piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 15

Minęło 20 minut, a ja wciąż bałam się spojrzeć na wynik testu. Byłam cholernie przerażona tym co może się zaraz okazać. Jeżeli jestem w ciąży to muszę nie tylko zacząć o siebie dbać ale także muszę powiedzieć to Justinowi co nie należy do łatwych.

- Van! Już?- Zapytała przyjaciółka zza drzwi.

- Już chwila- Odpowiedziałam drżącą dłonią sięgając po test. Policzyłam do pięciu po czym spojrzałam na wynik. DWIE KRESKI. Wynik pozytywny, ciąża. Moje oczy zaszły łzami. Zaszłam w ciąże z moim bratem, ale także miłością mojego życia.

Wstałam, szybko wrzucając test do śmietnika tuż obok toalety. Wytarłam swoje oczy wychodząc z łazienki. Lauren już wiedziała co jest grane kiedy wyszłam zapłakana. Nie pytając o nic po prostu mnie przytuliła.

- Będzie dobrze Nessy - Wyszeptała gładząc mnie po włosach.

- On nie może się o niczym dowiedzieć. Obiecaj mi że mu nie powiesz!- Wyszeptałam panicznie

- Vanessa ja i tak nie miałabym prawa mu o tym powiedzieć, musi sie dowiedzieć tego z Twoich ust. Nie możesz tego ukrywać przed nim. Będziesz musiała mu o tym powiedzieć prędzej czy później.

- Ja wiem.. Powiem mu, ale nie teraz - Odpowiedziałam niepewnie. Lauren tylko skinęła głową.

- Uśmiechnij się Nessy, jesteś w ciąży kochanie. Wiesz pieluchy i te sprawy, to wszystko ciężka robota, ale te maluchy takie słodkie.- Zaśmiała się a ja jej zawtórowałam.

- Pójdę wziąć prysznic i się ubiorę a ty jak możesz zejdź na dół i powiedz Ryanowi że nie jestem w ciąży- Poprosiłam po czym poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic po czym UBRAŁAM SIĘ, włosy splotłam w warkocz i zeszłam na dół.

- Chciałabym pojechać do marketu po jakieś zakupy, pojedziesz ze mną  Lau?- Zapytałam na co ta skinęła.

- Weźcie kluczę laski ja jadę do Jaya i wrócimy dopiero o 15 także fajnie byłoby gdybyście już były - Uśmiechnął się w naszą stronę. Lauren pożegnała Ryana pocałunkiem po czym razem poszłyśmy do samochodu. Lauren prowadziła więc szybko dotarłyśmy do marketu.

Pojechałyśmy kawałek za miasto żeby nie było prawdopodobieństwa że spotkamy kogoś znajomego . Kiedy byłyśmy już w markecie, zaczęłyśmy brać potrzebne jedzenie do wózka.

- Lauren weź nutelle- Poprosiłam sięgając po żelki. Szłyśmy razem z Lauren już do kasy, kiedy zobaczyłam moja mamę miedzy regałami.  Była blada i wyglądała na smutną,  lecz stała za rękę z jakimś mężczyzna.  Moje oczy zaszły łzami.

- Chce iść do samochodu - Wyszeptałam nie patrząc na Lauren,  choć wiedziałam że ona zdarzyła zauważyć dlaczego nagle stałam sie smutna.  Wzięłam kluczyki do ręki wychodząc szybkim tempem ze sklepu. Usiadłam w samochodzie zanosząc sie płaczem.

Wszystko jest nie tak. Gdy ją zobaczyłam zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo za nią tęsknie. Nie mogę sie do niej przytulić, wyżalić, tak jak kiedyś. Najgorsze było to że nie miałam pojęcia ile to jeszcze potrwa, ile jeszcze będziemy musieli sie ukrywać z dala od wszystkich. Otarłam wszystkie łzy gdy zobaczyłam Lau zbliżającą sie do auta.

Nie mogłam wiecznie sie mazać, nie chciałam by ktoś sie nade mną litował. Wpakowała zakupy na tylne siedzenia i bez słowa usiadła na miejscu kierowcy. Gdy dotarliśmy do domu miałam nadzieje że chłopaków jeszcze nie będzie. Jednak gdy tylko przekroczyłyśmy próg domu zauważyłam ich buty byle jak rzucone w wejściu. Od razu sie spięłam. Nie byłam jeszcze gotowa by to wszystko teraz powiedzieć.

- Chodź, wypakujemy to - Lauren odezwała sie widząc moją minę. Skinęłam głową ruszając z nią do kuchni. Justina nie było na dole, za to Ryan tylko czekał pewnie na to aż wrócimy.

- Nareszcie, głodny jestem - Wybuchnął gdy nas tylko zobaczył. Odpowiedziałyśmy mu lekkim chichotem. Z mojej strony sztucznym.

- Za chwile coś przygotuje - Lau wyciągał po kolei rzeczy z siatek.

- Umm, gdzie jest Justin? - Spytałam spuszczając wzrok. Chwyciłam sie kurczowo blatu. Słabo mi sie zrobiło. Opanowałam to jednak przygryzając wargę.

- Na górze, wołałem go, ale nie chciał zejść, nie wiem co jest grane - Bez słowa odwróciłam sie idąc w stronę schodów. Na razie mu nie powiem, musiałam to sobie wszystko dokładnie przemyśleć. Z każdym kolejnym stopniem czułam sie coraz gorzej.

 Jak sie zachowam jak go zobaczę? Będzie uśmiechnięty, szczęśliwy, nie będzie miał o niczym pojęcia, nie będzie wiedział że teraz jego życie sie zupełnie zmieni. Nie było to moją winą, ale tak sie czułam, czułam sie winna. Mogę to jeszcze naprawić, mogę sprawić że wszystko będzie tak jak zawsze...usuwając ciąże. Nigdy sama z siebie bym tego nie zrobiła, lecz gdy ma od tego zależeć to czy stracę na zawsze Justina, byłabym do tego zdolna.

Stanęłam przed drzwiami naszej sypialni, domyślałam sie że tam jest, czułam to. Biorąc głęboki oddech starałam sie uśmiechnąć by nie wzbudzać podejrzeń. Lekko pchnęłam drzwi wchodząc do środka.

- Justi...- Przerwałam gdy go zobaczyłam. Mój żołądek boleśnie sie skręcił. Otworzyłam bezwiednie usta nie wiedząc zupełnie co powiedzieć.

Chłopak siedział na łóżku trzymając w ręce test ciążowy. Mimo że nie mogłam dostrzec wyrazu jego twarzy to wiedziałam że jest zły. Świadczyły o tym palce zaciśnięte na małym przedmiocie. Zrobiłam krok w przód, on natomiast nie poruszył sie nawet o centymetr. To nie tak miało to wyglądać, nie tak miał sie dowiedzieć.

- Nie wierze - Te dwa słowa wypowiedziane przez niego przerwały panującą cisze. Na moim ciele zagościły ciarki. Nieoczekiwanie podniósł głowę. Nie płakał, nie był smutny, przejęty czy wściekły. Był obojętny, a to zabolało najbardziej...

______________________________________

Hejoo 
I jednak Vanessa jest w ciąży ;) 
Jak myślicie, jak zareaguje na to wszystko Justin? 

Mamy nadzieje że rozdział wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzach <3

JESSICA.IZA

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 14

-Co? Nie możesz tego skończyć tak po prostu! Kochanie nie rób tego.. proszę..Ja.. Ja cię kocham -Powiedział smutno próbując mnie jakoś przekonać do zmiany wyboru.

-Justin.. Nie utrudniaj mi tego. Tak będzie lepiej- Wydukałam ocierając łzy z policzków.

-Dla kogo lepiej?!-Krzyknął na co wzdrygnęłam- Przeszliśmy razem tak dużo a ty przez jedną nic nie znaczącą zdradę chcesz to wszystko nad czym pracowaliśmy zakończyć?- Wysyczał ciągnąc za końcówki swoich ułożonych włosów.

-Tak.. Właśnie tego chcę. Łączą nas tylko geny, nic więcej- Powiedziałam powtarzając swoje poprzednie słowa.

- Tak się nie da.. Vanessa... Ja byłem w tobie i uprawialiśmy seks. Kocham Cię i wiem że ty mnie też.. Nie możesz teraz odejść- Spróbował położyć rękę na moim udzie ale szybko zareagowałam zrzucając ją ze swojego ciała. Miał racje. Kocham go i na pewno o nim nie zapomnę, ale to co on zrobił nie pozwoli mi być z nim. Zranił mnie tak cholernie mocno mnie zranił. Potrzebuje czasu dla siebie. Chce pomyśleć czy dam radę z nim być.

-Wyjdź stąd proszę. Zostaw mnie samą- Wyszeptałam cicho pociągając przy tym nosem.

-To znaczy, że chcesz wrócić do rodziców?-Mruknął wycierając łzy ze swoich policzków. Odwróciłam wzrok, żebym nie musiała patrzeć na to jak ranie miłość mojego życia.

-Ja.. Nie wiem. To trudne

-Przestać Van! Musisz w końcu powiedzieć czego tak naprawdę chcesz! Nie możesz ciągle się nad wszystkim zastanawiać.- Ryknął a jego oczy pociemniały. Nienawidziłam jak podnosił na mnie głos, nieprzyjemne ciarki zagościły na moich plecach.

- Nawet nie wiesz jak to jest dla mnie trudne - Nie poznawałam własnego głosu. Zakryłam rekami twarz czując jak po moich policzkach w każdej chwili może popłynąć wodospad łez.

-Nie pozwalam Ci odejść, nie możesz mnie tak zostawić - Przybliżył sie do mnie na prawdę blisko. Chwycił za mój podbródek zmuszając bym ponownie na niego spojrzała. Wpatrywał sie we mnie już po chwili łącząc nasze usta w pocałunku. Tak trudno było się sprzeciwić,  ale nie mogłam mu na to pozwolić. Odepchnęłam go.

- Wyjdź Justin - Automatycznie spuściłam wzrok. Oblizałam usta, tak bardzo chciałam by ponownie jego wargi znalazły sie na moich, ale nie mogłam pozwolić na to by to się powtórzyło.

- Będziesz tego żałować!- Krzyknął zatrzaskując z hukiem drzwi od pokoju. Nie panowałam już nad sobą. Wybuchłam niepohamowanym  płaczem.

Dwa tygodnie później

Obudziłam się wcześnie, na zegarze widniała 6:25. Wstałam z łóżka idąc prosto do łazienki, weszłam do środka przeglądając się w lustrze. Miałam sine wory pod oczami, jak codziennie odkąd skończyłam związek z miłością mojego życia. Trudno było mi spać, nawet jeść bo wszystko co zjadłam zwracałam w toalecie. Tak było już od tygodnia, i naprawdę nie wiem co mogło by spowodować mdłości. 

Z Justinem nie rozmawiam, chłopak próbował parę razy ze mną rozmawiać ale każda rozmowa kończyła się na moim płaczu a jego wściekłości i trzaskaniu drzwiami. Jay prawie cały czas przesiaduje z Raynem w pracy. Zostaje po godzinach by wrócić do domu wtedy kiedy wszyscy domownicy śpią. Zeszłam na dół do kuchni gdzie był tylko Ryan i Lauren.

- To jak dziewczęta macie ochotę na płatki, czy może kanapki?- Zapytał Ryan uśmiechnięty od ucha do ucha.

- Płatki- Odpowiedziałyśmy zgodnie na co dziewczyna zachichotała. Uśmiechnęłam się sztucznie choć dobrze wiedziałam że oboje moich przyjaciół wie że jestem załamana po stracie Justina.  Minęło kilka minut a ja poczułam zapach płatków które sprawiły u mnie mdłości. Nie zdążyłam wstać więc wymiotowałam na podłogę, tuż przed stołem.

- Van co ci jest?- Zapytał Ryan podchodząc do mnie i głaszcząc mnie po plecach. Lauren przytrzymała mi włosy dzięki czemu dziękowałam jej w myślach. Kiedy skończyłam pobiegłam do toalety się umyć. Wyszłam z  łazienki idąc z rolką ręcznika papierowego. Chciałam zacząć sprzątać ale Ry już zdążył zrobić to za mnie.

- Nie musiałeś.. Ale dziękuje- Wyszeptałam zawstydzona. Usiedliśmy w salonie na sofie kiedy niespodziewanie Lauren krzyknęła przerażona.

- Co się stało?

-Długo już masz te mdłości? I wymiotujesz?- Zapytała i nagle Ryan wytrzeszczył oczy. Pokiwałam zgodnie głową na co Lauren spojrzała na  mnie jakby analizowała to co jej właśnie powiedziałam.

- Jest możliwe że ty, że ty jesteś w ciąży?- Zapytała  na co spojrzałam na nią przerażona.

- Nie! Znaczy się.. Kochaliśmy się na Florydzie ale raz i w dodatku zabezpieczaliśmy się.. Na pewno nie..- Załkałam cicho chowając twarz w dłonie. Nie mogłam być w ciąży, nie teraz kiedy wszystko między mną a Justinem jest zakończone.

- Musisz zrobić test ciążowy - Powiedziała dziewczyna. Spojrzałam na nią z przerażeniem w oczach.

-Ryan zawieź mnie do apteki - Już po chwili zwróciła sie do chłopaka. Kiwnął głową ruszając do przedpokoju.

-Za chwile wracamy - Oboje opuścili dom. Zostałam zupełnie sama, ze swoimi wszystkimi myślami. Tak bardzo sie bałam. Świadomość ze w jednej chili wszystko może sie zmienić powodowała ze panika ogarniała cale moje ciało. Czułam ogromne mdłości ale nie miałam już czym wymiotować, mój organizm był bardzo osłabiony. Siedziałam jak na szpilkach, każda minuta ciągnęła sie w nieskończoność. Byłam przez ten czas jakby odłączona od rzeczywistości, dopiero głośny trzask drzwi mnie obudził. Widocznie straciłam poczucie czasu.

- Szybko, chodź ze mną - Lauren chwyciła mnie za rękę prowadząc po schodach. Słyszałam wszystko jakby przez mgłę, patrzyłam tylko przed siebie. Gdy weszłyśmy do łazienki usiadłam na zamkniętej klapie ubikacji.

- Możesz mnie zostawić na chwile - Szepnęłam w stronę dziewczyny. Nie miała pojęcia jak sie czuje w tej sytuacji ale w jej oczach widziałam jak bardzo starała sie to zrozumieć. Bez słowa wyszła zostawiając małe pudełko na pralce. Spojrzałam na nie, biorąc po chwili w dłonie. Moje życie jak i Justina zależało od wyniku tego testu...

____________________________________

Hejoo <3
Mamy kolejny rozdział, dzieje sie troszku xd 

Mamy nadzieje że wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu <3

JESSICA.IZA

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 13

Jeden chłopak.. cała noc płaczu. Czuje się źle, nawet bardzo źle. Jak on mógł?... Przecież zapewniał mnie że mnie kocha, że to ja jestem tą jedyną. Mówił że nie jestem jak jego poprzednie dziewczyny, że to ze mną chce spędzić resztę swojego życia. A teraz co? Sprawił że moje serce zostało wyrwane i rozgniecione na milion kawałków. Dalej musimy uciekać przed rodzicami, ale po co skoro Justin nic do mnie czuje? Udowodnił wczoraj, że to wszystko nie ma najmniejszego sensu.

Godzina szósta wstałam z łóżka i zeszłam na dół. W salonie kanapa była pusta, ani śladu po Justinie. Czy mnie to dziwi? Chyba nie. Już mnie chyba nic nie może zdziwić. Kiedy zmierzałam do kuchni drzwi od łazienki otworzyły się i wyszedł ze środka ubrany już Justin. Po jego wyglądzie mogę stwierdzić że miał niezłego kaca. Jego blada w tamtej chwili cera wskazywała na to że nie spał przez resztę nocy. Co się dziwić. Przecież mógł być zajęty Nicole.. Albo może nie.

- Van..- Wyszeptał przeczesując swoje roztargane włosy. Podszedł do mnie łapiąc mnie w pasie. Wyrwałam się z jego uścisku wstawiając czajnik z wodą na kawę dla mnie.

- Przepraszam kochanie. Nie wiem dlaczego dałem się jej podejść.. Nie zrobiłbym tego gdybym był trzeźwy-Wydukał znów próbując mnie przytulić.

- A jednak pamiętasz- Wysyczałam czując jak zbierają mi się łzy pod powiekami.

- Jak mógłbym nie pamiętać największego błędu swojego życia..- Wypowiedział smutno na co pokiwałam z niedowierzaniem głową.

- Największego błędu życia?.. Dobre sobie- parsknęłam śmiechem. To nie był śmiech taki którego używałam na co dzień. To był bardziej smutny śmiech.

- Dobrze wiesz że nigdy w życiu nie zrobiłbym czegokolwiek co mogło by cię zranić- Wydukał kładąc głowę w zgięciu mojej szyi. Nie mogłam mu tego wybaczyć. Nie jestem gotowa by zapomnieć o tym co się stało wczoraj, to za wcześnie.

- Zacznij się pakować,  musimy stąd wyjechać najpóźniej za godzinę- Powiedziałam wymijając go z kubkiem w ręku. Skierowałam się do sypialni wyjmując od razu walizki z szafy. Wszystkie swoje ciuchy starannie włożyłam do walizek przy okazji wyjmując coś do ubrania na dziś.

UBRAŁAM SIĘ , po czym nałożyłam lekki makijaż. Nie starałam się wyglądać ładnie. Tym razem nie obchodził mnie mój wygląd, chciałam po prostu mieć tą podróż z głowy. Od samego rana bolała mnie głowa i czułam się źle. Dwa kubki kawy i tabletki przeciw bólowe trochę pomogły w uśmierzeniu bólu.
Zeszłam na dół ciągnąc po schodach dwie walizki. W kuchni siedział Justin rozmawiając przez telefon.  Chwile po zobaczeniu mnie rozłączył rozmowę i wstał dopijając swoją kawę.

- Jedziemy do Ryana. Nie będą spodziewali się nas w Kanadzie.- Powiedział podchodząc do mnie.

- Dobra.. Jedźmy już- Wyszeptałam biorąc walizki i szybkim tempem podchodząc do samochodu.

- Pomógłbym ci z bagażem- Chłopak powiedział kiedy jedna z walizek mi upadła. Myślał że jestem głupia i niesamodzielna, mylił się.

- Sama sobie dam doskonale radę- Wysyczałam podnosząc walizkę i wkładając ją do bagażnika. To samo zrobiłam także z drugą. Gotowa do podróży wsiadłam do samochodu kładąc poduszkę na zagłówku, Zniżyłam sobie fotel do pozycji w pół leżącej. Rozsiadłam się wygodnie odwracając się plecami do Justina. Nie chciałam z nim w tej chwili przebywać, ale co mogłam na to poradzić.

Justin

 Minęło paręnaście godzin jazdy. Do domu Ryana została może godzina lub dwie, a ja czułem że nie dam już rady, jednakże nie chciałem prosić Van o zmianę. Chciałem pokazać jej, że zrobiłbym dla niej wszystko. Wczoraj popełniłem najgorszy błąd swojego życia, naprawdę najgorszy. Nicole zapewne planowała to wszystko od dawna, a ja bardzo łatwo dałem się jej uwieść. Żałuje, że pozwoliłem omotać się tej suce i zarazem skrzywdzić najważniejszą osobę w moim życiu. Mam nadzieję, że kiedy będziemy już u Ryana jakoś znów zbliżymy się do siebie i Nessy wybaczy mi zdradę. Jeżeli chodzi o to co stało się zaraz po wybiegnięciu Van z salonu, to nie ma w ogóle mowy.

Od razu zrzuciłem z siebie Nicole ubierając koszulkę. Wyrzuciłem ją z domu wyzywając od najgorszych. Dziewczyna była wściekła ale to ja byłem o wiele gorzej rozwścieczony od niej. Oczywiście próbowała mnie jeszcze przekonać do tego byśmy dokończyli to co zaczęliśmy ale nie chciałem nawet jej słuchać. Po prostu wyrzuciłem ją za próg drzwi zostawiając jak psa.

Kiedy już dojechałem zauważyłem że Van śpi. Nie chciałem jej budzić dlatego wyjąłem najpierw walizki i podszedłem do drzwi dzwoniąc w nie. W progu pojawił się Ryan z Lauren a za ich plecami Chris.

- Dobrze cię znów widzieć Bro- Przywitali mnie chłopcy braterskim uściskiem.

- Was też miło widzieć. Hej Lauren- Uśmiechnąłem się delikatnie co dziewczyna od razu odwzajemniła.

- Gdzie masz Vanesse?- Zapytała na co wskazałem na samochód.

- Chłopacy weźcie walizki a ja wniosę Nessy- Poprosiłem kierując się w strone samochodu. Wziąłem dziewczynę na ręce idąc do domu. Van nie świadomie w trakcie snu ułożyła ręce na mojej szyi tuląc się do mnie. Delikatnie pocałowałem jej policzek wchodząc do środka.

- Połóż ją w mojej sypialni- Uśmiechnął się Ryan. Tak jak chłopak powiedział tak też zrobiłem. Ułożyłem dziewczynę na łóżku przykrywając kołdrą.

- Kocham Cię skarbie. Słodkich snów- Wyszeptałem składając muśnięcie na jej ustach. Zszedłem na dół nalewając sobie coli do szklanki.

- Więc jak tam między wami?- Zapytał Chris popijając piwo.

- Jest źle.. Jestem strasznym chujem i dziwie się że Nessy jeszcze ze mną jest - Mruknąłem smutno. Chłopacy spojrzeli zdziwieni na mnie tak samo jak Lauren.

- Zdradziłem ją z siostrą Lily.. Byłem najebany a ta laska mnie wykorzystała. Od samego początku się do mnie próbowała dobrać.. Aż w końcu nie wiem dlaczego dałem się jej podejść..

- Jak mogłeś! Ty draniu!- Krzyknęła Lauren ale Ryan ją uciszył.

- Spokojnie kochanie- Powiedział Ry gładząc ją po kolanie. Spojrzałem na nich na co mój przyjaciel się uśmiechnął.

- Wy jesteście razem? Przecież jeszcze nie dawno się nienawidziliście- Zaśmiałem się. Chłopacy zaśmieli się ze mną kiedy dziewczyna zarumieniła się chowając twarz w klatkę piersiową Ryana.

-A ty Chris znalazłeś sobie kogoś?- Zapytałem na co wszyscy wybuchli śmiechem.

- Spotykałem się z Amandą od nas ze szkoły. Laska to świr!- prychnął. Kiedy już miałem ponownie się zaśmiać usłyszałem płacz Van. Wszyscy spojrzeli w stronę schodów. Podrapałem się po karku wstając. Poszedłem od razu do sypialni.

- Vanessa, co sie dzieje? - Podszedłem do łóżka kucając. Widziałem jej czerwoną twarz i lekko podpuchnięte oczy.

- Czym sobie zasłużyłam.. - Wymamrotała zakrywając dłońmi twarz. Wziąłem je delikatnie w swoje ręce opuszczając je. Serce mis ie krajało jak widziałem ja w takim stanie ale musiałem z nią porozmawiać prosto w oczy.

-Kochanie, spójrz na mnie - Przez chwile myślałem ze mnie nie usłyszała ale jednak krótką chwile później widziałem jej piękne brązowe tęczówki.

- Do niczego poważnego miedzy mną a Nicol nie doszło, te pocałunki nic nie znaczyły, przecież wiesz że nie potrafię panować nad sobą jak jestem pijany. Znasz mnie - Szeptałem nie ruszając sie ani na centymetr. Nadal trzymałem jej drobne dłonie.

- Justin..Ty też znasz mnie, wiesz że ja z natury wybaczam ludziom wszystkie krzywdy, ale jest jedna, po prostu nie wybaczalna, zdrada. Ja Ci już po prostu nie ufam. I posłuchaj mnie uważnie, jedyne co nas teraz łączy to geny..nic więcej..


_________________________________________________________________________________
HEEJ! <3
Macie więc nowy rozdział:) Niedługo wakacje i postaramy się dodawać więcej rozdziałów.
Prosimy także by wszystkie osoby które czytają ten rozdział skomentowały go na dole.
IZA.JESSICA
Do zobaczenia w następnym :)




niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 12

- Tyle ludzi w wodzie że nie można sie nawet ruszyć - Zaśmiał sie cicho Justin. Spojrzałam na niego przez ciemne okulary zaciskając wargi w cienką linie.

- Jak ja byłam przed chwilą to nie było takiego tłoku - Mruknęłam cicho, chyba tego nie usłyszał. Usiadł powoli obok mnie na swoim ręczniku. Kątem oka widziałam jak kropelki wody na jego ciele mieniły sie w słońcu. Specjalnie na chwile wszedł do wody by nie budzić podejrzeń. Starałam sie nie wybuchnąć,  trudno było zachowywać sie jakby nic sie nie stało.

- Gdzie jest Nicol?

- A od kiedy cie to interesuje? - Burknęłam ściskając w dłoniach piasek.

- Tak tylko pytam, spokojnie - Ściszył nieco swój głos.

- Poszła do baru - Przez cały następny czas panowała między nami cisza, nie miałam ochoty nawet jej przerywać. Zdecydowałam że w domu zacznę go wypytywać o wszystko. Słońce prażyło niemiłosiernie, nie dało sie wytrzymać tak gorącego klimatu. Postanowiliśmy powoli zbierać sie. Pakując wszystkie swoje rzeczy do torby jako pierwsza nie czekając na resztę ruszyłam do samochodu.

***
Odświeżona  i przebrana zeszłam na dół. Przez ten czas starałam sie pozbierać wszystkie myśli, ułożyć jakieś sensowne zdania. Od razu spostrzegłam jak siedział na kanapie wlepiając wzrok w telefon. Nawet nie zauważył że weszłam do pokoju. Opierając sie o ścianę skrzyżowałam ręce na piersi uporczywie na  niego patrząc. Dopiero po dłuższej chwili raczył spojrzeć na mnie. Zacisnęłam mocniej pięści. Wstał z miejsca. Nie mogłam dać mu sie znowu udobruchać, teraz już nie było zabawy.

- Wiem o wszystkim - Zaczęłam prostując sie. Mały uśmiech zniknął z jego twarzy tak samo szybko jak sie pojawił. Światło które biło od włączonego telewizora, oświetlało rysy jego twarzy. Stanął w miejscu, był tak samo spięty jak ja. Widziałam to po rękach które sztywno zawisły za jego plecami.

- Nie wiem o czym mówisz - Odpowiedział szybko. Moje usta lekko sie rozchyliły. Nie mogłam uwierzyć ze jeszcze był zdolny do tego by mnie okłamywać.

- Justin... - Nie odrywałam wzroku od jego powiększonych źrenic. Jego oczy już ie były wyjątkowo brązowe jak zawsze, teraz pokrywała je czerń.

- Widziałam was - W moim głosie nie było już gniewu, tylko smutek. Smutek że jednak nie jesteśmy ze sobą szczerzy, ze jednak nie mówimy sobie wszystkiego. Zbladł.

- Śledziłaś mnie?! - Jego głos gwałtownie stał ie głośniejszy. Nie spodziewając sie tego odskoczyłam uderzając plecami o ścianę.

- Ja...

- Nie ufasz mi?- Zacisnął szczękę. Nie poruszył sie nawet o centymetr. Przymknęłam lekko powieki.

- A tobie w ogóle można ufać?! - Wyrzuciłam sie z siebie. Zamilkł na chwile.

- moje sprawy nie powinny cie interesować, sam sobie mogę doskonale poradzić!

- Sam?! To po co chciałeś żebyśmy byli razem, taki niby czuły byłeś, że najważniejsza jestem, po prostu jesteś cholernym kłamcą! - Chciałam go wyminąć lecz chwycił mnie za ramie. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale wyszarpałam się z jego uścisku.

- Nie dotykaj mnie!- Krzyknęłam mu prosto w twarz.

 - Daj spokój! Mam wszystko pod kontrolą.- Odpowiedział unosząc ręce w geście obronnym.

- Co masz pod kontrolą? Masz z tym skończyć! Teraz ! Oni są niebezpieczni!- Sapnęłam.

- Kurwa! Nessy! Mówię ci że mam wszystko pod kontrolą? Będzie dobrze tylko mi do chuja zaufaj!- Krzyknął

- Daj sobie spokój! Zawsze pakujesz się w jakieś gówno!- Krzyknęłam kiedy chciał mnie ponownie złapać.
Nagle moje serce w jednej chwili stanęło gdy ujrzałam na ekranie telewizora, na którym widniały moje i Justina zdjęcia.
 Podbiegłam do pilota pogłaśniając.

'' Wiadomość z ostatniej chwili- Powiedziała redaktorka a na ekranie pokazały się nasze zdjęcia.
 Justin i Vanessa Bieber zaginęli. Rodzice twierdzą że uciekli ponieważ nie potrafili dopasować sie do otoczenia. Matka jak i ojciec twierdzą także że uciekli oni z Kalifornii.
Ktokolwiek widział tę parę nastolatków proszony jest o zatelefonowanie na naszą linie.- Powiedziała kończąc tym samym swoją informację.''

Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, mój wzrok ani na chwile nie odrywał sie od telewizora. Złość zaczęła wewnątrz mnie buzować. W końcu wybuchłam.

- Nadal twierdzisz że masz wszystko pod kontrolą?- Krzyknęłam sfrustrowana. Chłopak rzucił pustym już kubkiem o ścianę. Widziałam furie w jego oczach.

- Na co czekasz?! Pakuj sie kurwa, jutro z samego rana wyjeżdżamy!

Nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa, lekko skinęłam głową opuszczając pokój. Ruszyłam do sypialni. Biorąc głęboki wdech wzięłam do rąk leginsy i bluzkę która odsłaniała mój pępek. Nieco chwiejnym krokiem pokierowałam się do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Miałam ochotę rzucić tym wszystkim, upaść na kolana i wykrzyczeć wszystko to co leżało mi na sercu. Pozostawiłam tą myśl jedynie moim marzeniem. Powoli podeszłam do wanny puszczając wodę, odłożyłam ciuchy na blat. Rozebrałam się wchodząc do napełnionej już wanny. Ciężko dysząc oparłam głowę o ściankę wanny. Wierzchem dłoni otarłam wszystkie łzy widząc na dłoniach czarne plamy od tuszy których już po chwili nie było. Zamknęłam oczy pod wpływem przyjemności jaka mnie ogarnęła gdy gorąca woda ogarnęła moje ciało.

 Wiedziałam że nie będzie teraz łatwo. Policja zacznie nas szukać a my będziemy musieli się kryć i uważać by nikt nas nie rozpoznał. Najgorsze jest to że nie mam pojęcia czy nam sie to uda..

 Po kąpieli czułam sie bardziej opanowana, jakby woda zmyła ze mnie całą wściekłość. Wyszłam z wanny, wysuszyłam swoje ciało puszystym  ręcznikiem po czym ubrałam się we wcześniej wybrane ciuchy. Moje mokre włosy zostawiłam rozpuszczone. Zrobiłam po sobie porządek po czym wyszłam z łazienki. Spojrzałam na zegar który wskazywał godzinę 21:23.  Nie myśląc dłużej nad tą całą  sprawą położyłam się do łóżka. Nie zasnęłam od razu ponieważ nadal myślałam o Justinie. Nie przyszedł do mnie. Byłam pewna że chce zostać sam, z resztą i ja nie narzekałam na chwile samotności. W końcu zmęczona odpłynęłam w sen Morfeusza.


Justin

Kolejna pusta puszka piwa wylądowała obok pozostałych niedaleko stolika przy którym siedziałem. Tępo wlepiałem wzrok w telewizor nie skupiając sie w ogóle co na ekranie jest przedstawione. Zaciskając mocno pięści kierowałem sie wzrokiem do jeszcze nie otwartej puszki piwa. Sięgnąłem po nią. Charakterystyczny syk sygnalizował że piwo zostało otwarte. Przystawiając je sobie do ust, omal za jednym za machem nie wypiłem całej zawartości. Westchnąłem ciężko opierając głowę o zagłówek kanapy. Miałem ochotę roznieść cały dom, nie zostawić nic sprawnego, lecz nie mogłem sie ruszyć z miejsca. Czułem sie jakbym został tam przywiązany. Kolejna godzina minęła, ja wciąż nie przestawałem pić. Koiło to moje nerwy, chociaż w małym stopniu to zawsze jednak coś. Byłem oszołomiony, nie słyszałem telewizora, dlatego pewnie też nie zwróciłem uwagi że w drzwiach opierając sie o framugę stoi Nicol. Na śmierć zapomniałem że tego dnia zaproponowała by zostać z nami, bo w jej mieszkaniu nie ma nic do roboty. Zauważyłem uśmiech na jej twarzy, dziwny uśmiech. Zaczęła sie do mnie zbliżać. Kołysała zgrabnie biodrami w końcu stając przede mną. 

- Co ty robisz? - Jej głos jako jedyny dźwięk dotarł do moich uszu. Wpatrywałem sie w nią, w jej oczy, usta, kościste policzki. Na jej pytanie nie odpowiedziałem. Ona jednak usiadła tuż obok mnie. Jej koszula nocna podwinęła sie przez co mogłem zauważyć że nie ubierała na noc bielizny. Odruchowo odwróciłem wzrok ponownie wlepiając go w jasny ekran. W jednej chwili chwyciła mnie za podbródek, chcąc nei chcąc musiałem na nią spojrzeć. W jednej chwili, straciłem panowanie nad wszystkim, a jedyne co czułem to pustka, kompletnie nic, żalu, wyrzutów sumienia, podniecenia, niczego. Robiłem to co kazało mi moje ciało.

Vanessa

Dziek tłukącego sie szkła, głośny śmiech dwojga ludzi. Ocknęłam sie. Potarłam zmęczone oczy automatycznie spoglądając na mały zegarek który leżał na komodzie. 2.14.

- Kurwa - Warknęłam pod nosem odgarniając kołdrę z moich nóg. Stając na nogi rozciągałam sie leniwie.
Śmiechy nadal nie ustawały, ewidentnie dochodziły z dołu. Po chwili z wyrazem niepokoju na twarzy ruszyłam w stronę schodów. Z każdym schodkiem moje serce jakby biło szybciej, oddech stał sie płytki. Bose stopy wreszcie poczuły zimne panele małego przedpokoju prowadzącego do salonu jak i kuchni. Ciemność rozpraszało tylko światło z salonu. Głosy stały sie coraz głośniejsze. Zaspana, ruszyłam przed siebie.

Uczucie łamiącego sie serca uderzyło we mnie z tak dużą siłą że nie mogłam zaczerpnąć powietrza. Moje ciało zostało sparaliżowane. W każdej chwili mogłam paść na ziemie lecz jakaś dziwna siła mnie podtrzymywała.

Najgorsze było to że mnie nawet nie zauważyli. Nie przerwali, dalej bawili sie w najlepsze.

-Justin - Nie poznawałam własnego głosu, nie wiedziałam co wyrażał, czy smutek, czy złość, a może to i to? W jednej chwili jego usta oderwały sie od nagiej klatki piersiowej Nicol która gdy tylko mnie spostrzegła zaśmiała sie gorzko nei schodząc ze stolika na którym siedziała. Zapomniałam jak sie oddycha. Patrzył na mnie, lecz ja nie mogłam znieść jego spojrzenia, było takie puste, takie obce.

Parę kroków w tył wystarczyło bym straciła równowagę. Poleciałam na zimne panele. Ta sama siła która trzymała mnie w pionie, ściągnęła mnie na sam dół. Cały świat mi sie zawalił. Nikt nie pomógł mi wstać, zostałam sama...

************************************
Heej <3
Macie rozdział, mamy nadzieje że wam sei spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu <3


niedziela, 18 maja 2014

Rozdzaił 11

 słoneczne wpadały przez okno oświetlając moją twarz. Od razu zmarszczyłam brwi mocniej zaciskając swoje oczy. Przewróciłam głowę w  bok widząc nadal śpiącego Justina. Jego wargi były rozchylone, a przy panującej ciszy usłyszałam jego spokojny oddech. Delikatnie przejechałem kciukiem po jego policzku po chwili składając też malutkiego całusa. Kąciki jego ust się ruszyło przez co już wiedziałam że nie śpi.

- Dzień Dobry, kochanie - Odezwał się zachrypniętym głosem przeciągając się.

- Dzień Dobry - Uśmiechnęłam się naciągając kołdrę na swoje nadal nagie ciało. Chłopak niemalże od razu spojrzał na mnie kątem oka uśmiechając się cwanie.

- Co tam ukrywasz, hm? - Przewrócił się na bok przybliżając się do mnie.

- Nic - Przykryłam się jeszcze bardziej chcąc zasłonić rumieńce.

- Oj kotku, przecież już widziałem Cie całą i mam nadzieje ze nie był to ostatni raz - Zaśmiał się lekko, jego głos był łagodny choć kryło się w nim coś innego, dziwnego, nie mogłam rozpoznać co to było.Podniósł się na rękach przybliżając swoje usta do moich, złożył na nich delikatny pocałunek. Zawsze jednak delikatny i subtelny całus przemienia się w coś więcej. Nie zauważyłam nawet gdy jego ręce po raz kolejny zwiedzały każdą część mojego ciała.

- Justin - Udało mi się wymamrotać gdy jego pocałunki przeniosły się na szyje. Usiadł na mnie okrakiem przez co jego krocze smyrało mój brzuch. Zignorował mnie, nie przerywając ani na chwile.

- Justin - Powiedziałam nieco głośniej kładąc swoje dłonie na jego klatce piersiowej.

- Co się dzieje słoneczko ? - Między pocałunkami przez chwile spoglądał na mnie.

- Przestań - Starałam się by mój głos był stanowczy, lecz mając jego nagie ciało przed sobą, patrząc na nie trudno było się skupić na czymkolwiek.

- Ale dlacz... - Nie dokończył bo drzwi do pokoju otworzyły się uderzając o ścianę. Jednym ruchem zepchnęłam Justina z siebie przenosząc wzrok na drzwi. Serce waliło mi jak oszalałe, a od razu na policzkach pojawił się ognisty rumieniec. Nicol stała u progu spoglądając na całą sytuacje z otwartymi ustami. Nie postała sobie tak długo ponieważ już po chwili szybko wybiegła z pokoju. Przelotnie spojrzałam na leżącego zszokowanego Jaya. Zerwałam się z łóżka wbiegając do łazienki. Tu miałam chwile żeby pomyśleć nad tym co się własnie stało. Jak to teraz wytłumaczymy..

Justin

Zapinając ostatni guzik swojej koszuli w kratę wyszedłem z pomieszczenia. Powoli kierowałem się w stronę schodów. Byłem wkurzony, zdziwiony i przerażony. Wiedziałem że razem z Van będziemy musieli wszystko wytłumaczyć Nicole. Czy tego chciałem? Na pewno nie. Ale z drugiej strony miałem dość udawania że Nessy to tylko moja siostra. Zszedłem do salonu zauważając stojącą na środku pomieszczenia dziewczynę. Obejrzałem się i zobaczyłem, że za mną  powoli po schodach schodzi Vanessa. Kiedy stawiała krok krzywiła twarz z bólu. Kiedy zdałem sobie sprawę co ją boli i dlaczego, zarumieniłem się lekko. Wiedziałem że ten ból to ze względu na to co zrobiliśmy wczoraj. Zauważyłem że jej oczy są czerwone. Płakała. Podszedłem do niej przytulając ją. Dziewczyna zapłakała mi w ramie. wziąłem ją na ręce by nie musiała znosić tego bólu dłużej.  Nicole przyglądała się nam z nieukrywanym zdziwieniem. Usiadłem na kanapie z dziewczyną na swoich kolanach. Jej twarz była schowana w moim torsie a moja ręka gładziła jej plecy uspokajająco.

- Mogłabyś dać nam chwile?- Zapytałem Nicol na co przytaknęła i wyszła na taras zamykając za sobą drzwi.

- Co się stało kochanie? Dlaczego płaczesz?- Zapytałem zaniepokojony.

- Boli mnie- Wyszeptałam po czym dodała- Ona nas nakryła Justin. Ona zniszczy nas - Zaszlochała cicho.

- Kochanie będzie dobrze. Ból minie zobaczysz musisz się tylko przyzwyczaić do tego uczucia.

- Ale ona wszystko wygada. Oni nas znajdą i rozdzielą. Ja nie chce tego znowu przeżywać

- Ale kochanie.. Nikt nas nie znajdzie. Porozmawiamy zaraz z Nicole i wytłumaczymy jej wszystko. Zobaczysz będzie dobrze. Obiecuje że nikt nas nie rozdzieli.- Złapałem jej podbródek w dłonie i cmoknąłem jej usta patrząc jej głęboko w oczy.

- Obiecujesz?- Zapytała wycierając swoje łzy.

- Obiecuje Nessy.
Po chwili do pokoju wróciła Nicki. Usiadła na fotelu na przeciwko nas  ze srogą miną.

- Może wytłumaczycie mi o co tutaj do cholery chodzi?! Jesteście pieprzonym rodzeństwem to obrzydliwe- Wysyczała z niesmakiem.

Nessy wyglądała jak mała dziewczynka na dywaniku u dyrektora. Ja siedziałem wkurzony. Dlaczego?
To wcale nie jest obrzydliwe. To miłość.

- Zamknij  się!- Krzyknąłem na co wzdrygnęła.

- To co jest między mną a Van to miłość.

- Ale to co robiliście.. to jest obrzydliwe!

- Co jest obrzydliwe? Pieprzenie się?! Tak pierzyłem się ze swoją siostrą! Bo ją kocham! Nie udawaj takiej cnotki Nicole!- Ryknąłem oburzony na co Van wzdrygnęła. Delikatnie cmoknąłem jej czoło starając się ją uspokoić.

- Dlatego tutaj przyjechaliście? Lily wspominała coś że macie problem i musicie wyprowadzić się od rodziców.. ale żeby brat z siostrą.. To dziwne.

- Daj spokój do chuja! Wiem że jesteśmy rodzeństwem nie musisz nam tego przypominać co chwile. Po prostu się kochamy i już. Wyjechaliśmy żeby móc być razem- Odpowiedziałem szybko.

- Dlatego Vanessa była taka dziwna pierwszego dnia?- Zapytała na co skinąłem.

- Flirtowałaś z nim.. Nie mogliśmy powiedzieć ci że jesteśmy razem bo baliśmy się że wygadasz komuś- Odpowiedziała cicho Van.

- Nie wierze..Normalnie nie wierze - Westchnęła głośno przez chwile patrząc na nas z wyraźną odrazą któa malowała jej sie na twarzy. Zacisnąłem pieści by nie wybuchnąć ponownie. Miałem dość tego tłumaczenia sie, dlaczego właściwie to robiliśmy? To nasze życie i nikt nie powinien sie nim interesować.

- Idziemy na tą plaże? - Wreszcie odezwała sie Vanessa chcąc zakończył bardzo niezręczną cisze. Moje jak i spojrzenie Nicol od razu padło na nią. Pocierając swoje jeszcze czerwone oczy leciutko sie uśmiechnęła.

- Tak..chodźmy - Podniosłem sie powoli z miejsca kierując sie w stronę schodów.

***

- Na pewno wszystko dobrze? - Po raz kolejny spytałem Van widząc jaką trudność sprawia jej poruszanie sie. 

- Justin, dam rade, na prawdę - Uśmiechnęła sie do mnie delikatnie masując grymas na jej twarzy gdy stawiała kolejne kroki. Cały czas trzymając ją za rękę szliśmy za Nicol która szukała wolnego miejsca na plaży. Co chwile oglądała sie za siebie by na nas spojrzeć, cały czas widziałem w jej oczach odrazę, starałem sie ja ignorować. W końcu już po chwili doszliśmy pod niedaleko od wody w miejsca gdzie mogliśmy rozłożyć nasze ręczniki. Po lewej stronie można było zobaczyć bar z różnokolorowymi drinkami jak i małą knajpkę. 

Po chwil bezczynnego leżenia na słońcu podniosłem sie z miejsca. 

- Ide do wody, idziesz ze mną? - Zwróciłem sie do Nessy która już zaczynała przybierać nieco opalenizny. Od razu przeniosła na  mnie wzrok. 

- Nie, wole tu zostać - Przytaknąłem lekko. Powoli szedłem po gorącym piasku wprost do wody w której przebywało mnóstwo ludzi. Obejrzałem sie za siebie dostrzegając jak Nicol zaczęła rozmawiać z Vanessą. Chciałem sie wrócić, bo przecież nie mogłem jej tak samej zostawić, ale uniemożliwiły mi to para rąk szarpiąca moje ramie. 

- Idziemy - Usłyszałem warknięcie obok ucha i już wiedziałem do kogo ten głos należy. Nie opierałem sie bo wiedziałem że i tak nic nie wskóram. Spojrzałem tylko na nich. Widziałem wściekłość malującą sie na ich twarzach. Już po chwili dotarliśmy jak wcześniej wspomniałem do znajdującego sie blisko baru.

Vanessa

Nie miałam ochoty jej ponownie słuchać. Pewnie znowu chciała mi robić jakieś wyrzuty. Znudzona, obojętnie rozglądałam sie na wszystkie strony byle by tylko nie złapać kontaktu wzrokowego z Nicol. Spoglądałam na wszystkich odpoczywających ludzi w ogóle nie słuchając co dziewczyna ma mi do powiedzenia. Coś przykuło moją uwagę, raczej nie coś, tylko ktoś. Justin, razem z jakimiś facetami kierował sie do baru. Nie mogłam ich rozpoznać, widziałam tylko ich tył lecz ciało Jussa mogłam rozpoznać wszędzie. 

- Umm, Nicol ja chyba pójdę do wody, do Justina - Oznajmiłam nie odrywając wzroku od mężczyzn. 

- Taa, jasne - Mruknęła pod nosem. Wyminęłam ją ruszając za nimi. Zaciskając pieści starałam sie w miarę szybko do nich dotrzeć lecz ból w okolicy podbrzusza mi to uniemożliwiał. Starałam sie jak mogłam i dziękowałam Bogu że barek nie był daleko. Nie mogłam pozwolić na to by mnie zauważyli. Byłam bardzo ciekawa czego chcą od Justina. W co znowu sie wkopał. Opierając sie o ścianę budki doskonale mogłam ich usłyszeć, zobaczyć już nie za bardzo. 

- Nie mamy czasu żeby bawić sie w jakieś twoje gierki - Znajome głosy, słyszałam je, może i całkiem nie dawno. 

- Zawaliłem tamtą sprawę, wiem, ale to sie więcej nie powtórzy. 

- Wiemy że sie nie powtórzy, bo jeżeli popełnisz choćby najmniejszy błąd, nie tylko ty na tym ucierpisz, ale i ta twoja ślicznotka - To te typy których spotkaliśmy wczoraj. Już wszystko stało sie jasne. Justin dla nich pracował, roznosił narkotyki. Wpakował sie znowu w jakieś gówno i oczywiście ja muszę go z tego wyciągnąć..
__________ 
HEEJ!
 MACIE ROZDZIAL :>
KTO CHCE BYC INFORMOWANY O NKWYCH ROZDZIALACH? PODAJCIE SWOJE TWITTERY . JEZELI CHCECIE SKONTAKTOWAC SIE A UTORKAMI TO PISZCIE DO NAS NA TT @Jessibelieberjb

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 10

Justin

Gdy tylko stanęli przed nami przeszły mnie nieprzyjemne dreszcze. Automatycznie spojrzałem na Vanesse nie mogąc pozwolić by dowiedziała sie wszystkiego. 

- O, Justin, miło Cie widzieć - Powiedział ironicznie Bradley podchodząc nieco bliżej nas. Zauważyłem jak cały czas spoglądał na Van. 

- Musimy sobie cos wyjaśnić - Do rozmowy wtrącił sie Connor. Nie mogłem pozwolić mu dokończyć. Van nie mogła dowiedzieć się o moich lewych zarobkach.

- Zadzwonię do was jutro. Nie mam teraz czasu- Wytłumaczyłem szybko.

- Myślę że jednak możemy teraz sobie wyjaśnić parę spraw, chyba że chcesz  żeby ta ślicznotka na tym ucierpiała- Powiedział Brad uśmiechając się cwaniacko. Podszedł do Vanessy kładąc dłoń na jej policzku. Widziałem jak wzdrygnęła robiąc krok do tyłu.

- Zdejmij z niej swoje brudne łapy!- Wysyczałem odciągając Nessy. Dziewczyna wtuliła się we mnie drżąc.

- Daje Ci czas do jutrzejszego wieczoru. Jak nie zadzwonisz to i tak Cię znajdziemy- Powiedział Brad ostatni raz spoglądając na Ness.

- Na razie Bieber... do widzenia ślicznotko- Puścił do niej oczko po czym wraz z Connorem poszli w drugą stronę.

- Kto to był?- Zapytała Van niemal od razu.

- Nikt ważny. Nie przejmuj się tym- Powiedziałem całując jej skroń.

- Juss! Przestań mieć przede mną tajemnice. Chce wiedzieć jeżeli masz jakieś problemy.

- Nie mam problemów po prostu mam z nimi pewną umowę i muszę ją rozwiązać. Naprawdę nie zaprzątaj sobie tym głowy.

- Niech Ci będzie, ale obiecaj że jeszcze do tego wrócimy- Pogroziła swoją małą rączką chichocząc.

-Obiecuje kochanie- Delikatnie cmoknąłem jej usta łapiąc ją za rękę. Poszliśmy dalej.

Vanessa

- Dzień Dobry. Czy jesteście gotowi złożyć zamówienie?- Oznajmił dość seksowny blondyn. Uśmiechnął się w moim kierunku na co odwzajemniłam uśmiech.

- Ja chciałbym zamówić spaghetti bolognese a dla Ciebie kochanie?- Zapytał mnie Justin. Spojrzał złowrogo na kelnera na co pogładziłam uspokajająco jego dłoń.

- Dla mnie to samo.- Odpowiedziałam a chłopak odszedł. Kiedy wreszcie dostaliśmy zamówienie i zaczęliśmy jeść czułam że Justin jest zły.

- Kochanie co jest?

- Nic

- Przecież widzę że jesteś zły na coś -Oznajmiłam podirytowana.

- Po prostu ten typ flirtował z tobą a tobie to nie przeszkadzało.

- Ohh Proszę Cię. Jeden uśmiech to nie podryw Justin, a poza tym powinieneś wiedzieć że Ty jesteś tym kogo kocham- Potarłam jego kolano pod stołem.

Zjedliśmy karmiąc się nawzajem. Co chwile śmieliśmy się z czegoś. Było naprawdę zabawnie. Kochałam tego Justina. Tego zazdrosnego i niesamowicie uroczego.

Postanowiłam na razie na wracać do sprawy z tymi chłopaki choć strasznie ciekawiło mnie to czego mogli chcieć od Justina. Martwiłam się, ale mimo wszystko ufałam mu gdy mówił że da sobie z nimi rade. Nie chciałabym psuć tego wieczoru sprawami które nie należą do najprzyjemniejszych. Dzisiejszy wieczór miał być tym jednym, wyjątkowym, tym na który oboje czekaliśmy. Wiedziałam ze Juss przygotował dla mnie jeszcze jakaś niespodziankę na która już nie mogłam się doczekać.

- Ostatni raz widziałem Cie tak bardzo podekscytowaną w święta Bożego Narodzenia gdy mieliśmy po pięć lat - Zaśmiał się szatyn obejmując mnie ramieniem gdy kierowaliśmy się do celu przez piękny park.

- Nie dziw mi się, to nasz taka pierwsza prawdziwa randka - Uśmiechnęłam się do niego składając małego buziaka na jego lekko zaróżowionym policzku.

- Pamiętasz jak ojciec nie pozwalał nam chodzić do wesołego miasteczka bo uważał że to tylko strata pieniędzy na jakieś głupie atrakcje ?

- Chyba tak, a dlaczego o tym mówisz ? - Patrzyłam w jego oczy gdzie gościły iskierki szczęścia które tak uwielbiałam, sprawiały że w moim brzuchu gościło stado motylków.

- Wreszcie bez zakazów możemy się wyszaleć jak dzieci - Odezwał się uśmiechając się na widok przed sobą. Od razu przeniosłam wzrok, a moim oczom ukazał się widok o jakim dzieciaki  marzą. Mnóstwo kolejek górskich, karuzele, samochodziki oraz na każdym kroku gry w których przeważnie zdobywa się ogromne maskotki. Gdy tylko wchodziło się na ten teraz w powietrzu unosił się zapach waty cukrowej i popcornu. Uśmiech ani na chwile nie schodził z moich ust, widok tych wszystkich rzeczy, tych wszystkich roześmianych twarzy ludzi sprawiał że byłam  na prawdę szczęśliwa.

- Wiesz że jesteś niesamowity ? - Zapytałam nie odrywając wzroku od Roller Costera który sprawiał że już mi się kręciło w głowie.

-  Troszeczkę - Odpowiedział chichocząc. Jak zawsze skromniutki.

- To od czego zaczynamy ? - Dodał po chwili biorąc mnie za rękę kierując się w stronę kasy by wykupić specjalne karty.

- Mnie się pytasz ? Tyle tu tego ze nie mam pojęcia na czym wzrok zawiesić - Zaśmiałam się lekko. Po chwili z kartami w ręku przeszliśmy przez dużą bramę. Znajdowaliśmy się w samym centrum zabawy.

- Jedynym wyjściem jest zacząć od początku o skorzystać z wszystkiego - Tak jak powiedział, tak też zrobiliśmy.

***

- Nie dobrze mi - Zaśmiałam się trzymając za brzuch. Byliśmy na wszystkich, na prawdę, na wszystkich możliwych atrakcjach, nie było dobrym pomysłem w przerwach pożerać tyle wat cukrowych. 

- Nie wiem jak my dojdziemy do domu - Zawtórował mi Jay idąc nieco wolniej ode mnie. Oczywiście ten żarłok nie mógł się powstrzymać od kupna mega wielkich żelek. Nie mogłam przestać się uśmiechać, śmiałam się z każdej rzeczy przez co brzuch bolał mnie jeszcze bardziej, lecz ja nie przywiązywałam do tego zbytniej wagi. 

- Dziękuję Ci - Przystanęłam łapiąc Justina za rękę, złożyłam na jego ustach dużego buziaka, który przeradzał się z każdą chwilą w bardziej namiętny i mniej odpowiedni do widoku publicznego. Gdy wreszcie oderwaliśmy się od siebie by zaczerpnąć trochę powietrza Justin się odezwał. 

- Taki słodki całus a jednak i tak mnie podnieca - Patrzył mi w oczy, zauważyłam jak iskierki szczęścia zamieniły się na płomyki podniecenia. 

- Tak na Ciebie działam ? - Uśmiechnęłam się cwanie. 

- A nie wiedziałaś tego ? - Nie dał mi odpowiedzieć bo ponownie wbił się w moje usta który jak zawsze niemal od razu odwzajemniłam. Bezwiednie moje dłonie znalazły się na jego pośladkach przez co mruknął mi w usta, czułam uśmiech poprzez pocałunek. Po chwili jednak odepchnęłam go delikatnie.

- Nie tutaj - Wyszeptałam ciężko wzdychając. On jednak tylko się zadziornie uśmiechnął biorąc mnie za rękę. Szybkim krokiem skierowaliśmy się w drogę do domu. Zaśmiałam się dosyć głośno. 

- Aż tak Ci się śpieszy ? - Zawołałam chcąc za nim nadążyć. 

- Przez Ciebie - Spojrzał na mnie przez ramie przechodząc przez pasy. Jego dłoń mocno ściskała moją. Szczęściem dla niego było pewnie to że do domu nie mieliśmy dalekiej drogi i już po chwili byliśmy na naszej ulicy. Ja mimo wszystko zaczęłam się trochę denerwować bo wiedziałam co miało się teraz stać, chciałam tego, bardzo, ale jednak gdzieś ten lęk się we mnie czaił.

Gdy tylko przekroczyliśmy próg domu zdyszani on wessał się w moje usta od razu kładąc dłonie na moich biodrach. Oddałam pocałunek łapiąc chłopaka za kark. Nasze języki ocierały się nawzajem o siebie, delikatnie przygryzłam jego wargę zdobywając jego jęk rozkoszy. Po chwili jego pocałunki zeszły w dół, na moją szyje. Westchnienie wyszło z moich ust. Złapałam chłopaka za rękę prowadząc do sypialni. Ledwo co weszliśmy do pokoju a ja już byłam przyciśnięta do ściany całując szyje Justina. Nasze pocałunki były nachalne, namiętne a przede wszystkim pełne pasji i miłości. Chłopak złapał jedną ręką moje plecy a drugą umieścił na moim karku.

Delikatnie położył mnie na łóżku pochylając się nade mną. Zdjął  moją sukienkę pozostawiając mnie w samej bieliźnie. Obdarowując mój brzuch pocałunkami. Justin zrzucił z siebie bluzkę rozpalając tym moje zmysły jeszcze bardziej. Jego cholernie wyrzeźbione mięśnie podniecały mnie bardziej niż kiedykolwiek. Moje ręce od razu powędrowały wzdłuż jego torsu badając każdy jego mięsień i tatuaż. Mój język niemal że od razu znalazł się na jego brzuchu. Lizałam, całowałam a nawet ssałam jego sześciopak. Niepewnie odpięłam spodnie Jay'a. Kiedy oboje zostaliśmy już w samej bieliźnie, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to duży wzwód w jego bokserkach. Dopiero teraz doszło do mnie co tak naprawdę się dzieje. Zaczęłam się bać. Przecież to mój pierwszy raz bałam się tego wszystkiego. Nie byłam w tym obeznana, nie wiedziałam co robić i jak.

- Justin.. Boje się- Wyszeptałam w jego kark. Chłopak zerknął na mnie całując moje czoło.

- Obiecuje że będę delikatny, jeżeli nie spodoba ci się od razu przestaniemy. Dobrze?- Zapytał patrząc mi prosto w oczy. Widziałam w nich tyle podniecenia, które w tej chwili pokryła troska.

- Kocham Cie- Wydyszałam zdejmując swój stanik i rzucając go za siebie.

- Ja ciebie też mała- Jęknął ssając moje sutki. Moje ciało wygięło się w łuk, wszystko to działo się pod wpływem ogromnej rozkoszy.

Cała moja bielizna zniknęła, Justin powoli zsunął swoje bokserki ukazując swojego penisa, który stał na baczność. Pisnęłam nie wiedząc jak takie wielkie coś ma zmieścić się w mojej pochwie. Chłopak wszedł we mnie palcem uzyskując mój jęk lekkiego bólu. Splunął na moje miejsce intymne pocierając moją łechtaczkę.

- Postaram się zrobić to jak najdelikatniej. Jeżeli będziesz chciała przestać to powiedz mi dobrze skarbie?- Spytał biorą swojego penisa w rękę.

Kiedy przytaknęłam chłopak pocałował moje czoło umieszczając się między moimi nogami.
Justin niepewnie wszedł czubkiem siebie we mnie na co pisnęłam z bólu.

-Och.. Postaraj się nie myśleć o bólu skarbie. On minie tylko myśl o czymś przyjemnym- Wyszeptał wprost
w moje usta.

Wpiłam się w nie łapczywie chcąc więcej. Chłopak powoli pchnął swoją długość we mnie uzyskując tym moje głośne jęki.  Ból zaczął ustępować a na jego miejscu pojawiła się przyjemność.
Nie sądziłam że to może być takie przyjemne. Oplotłam swoimi nogami biodra mojego ukochanego.
Justin zaczął coraz to pewniej poruszać się wewnątrz mnie. Nasze pocałunki nadal trwały, były bardzo  delikatnie. Kiedy czułam niesamowitą rozkosz drapałam jego plecy.

- Och.. Kurwa Nessy!- Jęknął wpychając się we mnie.

- Justin- Jęknęłam czując się niesamowicie dobrze.

- Powiedz że jesteś moja- Wydyszał  coraz to szybciej poruszają się we mnie.

- Jestem Twoja..Ochh. Cholera twoja Justin. Twoja na zawsze- Wydyszałam wpijając się w jego usta. Nagłe uczucie ciepła rozeszło się po mojej macicy. Bardzo przyjemne uczucie. Justin doszedł w tym samym czasie co ja. Leżeliśmy jeszcze chwile całując swoje usta. Chłopak delikatnie wyszedł ze mną schodząc z mojego ciała i kładąc się obok mnie. Moja głowa opadła na jego tors.

- Byłaś cudowna Nessy- Wydyszał ostatni raz cmokając moje usta. Zasnęliśmy z wyczerpania wtuleni w siebie.

To był najlepszy dzień jaki kiedykolwiek mógłby się wydarzyć. Będę pamiętać go do końca życia. I nigdy nie pożałuje tego z kim straciłam swoją cnotę której tak bardzo pilnowałam...

_______________________________________
Hejoo <3

No to poszaleliśmy xd 

Mamy nadzieje ze ten rozdział wam sie spodobał i wyrazicie opinie w komentarzu <3

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 9

Obudziłam się rano czując sie niewyspana. Była godzina trzynasta w południe, jak widać dla mnie to było wciąż mało. W łóżku leżałam sama. Po tej wczorajszej sytuacji nie chciałam nawet na niego patrzeć a co dopiero być obok niego..

Gdy taksówka podjechała pod domu od razu zapłaciłam mężczyźnie po czym szybkim krokiem opuściłam auto. Podeszłam do drzwi domu, jednym przekręceniem klucza otworzyłam je po czym bez słowa skierowałam się do sypialni. Słyszałam za mną kroki i wiedziałam że to Justin, nigdy nie mógł po prostu odpuścić. Nie zwracając na niego uwagi zdjęłam z siebie bluzę i  położyłam się do łóżka. Już myślałam że zasnę kiedy w drzwiach stanął Jay. Chłopak spojrzał na mnie spod rzęs po czym jednym ruchem zdjął koszulkę i spodnie pozostając w samych bokserkach. Kiedy już chciał iść w kierunku łóżka na którym leżałam wtrąciłam się.


- Chyba nie zamierzasz położyć się na tym łóżku obok mnie?- Zapytałam podkreślając niektóre wyrazy.

- Van nie zgrywaj się... Gdzie mam niby spać jak nie tutaj ?- Westchnął na co parsknęłam, wywracając oczami 

- Nie obchodzi mnie to! Nie chce byś przebywał obok mnie. Śpij w salonie na kanapie!

- Tam jest niewygodnie! Na pewno nie pójdę tam spać!

- Kanapa nie jest wygodna? A co może ziemia w celi byłaby lepsza?- Zakpiłam. 
 Chłopak już nic więcej nie powiedział. Wziął tylko koc i poduszkę po czym wyszedł z sypialni trzaskając drzwiami.

Na wspomnienie wczorajszej nocy na moim ciele zagościły dreszcze. Powoli wstałam z łóżka zakładając szlafrok. Zeszłam na dół. Oczywiście w kuchni czekał na mnie Justin, robił śniadanie. Podeszłam do stołu a chłopak odsunął mi krzesło bym mogła usiąść. Widziałam jak próbował mnie udobruchać, nie mogłam dać mu sie tak łatwo. To co stało się wczoraj było złamaniem wszystkich zasad i pomimo tego że zrobił to śniadanie co i atk często robił to nadal jestem  zła na niego.


Gdy już zjadłam śniadanie i chciałam wstać od stołu Justin przytrzymał moją dłoń.


-Przepraszam Nessy- Wyszeptał ze skruchą ale nie ruszyło mnie to wcale.

-Trzeba było myśleć zanim musiałam za ciebie zapłacić dwa tysiące pieprzonych dolarów!

- A więc chodzi o pieniądze?!

- Nie! Nie chodzi tylko o kasę. Chodzi o to że o mały włos nie trafiłeś do więzienia! Do tego wszystkiego i tak mieliśmy cholerne szczęście! Policja mogła dostać na nas zgłoszenie, mogli by nas z powrotem odesłać do rodziców! Ty byś trafił do pierdla a ja zostałabym z Jeremym sama! Nie chce wracać do tego co mi robił rozumiesz?! A przez twoją głupotę prawie mogłabym tam wrócić!- Krzyknęłam ze łzami w oczach. Wyrwałam swoją dłoń  po czym pobiegłam do góry. Zatrzasnęłam za sobą drzwi łazienki płacząc. Nie chciałam wracać wspomnieniami do tamtych chwil, udawało mi sie o nich zapomnieć. Wszystko nagle wróciło. To nie jest proste, od razu odczułam wewnętrzny lęk, bałam sie tego ze za chwile przyjdzie do mnie Jeremy i znowu... Potrząsnęłam głową szybko podchodząc do zlewu. Odkręciłam zimną wodę i powoli zaczęłam obmywać sobie twarz czując lekką ulgę. Spojrzałam w lustro przede mną widząc moje sińce pod oczami od zmęczenia i małe rozcięcie blisko ucha które zostało mi jeszcze po ostatniej chwili spędzonej z moim kochanym tatusiem. Bez namysłu usiadłam na zimnej kafelkowej podłodze opierając głowę spokojnie o ścianę. Musiałam sie uspokoić, nerwy w niczym mi nie pomogą. Po chwili wstałam powoli na nogi podchodząc o szafki, wyjęłam z niej opakowanie z tabletkami na uspokojenie po czym wysypałam parę pigułek na rękę i połknęłam je popijając zimną wodą z kranu. Nagle usłyszałam kroki po czym pukanie do drzwi łazienki.

- Kochanie. Wyjdź porozmawiajmy- Usłyszałam cichy szept .

- Nie mamy o czym rozmawiać- Syknęłam spoglądając na drzwi.

- I ja i ty wiemy że musimy sobie wszystko wyjaśnić. Van nie daj się prosić. Wyjdź proszę - Powiedział załamującym sie tonem cały czas ruszając klamką.

Niepewnie podeszłam do białych drzwi. Biorąc głęboki wdech otworzyłam je, spojrzałam na Justina przez załzawione oczy z których nadal wydobywały się słone łzy.
W oczach brata widziałam iskierki które pokazywały że chłopak walczył z płaczem. Wtuliłam się w niego szlochając. Panicznie bałam się że będę musiała wrócić do Jeremiego. Kurczowo trzymałam się koszulki Justina bojąc się że w każdej chwili mogę upaść.

- Nie chcę wracać, nie zostawiaj mnie! -Krzyczałam panicznie co chwile powtarzając to samo. Zrozumcie mnie. On mnie bił ale i czasem dopierał sie od mnie. Bałam się że jeżeli tam wrócę to stanie się coś jeszcze gorszego niż do tej pory.

- Dopóki się kochamy zawsze będziemy razem.. Nic nas nie rozdzieli.. Nie rozdzielił nas fakt że jesteśmy rodzeństwem i tym bardziej nie rozdzielą nas rodzice. Nie oddam Cię im skarbie. Za bardzo cię kocham bym mógł pozwolić ci odejść bez walki.- Wyszeptał do mojego ucha głaszcząc rękoma moje biodro.

 Złączyłam  nasze usta w namiętnym pocałunku. Ręce ułożyłam na szyi chłopaka przyciągając go ku sobie jeszcze bardziej. Musiałam stać na palcach by dosięgnąć jego ust ale w tej chwili nie przeszkadzało mi to. Kiedy już mieliśmy iść w stronę łóżka usłyszeliśmy otwieranie drzwi frontowych. Odsunęłam się szybko od chłopaka z przerażeniem patrząc mu w oczy.

- Poczekaj tutaj shawty a ja zobaczę kto to- Wyszeptał mi do ucha po czym wyszedł po cichu na dół. Jednak moja ciekawość nie pozwoliła mi siedzieć w miejscu, zeszłam powoli za Justinem. Kiedy weszłam do kuchni zobaczyłam Justina który siedział wkurzony i Nicole siedzącą na krześle. Uśmiechała się od ucha do ucha.

- Cześć Van- Pisnęła zadowolona w moją stronę
Nie odpowiedziałam jej ani słowem, nie widziałam takiej potrzeby. Wzięłam szklankę z sokiem po czym usiadłam się na krześle obok Jussa.

- Co Cię tutaj sprowadza?- Zapytał Justin

- Byłam w okolicy i pomyślałam że do was wejdę i przy okazji wyjdziemy gdzieś razem- Zaczęła paplać i tak bez końca. Kiedy nie mogłam słuchać już jej bezsensownego gadania spojrzałam na Justina błagalnym wzrokiem by zrobił coś z Nicole.

- Właściwie to dzisiaj już jesteśmy zajęci z Vanessą.- Przerwał jej uśmiechając się delikatnie

- To doskonale, pójdę z wami

- Nie, Idziemy sami. Chcemy porozmawiać  i przy okazji odpocząć..

- No okej ale obiecaj że w sobotę pójdziemy wszyscy razem na plażę- Raz patrzyła na mnie a raz na chłopaka

- Dobra- Westchnęłam odpowiadając dla świętego spokoju.

- To do zobaczenia w sobotę. Przyjdę o 10 - Powiedziała po czym z uśmiechem pocałowała Justina w policzek, mnie tylko obdarzając dziwnym spojrzeniem i wyszła z domu. Mój wzrok padł na Justina a ten tarł swój polik ręką. Zachichotałam cicho idąc w stronę chłopaka który wszedł na taras. Wtuliłam się w jego plecy całując go po szyi.

-Mmm- Zamruczał obracając się i składając na moich ustach pocałunek.

- Masz godzinę na przygotowanie się. Zabieram Cię na naszą randkę- Wyszeptał mi do ucha i klepnął dłonią mój tyłek.

- Sukienka czy spodenki?- Zapytałam na co chłopak się zaśmiał.

- Zdecydowanie mini sukienka- Zachichotał. Doskonale wiedziałam że taka będzie jego odpowiedź.

- Gdzie idziemy?

- Najpierw na obiad a później..niespodzianka. Nie zadawaj tyle pytań tylko zmykaj się ubrać.

Tak jak chłopak kazał poszłam się ubierać. Na sam początek szybciutko umyłam się po czym zrobiłam lekki makijaż, później ułożyłam włosy i biorąc pod uwagę dzisiejszą pogodę ubrałam sie trochę cieplej. Gotowa zeszłam na dół gdzie czekaj już na mnie Juss.

- Wiem że to już mówiłem nie raz, ale na prawdę jesteś nieziemsko piękna - Odezwał sie nie odrywając ode mnie wzroku. Czułam jak moje policzki staja sie czerwone, próbowałam je nieco zasłonić kosmykami włosów.

- Oj no już nie chowaj sie tak - Chłopak chwycił moją dłoń wychodząc z domu. Przytuliłam sie do jego ramienia idąc krok w krok z nim. Zaczęło sie ściemniać ale ta pora dodawała uroku tej okolicy, uliczne lampy oświetlały każdy budynek. Spokojnie szliśmy nigdzie sie nie śpiesząc. Nie mogłam sie na niego długo gniewać za bardzo go kochałam i nie chciałam stracić. Myślałam już że nic mnie nie zdziwi, lecz od razu zmieniłam zdanie gdy w jednej chwili przed nami stanęło dwóch mężczyzn, ubrani cali na czarno z okularami przeciwsłonecznymi nie wróżyli nic dobrego. Dopiero gdy jeden z nich odsłonił nieco broń zaczęłam sie na prawdę bać..

________________________________________________

Hej <3 Strasznie was przepraszamy że rozdział został tak późno dodany :( 
Mamy nadzieje ze ten wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu :*