobał mamy nadzieje że wyrazicie swoje opinie w komentarzu 

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 1

Vanessa

- Justin ! - Krzyknęłam po raz kolejny, próbując wydostać się z zamkniętego samochodu. Nie mógł nic zrobić, tak samo jak i ja. Ojciec nie odzywał się do mnie od dłuższego czasu, moje błagania by mnie puścił nie poskutkowały. Obawiałam się że teraz mogę widzieć Justina po raz ostatni. Samochód był cały zapakowany rzeczami które dla mojego ojca były najważniejsze, tak bardzo spieszył się by odejść od swojego syna i byłej żony. Za wszelką cenę chcieli poróżnić mnie i Justina, aż nie zauważyli że sami niszczą swój związek. Rozstali się tuż po tym gdy się dowiedzieli. Nie wybieramy sobie przecież miłości, ona wybiera nas. Niektórzy ludzie tego nie rozumieją, za wszelką cenę chcą udowodnić że jest zupełnie inaczej. Wszyscy myślą że mój związek z Justinem, jest czymś ohydnym, złym. Ja tak nie uważam, dwoje ludzi kocha się ponad wszystko, czy właśnie nie na tym polega miłość.

- Tato, proszę..- Dalej szlochałam, nie odrywając wzroku od Justina za szybą.

- Zamknij się - Warknął, ostatni raz spoglądając na syna, który cały czas szarpał za klamkę chcąc wydostać z auta swoją dziewczynę.

-Daj nam się chociaż pożegnać-Błagałam

-Wasz czas już się skończył.-Splunął, odpalając samochód.

- Justin..-  Ostatni raz na niego spojrzałam, ocierając coraz więcej łez.

- Nienawidzę Cię ! - Krzyknęłam na cały samochód do ojca który w ogóle nie zwracał  na mnie uwagi. Podkuliłam nogi pod brzuch, zastanawiając się jak teraz moja codzienność będzie wyglądać, co będę robić, co On będzie robił. Jedyne co Jeremy mi powiedział to ile dzieliło mnie i Justina. Czułam że sprawia mu przyjemność patrzenie jak bez niego czuje że nie jestem już sobą, nie czuje się bezpieczna. Nic mi po nim nie zostało, nie mam nawet jak się z nim skontaktować. Rodzice wszystko dokładnie zaplanowali, rozdzielenie nas nie tylko zniszczyło ich małżeństwo ale i stało się ich codziennością. Dlaczego ludzie w tych czasach są tak mało tolerancyjni, dlaczego nie mogą uszanować woli innego człowieka. Dlaczego?
Oparłam głowę o nagłówek, ocierając wierzchem dłoni łzy z moich policzków. Nie mogłam sobie wyobrazić nawet jednego dnia bez Justina, nie mógł mnie już przytulić gdy się czegoś bałam, nie mógł pocieszyć gdy byłam smutna, nie mógł po prostu być przy mnie. Był dla mnie wszystkim, spędziliśmy ze sobą całe życie, na krok się nie rozstawaliśmy, a teraz tak brutalnie zostaliśmy od siebie oddzieleni. I jaki to wszystko ma sens..
Droga trwała miej więcej trzy godziny, trudno określić dokładnie czas gdy nie ma się telefonu czy zegarka. Zabrali mi i Justinowi wszystko co mieliśmy. Począwszy od telefonów,zegarków, a nawet gier czy laptopów.

 -Wysiadaj- Warknął wyciągając mnie siłą z samochodu. Mocny uścisk na ramieniu, otrząsnął mnie, przypominając o prawdziwym świecie. Gdy stanęłam na nogi, puścił mnie i poszedł do bagażnika wyjąć niewielką ilość rzeczy. Dom nie był duży, na pewno też nie przypominał żadnych luksusów.

- Weź to - Szorstki głos ojca dobiegł do moich uszu. Wzięłam pudełko w którym była połowa moich ubrań, ruszyłam w stronę domu. Otwierając małą furkę, przekroczyłam próg posesji.Gdyby nie malutki ogródek tuż przed wejściem, to miejsce zdecydowanie mogło by uchodzić za ponure. Schody na werandę wdiać było że potrzebują naprawy. Usiadłam na ławeczce która podstawiona była koło drzwi, czekając na Jeremiego. Po chwili, gdy upewnił się że samochód jest zamknięty ruszył w moją stronę, otworzył drzwi i wszedł do środka. Zrobiłam to co on, rozglądając się na wszystkie strony. Jak już mówiłam wcześniej nie było żadnego luksusu, na parterze znajdował się salon. Mały, przestronny. Kuchnia w której znajdował się mały piekarnik, lodówka, blat i parę szafek.
Weszłam po schodach na piętro. Znajdowały się tam dwa pokoje, mój i Jeremiego. Weszłam do swojego, to co zobaczyłam mnie bardzo zszokowało. Ściana była obdrapana, szafki były stare i zakurzone, a na środku nie było nawet łóżka, tylko stary materac na którym znajdował się fioletowy koc i poduszka. Zbiegłam na dół, wcale nie zdziwił mnie fakt iż mój ojczulek już siedział sobie na kanapie oglądając mecz z puszką piwa w ręku.

- Co to ma być? To nawet nie wygląda na pokój!- Krzyknęłam zirytowana.

- Spodziewałaś się czegoś więcej? Nie musiałabyś tu mieszkać gdybyś nie puszczała się z własnym bratem- Krzyknął

- Nigdy nie robiliśmy nic złego.. Dlaczego aż tak bardzo nas nienawidzisz? Dlaczego chcecie razem z Pattie nas rozdzielić?- Zaszlochałam

- Jesteś jej córką! Nie toleruje tego że zwracasz się do niej po imieniu, okaż choć trochę szacunku..

- Po tym co mi zrobiliście mam mieć do was szacunek? Jesteś nienormalny! Ty i matka!- Krzyknęłam.

- Ty niewdzięczna...- Podszedł do mnie uderzając mnie w policzek. W moich oczach zebrały się łzy.

- Wypierdalaj na górę bo nie ręczę za siebie! - Weszłam na piętro po czym usiadłam koło okna płacząc. Nie mogłam pojąć dlaczego mi się przytrafiają takie złe rzeczy, czym sobie zasłużyłam. Chciałam wiedzieć jak radzi sobie Justin, jak on to znosi. Niestety nie mogłam nawet skontaktować się z nim. Tak bardzo pragnęłam usłyszeć z jego ust że wszystko będzie dobrze, że jeszcze będziemy szczęśliwi. Łudzę się że rodzice kiedyś zrozumieją ile przykrości, krzywd nam wyrządzili i pozwolą nam być razem.
 Siedziałam na parapecie wylewając coraz więcej łez, godziny mijały szybko nim się zorientowałam na dworze było już ciemno.
Zegar wskazywał 23. Po cichu zeszłam na dół, nie mogłam siedzieć bezczynnie, musiałam znaleźć sposób by chociaż na chwile skontaktować się z Jusem. Przeszukałam cała kuchnie, lecz nic nie znalazłam. Najciszej jak potrafiłam udałam się do małego salonu, ciemność jeszcze bardziej utrudniała mi bym coś dostrzegła, chodziłam między kanapą, dotykając rzeczy które stały na półce, aż wreszcie w moich dłoniach poczułam telefon.Wzięłam go do ręki po czym wyszłam na werandę. Szybko wybrałam numer Justina. Miałam ogromną nadzieje że tak samo jak ja wybrał się na poszukiwania swojej własności i tylko czeka na sygnał ode mnie. Mało prawdopodobne, ale spróbować można..Po trzech zaczęłam tracić nadzieje że moja teoria choć trochę może być prawdziwa, lecz nagle.. ktoś odebrał.

- Justin?- Wyszeptałam chcąc nie pozwolić wydostać się łzą

-Van? Skarbie..- Jego kojący głos.. Tak bardzo żałowałam że nie mogę go teraz zobaczyć.

- Tak bardzo tęsknie.. Nie chce tu być. Nawet nie wiesz jak strasznie tu jest..

- Co się tam dzieje?- Zapytał zaniepokojony

- Ja.. nie nic

- Kochanie mi możesz powiedzieć

- Jeremy, wiesz..zachowuje się inaczej..teraz jest skłonny do tego żeby nawet mnie uderzyć..- Zaszlochałam cicho

- Jebany skurwiel! Jak on mógł cię tknąć!- Wykrzyczał do słuchawki.

- Justin proszę, zabierz mnie stąd- Wymamrotałam, już nie wytrzymując.

- Powiedz mi gdzie jesteś a obiecuje ci że wezmę cię stamtąd - Udawał opanowanego, lecz ja wiedziałam że bał się tak samo jak ja.

- Jestem w Detroit w Michigan - Wyszeptała, bojąc się że w każdej chwili ociec może sie obudzić.

- To kawał drogi. Kochanie daj mi parę dni, zdobądź zaufanie tego dupka, ja zdobędę matki i wtedy będziemy mogli wychodzić z domu. Pożyczę samochód od Ryana spakuje najważniejsze rzeczy i wtedy zadzwonię do Ciebie. Zadzwonię za dwa dni i wszystko ustalimy okey?- Zapytał. Przez nerwy ledwo mogłam utrzymać telefon w dłoni.

- Tak... Kocham Cię Justin-Wyszeptałam

- Ja Ciebie tez skarbie, a teraz idź już spać.. jest już późno słodkich snów. - Po tych słowach rozłączyłam się, usunęłam ostatnie połączenie po czym po cichu odłożyłam telefon i tak szybko jak tu przyszłam, tak poszłam do swojego, nowego ''pokoju''. Niby zwykła rozmowa a dała mi tak dużo radości, a przede wszystkim nadziei . Przynajmniej wiem że zrobimy wszystko co w naszej mocy by znów być razem.
Chwilę później zasnęłam..

____________________________________________
Hej ;)
No i mamy pierwszy rozdział, na razie się rozkręcamy także, miejcie wyrozumiałość ;* 
Mamy nadzieje że spodobał wam się rozdział i wyrazicie swoją opinie w komentarzu <33 

niedziela, 29 grudnia 2013

Prolog

Nie zawsze w życiu musi się dobrze układać.
Czasem dzieją się rzeczy o których nawet nie śniliśmy.
To właśnie stało się w życiu Justina i Vanessy.
Wszystko obróciło się o 180°.  Prawdziwi przyjaciele zostali z nimi, inni odeszli. 
Większość nazwała ich głupcami , którzy chcą zepsuć swoje życie. Jednak oni sami wiedzieli, że to co ich łączy to nie tylko ta sama matka czy ojciec, to miłość, nie taka między rodzeństwem. Nie łączyło ich uczucie które darzy siostra brata, łączyła ich miłość prawdziwa, namiętna, łapczywa.
Rodzice wstydzili się prawdy jaka miała miejsce w ich domu. Bali się co powiedzą inni, a najbardziej obawiali się że ich dzieci zrobią jakąś głupotę, którą potem będą żałować.
Oboje za wszelką cenę chcieli zniszczyć to co rodziło się między Justinem a Vanessą.
Być może udałoby się im gdyby nie fakt że sami zaczęli rujnować swoje małżeństwo. 
Później wszystko poszło jak za skinięciem palca. 


Rozwód 


Wyprowadzka


Rozdzielenie Justina z Vanessą


Matka wpadła w depresje.


Ojciec stał się nieobliczalny.


Nie wiedzieli jak sobie poradzą, nie wiedzieli gdzie się podzieją. 
Jedyną rzeczą jaką byli pewni była ich miłość i tylko dzięki niej wiedzieli że muszą być razem...

________________________________________

No i mamy Prolog, mamy nadzieje że zaciekawił was początek tej historii ;)
Pierwszy rozdział postaramy się dodać jak najszybciej.