czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 9

Obudziłam się rano czując sie niewyspana. Była godzina trzynasta w południe, jak widać dla mnie to było wciąż mało. W łóżku leżałam sama. Po tej wczorajszej sytuacji nie chciałam nawet na niego patrzeć a co dopiero być obok niego..

Gdy taksówka podjechała pod domu od razu zapłaciłam mężczyźnie po czym szybkim krokiem opuściłam auto. Podeszłam do drzwi domu, jednym przekręceniem klucza otworzyłam je po czym bez słowa skierowałam się do sypialni. Słyszałam za mną kroki i wiedziałam że to Justin, nigdy nie mógł po prostu odpuścić. Nie zwracając na niego uwagi zdjęłam z siebie bluzę i  położyłam się do łóżka. Już myślałam że zasnę kiedy w drzwiach stanął Jay. Chłopak spojrzał na mnie spod rzęs po czym jednym ruchem zdjął koszulkę i spodnie pozostając w samych bokserkach. Kiedy już chciał iść w kierunku łóżka na którym leżałam wtrąciłam się.


- Chyba nie zamierzasz położyć się na tym łóżku obok mnie?- Zapytałam podkreślając niektóre wyrazy.

- Van nie zgrywaj się... Gdzie mam niby spać jak nie tutaj ?- Westchnął na co parsknęłam, wywracając oczami 

- Nie obchodzi mnie to! Nie chce byś przebywał obok mnie. Śpij w salonie na kanapie!

- Tam jest niewygodnie! Na pewno nie pójdę tam spać!

- Kanapa nie jest wygodna? A co może ziemia w celi byłaby lepsza?- Zakpiłam. 
 Chłopak już nic więcej nie powiedział. Wziął tylko koc i poduszkę po czym wyszedł z sypialni trzaskając drzwiami.

Na wspomnienie wczorajszej nocy na moim ciele zagościły dreszcze. Powoli wstałam z łóżka zakładając szlafrok. Zeszłam na dół. Oczywiście w kuchni czekał na mnie Justin, robił śniadanie. Podeszłam do stołu a chłopak odsunął mi krzesło bym mogła usiąść. Widziałam jak próbował mnie udobruchać, nie mogłam dać mu sie tak łatwo. To co stało się wczoraj było złamaniem wszystkich zasad i pomimo tego że zrobił to śniadanie co i atk często robił to nadal jestem  zła na niego.


Gdy już zjadłam śniadanie i chciałam wstać od stołu Justin przytrzymał moją dłoń.


-Przepraszam Nessy- Wyszeptał ze skruchą ale nie ruszyło mnie to wcale.

-Trzeba było myśleć zanim musiałam za ciebie zapłacić dwa tysiące pieprzonych dolarów!

- A więc chodzi o pieniądze?!

- Nie! Nie chodzi tylko o kasę. Chodzi o to że o mały włos nie trafiłeś do więzienia! Do tego wszystkiego i tak mieliśmy cholerne szczęście! Policja mogła dostać na nas zgłoszenie, mogli by nas z powrotem odesłać do rodziców! Ty byś trafił do pierdla a ja zostałabym z Jeremym sama! Nie chce wracać do tego co mi robił rozumiesz?! A przez twoją głupotę prawie mogłabym tam wrócić!- Krzyknęłam ze łzami w oczach. Wyrwałam swoją dłoń  po czym pobiegłam do góry. Zatrzasnęłam za sobą drzwi łazienki płacząc. Nie chciałam wracać wspomnieniami do tamtych chwil, udawało mi sie o nich zapomnieć. Wszystko nagle wróciło. To nie jest proste, od razu odczułam wewnętrzny lęk, bałam sie tego ze za chwile przyjdzie do mnie Jeremy i znowu... Potrząsnęłam głową szybko podchodząc do zlewu. Odkręciłam zimną wodę i powoli zaczęłam obmywać sobie twarz czując lekką ulgę. Spojrzałam w lustro przede mną widząc moje sińce pod oczami od zmęczenia i małe rozcięcie blisko ucha które zostało mi jeszcze po ostatniej chwili spędzonej z moim kochanym tatusiem. Bez namysłu usiadłam na zimnej kafelkowej podłodze opierając głowę spokojnie o ścianę. Musiałam sie uspokoić, nerwy w niczym mi nie pomogą. Po chwili wstałam powoli na nogi podchodząc o szafki, wyjęłam z niej opakowanie z tabletkami na uspokojenie po czym wysypałam parę pigułek na rękę i połknęłam je popijając zimną wodą z kranu. Nagle usłyszałam kroki po czym pukanie do drzwi łazienki.

- Kochanie. Wyjdź porozmawiajmy- Usłyszałam cichy szept .

- Nie mamy o czym rozmawiać- Syknęłam spoglądając na drzwi.

- I ja i ty wiemy że musimy sobie wszystko wyjaśnić. Van nie daj się prosić. Wyjdź proszę - Powiedział załamującym sie tonem cały czas ruszając klamką.

Niepewnie podeszłam do białych drzwi. Biorąc głęboki wdech otworzyłam je, spojrzałam na Justina przez załzawione oczy z których nadal wydobywały się słone łzy.
W oczach brata widziałam iskierki które pokazywały że chłopak walczył z płaczem. Wtuliłam się w niego szlochając. Panicznie bałam się że będę musiała wrócić do Jeremiego. Kurczowo trzymałam się koszulki Justina bojąc się że w każdej chwili mogę upaść.

- Nie chcę wracać, nie zostawiaj mnie! -Krzyczałam panicznie co chwile powtarzając to samo. Zrozumcie mnie. On mnie bił ale i czasem dopierał sie od mnie. Bałam się że jeżeli tam wrócę to stanie się coś jeszcze gorszego niż do tej pory.

- Dopóki się kochamy zawsze będziemy razem.. Nic nas nie rozdzieli.. Nie rozdzielił nas fakt że jesteśmy rodzeństwem i tym bardziej nie rozdzielą nas rodzice. Nie oddam Cię im skarbie. Za bardzo cię kocham bym mógł pozwolić ci odejść bez walki.- Wyszeptał do mojego ucha głaszcząc rękoma moje biodro.

 Złączyłam  nasze usta w namiętnym pocałunku. Ręce ułożyłam na szyi chłopaka przyciągając go ku sobie jeszcze bardziej. Musiałam stać na palcach by dosięgnąć jego ust ale w tej chwili nie przeszkadzało mi to. Kiedy już mieliśmy iść w stronę łóżka usłyszeliśmy otwieranie drzwi frontowych. Odsunęłam się szybko od chłopaka z przerażeniem patrząc mu w oczy.

- Poczekaj tutaj shawty a ja zobaczę kto to- Wyszeptał mi do ucha po czym wyszedł po cichu na dół. Jednak moja ciekawość nie pozwoliła mi siedzieć w miejscu, zeszłam powoli za Justinem. Kiedy weszłam do kuchni zobaczyłam Justina który siedział wkurzony i Nicole siedzącą na krześle. Uśmiechała się od ucha do ucha.

- Cześć Van- Pisnęła zadowolona w moją stronę
Nie odpowiedziałam jej ani słowem, nie widziałam takiej potrzeby. Wzięłam szklankę z sokiem po czym usiadłam się na krześle obok Jussa.

- Co Cię tutaj sprowadza?- Zapytał Justin

- Byłam w okolicy i pomyślałam że do was wejdę i przy okazji wyjdziemy gdzieś razem- Zaczęła paplać i tak bez końca. Kiedy nie mogłam słuchać już jej bezsensownego gadania spojrzałam na Justina błagalnym wzrokiem by zrobił coś z Nicole.

- Właściwie to dzisiaj już jesteśmy zajęci z Vanessą.- Przerwał jej uśmiechając się delikatnie

- To doskonale, pójdę z wami

- Nie, Idziemy sami. Chcemy porozmawiać  i przy okazji odpocząć..

- No okej ale obiecaj że w sobotę pójdziemy wszyscy razem na plażę- Raz patrzyła na mnie a raz na chłopaka

- Dobra- Westchnęłam odpowiadając dla świętego spokoju.

- To do zobaczenia w sobotę. Przyjdę o 10 - Powiedziała po czym z uśmiechem pocałowała Justina w policzek, mnie tylko obdarzając dziwnym spojrzeniem i wyszła z domu. Mój wzrok padł na Justina a ten tarł swój polik ręką. Zachichotałam cicho idąc w stronę chłopaka który wszedł na taras. Wtuliłam się w jego plecy całując go po szyi.

-Mmm- Zamruczał obracając się i składając na moich ustach pocałunek.

- Masz godzinę na przygotowanie się. Zabieram Cię na naszą randkę- Wyszeptał mi do ucha i klepnął dłonią mój tyłek.

- Sukienka czy spodenki?- Zapytałam na co chłopak się zaśmiał.

- Zdecydowanie mini sukienka- Zachichotał. Doskonale wiedziałam że taka będzie jego odpowiedź.

- Gdzie idziemy?

- Najpierw na obiad a później..niespodzianka. Nie zadawaj tyle pytań tylko zmykaj się ubrać.

Tak jak chłopak kazał poszłam się ubierać. Na sam początek szybciutko umyłam się po czym zrobiłam lekki makijaż, później ułożyłam włosy i biorąc pod uwagę dzisiejszą pogodę ubrałam sie trochę cieplej. Gotowa zeszłam na dół gdzie czekaj już na mnie Juss.

- Wiem że to już mówiłem nie raz, ale na prawdę jesteś nieziemsko piękna - Odezwał sie nie odrywając ode mnie wzroku. Czułam jak moje policzki staja sie czerwone, próbowałam je nieco zasłonić kosmykami włosów.

- Oj no już nie chowaj sie tak - Chłopak chwycił moją dłoń wychodząc z domu. Przytuliłam sie do jego ramienia idąc krok w krok z nim. Zaczęło sie ściemniać ale ta pora dodawała uroku tej okolicy, uliczne lampy oświetlały każdy budynek. Spokojnie szliśmy nigdzie sie nie śpiesząc. Nie mogłam sie na niego długo gniewać za bardzo go kochałam i nie chciałam stracić. Myślałam już że nic mnie nie zdziwi, lecz od razu zmieniłam zdanie gdy w jednej chwili przed nami stanęło dwóch mężczyzn, ubrani cali na czarno z okularami przeciwsłonecznymi nie wróżyli nic dobrego. Dopiero gdy jeden z nich odsłonił nieco broń zaczęłam sie na prawdę bać..

________________________________________________

Hej <3 Strasznie was przepraszamy że rozdział został tak późno dodany :( 
Mamy nadzieje ze ten wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu :*

sobota, 22 marca 2014

Rozdział 8

proszę, notka pod rozdzaiłem :* 

Vanessa

Wyszedł tak po prostu, bez żadnej konkretnej przyczyny. Zostawił mnie zupełnie samą, po tym co miało  się stać właśnie teraz. Musiałam ochłonąć, a żeby to zrobić najlepszy był odprężający prysznic który chociaż na chwile pozwoli mi zapomnieć. Poszłam do łazienki po drodze wybierając ciuchy na zmianę. Weszłam do kabiny namydlając od razu swoje ciało. Po chłodnym prysznicu ubrałam szare szorty i do tego założyłam za dużą bluzkę Justina której zapach od razu dotarł do moich nozdrzy wcale nie pomagając mi zapomnieć. Potrząsając głową mokre jeszcze włosy upięłam w wysokiego kucyka po czym poszłam do salonu. Wzięłam  ostatnią paczkę żelek do ręki i szybko włączyłam telewizor. Siedziałam tak z parę godzin oglądając jakieś nudnawe komedie cały czas myśląc o tej całej sytuacji. Justin nie dość że był moim bratem to jeszcze chłopakiem, powinien być ze mną szczery i mówić co mu leży na sercu, w końcu zawsze tak było. Dopiero teraz zauważyłam że wiele rzeczy się zmieniło.

Około godziny 21:40 poszłam spać. Nie miałam zamiaru czekając na Justina nie wiadomo ile, skoro nie miał potrzeby by wrócić do domu, to proszę bardzo. Położyłam się wygodnie na dużym łóżku pozbywając się wszystkich myśli związanych z Jussem co nie było łatwe, co dziwne udało mi się po chwili zasnąć. Niestety w środku nocy zostałam obudzona przez telefon Jay'a który głośno dzwonił. Wstałam z łóżka, po czym spojrzałam na mały zegarek obok mnie. 1:26. Po prostu świetnie. Było tak późno a jego jeszcze nie było.. Wzięłam telefon do ręki niechętnie odbierając połączenie.

- Witam. Z tej strony oficer Michael McCartney. Czy rozmawiam z  panią Vanessą Bieber?- Od razu ożywiona podniosłam się pocierając zmęczone oczy. Nie wiedziałam zupełnie co się dzieje.

-Umm, tak. Co się dzieje ? - Zapytałam od razu. Czułam jak strach i niepokój rośnie we mnie.

- Dzwonie w sprawie pana Justina Biebera który został zatrzymany za bycie pod wpływem jak i przechowywanie marihuany - Gdy tylko te słowa dotarły do mnie zrobiło mi się gorąco, wpadłam w nie małą panikę.

- Jak to ?! Przecież..

- Stan pana Biebera jest potwierdzony, może pani po niego przyjechać, lecz nie jest pewne to czy będzie mógł on wyjść z aresztu w którym aktualnie się znajduje - Surowy ton oficera przyprawiał mnie o dreszcze.

- Oczywiście, który to posterunek ? - Zapytałam szybko wstając z łóżka. Zapalając światło rozglądałam się za jakimiś ciuchami.

- Ulica East Tillman Avenue - Odpowiedział policjant.

- Dziękuje, niedługo będę - Po tych słowach rozłączyłam się rzucając telefon na łóżka sama biorąc obojętnie jakie rzeczy z garderoby narzucając je na siebie. Zbiegając szybko po schodach na dół wybiegłam przed dom uprzednio szybko go zamykając. Wezwałam  taksówkę która przejeżdżała obok mnie.

- Proszę jechać na posterunek policji na ulicy...East.. Tillman Avenue - Od razu przypomniałam sobie nazwę ulicy podając ją kierowcy. Ten przytaknął tylko i od razu ruszył w drogę. Nie trwało to długo, wyciągnęłam z kieszeni pieniądze płacąc taksówkarzowi. Wysiadłam z auta spoglądając na duży budynek przede mną, wiedziałam że Justin wpakował sie w niezłe kłopoty z których oczywiście ja go muszę wyciągnąć Weszłam przez ogromne szklane drzwi do środka gdzie kręcili sie sami policjanci z papierami jak i odbierając telefon z różnych części Florydy informujących o różnych wypadkach czy napadach. Podeszłam do pierwszego lepszego komisarza który przeglądał coś w swoim służbowym komputerze.

- Przepraszam, ja przyszłam do Justina Biebera, przywieziono go tu niedawno - Wytłumaczyłam czując jak mój głos drży, ledwo stałam na nogach nie tylko ze strachu ale i ze zmęczenia. Nie chciałam być ani trochę w tym miejscu. A złość jaka wtedy kierowałam do Justina nie da się opisać.

- Yhmm, proszę za mną - Mężczyzna podniósł się ze swojego stanowiska idąc przede mną, ruszyłam za nim. Po chwili marszu skręciliśmy w lewo, moim oczom ukazały się niewielkich rozmiarów cele w których siedzieli przeważnie mężczyźni, zauważyłam tylko jedna kobietę. Wszyscy w ciszy ze spuszczonymi głowami mieli swoje zajęcia, jedni bawili się z nerwów palcami, drudzy po kryjomu palili, co dziwne nikt nie wyczuł dymu który ja odkryłam od razu. Nie wnikając w szczegóły dalej szłam przez korytarz wreszcie dochodząc do ostatniej celi w której przebywała tylko jedna osoba, mianowicie mój brat.

- Możecie przez chwile porozmawiać, ja skontaktuje się z oficerem McCartney'em który zdecyduje co dalej będzie z panem Justinem. - Powiedział policjant zostawiając mnie sam na sam z Jay'em który nie raczył na mnie nawet spojrzeć.

- Możesz mi to kurwa wyjaśnić ? - Wymamrotałam przez zaciśnięte zęby. Czułam jak moje pięści zaciskają się, musiałam się choć trochę opanować by w przypływie złości nie rozwalić jakiejś rzeczy.

- Przepraszam...

- W dupie mam twoje przeprosiny, ja che żebyś ty mi wyjaśnił co zrobiłeś ?!  Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego że już cie nie będą karać jako dziecko, rocznikowo masz już 18 lat, możesz za to iść do więzienia, chcesz tak po prostu to wszystko zostawić, zostawić mnie ?... - Nie wytrzymałam, po moich policzkach spłynęły łzy, łzy bezradności.

- Kochanie, nie płacz... - Justin wstał z miejsca chcąc do mnie podejść.

- Nie zbliżaj się - Podniosłam ton głosu oddalając się nieco.

- Przeprosiłem tak, czego jeszcze chcesz ? - Patrzył mi w oczy. W końcu i ja odważyłam się mieć z nim kontakt wzrokowy.

- Wiesz co, niczego nie chce od ciebie, siedź sobie tu ja poczekam na oficera z dala od ciebie - Otarłam swoje łzy chcąc być choć trochę twarda. Odwróciłam się i ruszyłam przed siebie.

- Van, proszę cie... - Wołał mnie jeszcze przez chwile ale gdy ponownie znalazłam się przy wyjściu z komisariatu przestałam go słyszeć. W spokoju mogłam usiąść na krześle i poczekać na rozwój sytuacji. Nie miałam pojęcia co się stało z Justinem, może to było spowodowane tym że wypalił trawę, o tym cały czas myślałam. Nie poznawałam go, miałam nadzieje ze niedługo wróci mój dawny Justin którego kocham ponad wszystko. Ten z którym teraz miałam do czynienia nie przypomina ani trochę tego właściwego. Byłam strasznie zmęczona, powieki same mi sie zamykały, ale jakoś musiałam wytrzymać. W końcu poczułam kogoś obecność na przeciw mnie, przede mną stał policjant. Od razu otworzyłam szerzej oczy i wstałam.

- Więc.. Z tego co widzę Justin nie był karany za zażywanie narkotyków. Co prawda widzę że był kiedyś zatrzymany ale to tylko drobne wykroczenia.. Powinniśmy go zostawić do co najmniej jutra by doszedł do siebie ale.. zrobimy wyjątek i pozwolimy zabrać pani męża do domu. Nie obędzie się bez  kaucji która wynosi 2 tysiące dolarów.- Powiedział na co zadrżałam. Męża? Dobrze że myślą że Justin jest moim mężem, bo przecież mogli dostać zgłoszenie że z Justinem uciekliśmy i jesteśmy rodzeństwem. Czekaj, czekaj, 2 tysiące dolarów ?! To prawie większość naszych oszczędności.. Na razie nie mam pracy  i nie wiem kiedy jakąkolwiek dostanę a muszę zapewnić zapewnić sobie i Justinowi jedzenie i dach nad głową za 4 tysiące.. Muszę jak najszybciej znaleźć pracę.

- Tak... Rozumiem. Nie mam przy sobie karty więc jutro z rana wpłacę któremuś z policjantów kaucję, Dobrze?

- Oczywiście, proszę poczekać za chwilę ktoś przyprowadzi pana Biebera- Powiedział mężczyzna na co skinęłam głową.

W między czasie zadzwoniłam szybko po taksówkę. Odwróciłam się i zobaczyłam policjantkę która odpinała kajdanki z rąk mojego brata. Chłopak spojrzał na mnie po czym ruszył w moją stronę. Szybkim krokiem wyszłam z komisariatu rozglądając się za zamówioną taksówką. Dziwiłam sie że tak szybko przyjechała. Nie wnikając w szczegóły zeszłam po schodach do samochodu po czym wsiadłam na tylne siedzenie. Zaraz po mnie wsiadł Justin. Podałam adres domu po czym kierowca od razu ruszył w drogę. Widziałam jak Justin się mi przygląda. Chłopak przysunął się do mnie  kładąc dłoń na moim udzie. Strąciłam jego dłoń.

- Kochanie..

- Nie mów tak do mnie.- Warknęłam w jego stronę starając się pokazać mu ze jestem twarda.

- No o co ci kurwa chodzi, przecież nic sie nie stało - Westchnął, odwracając swój wzrok.

- Nic sie nie stało ?! Wiesz co mogli ci za to zrobić ?..Z resztą nie będę marnowała czasu żeby z tobą rozmawiać - Oburzona oddaliłam sie od niego tyle ile mogłam spoglądając w szybę samochodu. Bieber już sie nie odezwał, jak widać olał cała sprawę jak to on ma w zwyczaju. Przebywanie w jego towarzystwie w tamtym momencie doprowadzało mnie do szału. Musiałam ochłonąć i zebrać myśli. Wiedziałam że moje zaufanie do Justina zostało zachwiane, nie wiem czy zdoła mu sie je odbudować..

______________________________________________

Hej <3 Mamy kolejny rozdział, mamy nadzieje ze wam sie spodobał :) 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

WAŻNA SPRAWA !! 

Mama mojej najlepszej przyjaciółki to Belieber 25 marca ma urodziny proszę was zróbmy karteczki typu wszystkiego najlepszego, zdj wysyłamy na gg 38772907

Błagam was, to dla mnie bardzo ważne :*

środa, 5 marca 2014

Rozdział 7

Obudził mnie smakowity zapach naleśników. Otworzyłam zaspane oczy uśmiechając się delikatnie. Wstałam z łóżka po czym założyłam kapcie i nie śpiesząc się udałam się do kuchni. Justin stał przy kuchence, podeszłam do niego po cichu przytulając się do jego nagich pleców.

- Cześć kochanie- Wyszeptał obracając się po czym skradając mi delikatnego całusa.

- Witaj. A cóż to się stało że nagle zmieniłeś się w kucharza ?- Zapytałam siadając na blacie.

- Wiem że wtedy kochasz mnie jeszcze bardziej - Zaśmiał się nalewając ciasto na patelnie.

- Obawiam się że nie mogę Cie bardziej kochać niż zawsze skarbie

- Tak ? Aż tak bardzo, pokaż jak - Ponownie się odwrócił do mnie, patrząc zadziornym spojrzeniem. Stanęłam na nogi od razu namiętnie całując jego usta. On natomiast chwycił mnie za biodra, lekko popchnął mnie przez co miska z owocami wylądowała na ziemi. Od razu przez głośny hałas oderwaliśmy się od siebie.

- Nienawidzę owoców - Mruknął Juss patrząc na podłogę.
Zaśmiałam się zbierając jabłka i pomarańcze.

- Mamy jakieś plany na dzisiaj ? - Zmieniłam temat myjąc w zlewie owoce ponownie wkładając je do miski.

- Nie myślałem jeszcze nad tym a ty co chcesz dzisiaj robić?

- Trzeba by w końcu poszukać jakiś ofert pracy, a może potem poszlibyśmy pozwiedzać trochę okolice, zapoznać się z nią, zjedlibyśmy obiad, no i oczywiście kupili najpotrzebniejsze rzeczy dla nas.- Powiedziałam siadając na jednym z krzeseł.

- W sumie to dobry pomysł, nie mamy tutaj za dużo ciuchów. - Odpowiedział Jus

- Smacznego- Dodał dając mi dwa naleśniki na talerz polane syropem czekoladowym, posypane tęczową posypką i owocami.
Znał mnie. Od dziecka zawsze jadłam naleśniki z tymi dodatkami, nigdy nie dodawałam do tego talerza jakiejś innej rzeczy. Gdy już zjedliśmy śniadanie, włożyłam brudne naczynia do zmywarki po czym poszłam do salonu i włączyłam laptopa.

Od razu zaczęłam szukać ofert pracy do której zatrudnili by nieletnią osobę. Znalazło się trochę ofert typu wyprowadzanie psa czy sprzątanie. Najbardziej miałam nadzieje na to że uda mi się znaleźć prace w której będę mogła się sprawdzić jako opiekunka do dzieci. Dlaczego akurat ta praca?  Ponieważ lubię dzieci, i myślę że to zadanie poszłoby mi bardzo dobrze. Gdy już myślałam że to koniec znalazłam propozycje baru na sezon, miałabym stać przy ladzie.

- Justin!- Zawołałam chłopaka który był w sypialni.
Chłopak zbiegł do mnie po czym usiadł obok na kanapie.

- Co się stało ?- Cmoknął moje odkryte ramię.

- Znalazłam pracę i chciałabym do nich zadzwonić, dasz mi swój telefon ?- Zapytałam z nadzieją.

- Oczywiście - Odpowiedział podając mi komórkę który wyciągnął z kieszeni spodni.
Od razu po otrzymaniu telefonu wybrałam numer który widniał w laptopie.

- Dzień dobry. Czy dodzwoniłam się do pana Nicolasa Browna?- Zapytałam miłym głosem.
 Ciągle patrząc w monitor.

- Tak to ja. Pani dzwoni..?

- W sprawie pracy. Czy oferta jest nadal aktualna?

- Tak. A mógłbym spytać ile ma pani lat?

- Siedemnaście ukończone.

- Więc nie jest pani pełnoletnie, ale... umówmy się na rozmowę. Mam dzisiaj trochę przerwy więc o godzinie szesnastej w moim barze. Pasuje pani ?

- Dobrze, zjawie się. Dziękuje i do widzenia- Odparłam po czym rozłączyłam się.
Cieszyłam  się że w końcu będę mogła ruszyć do przodu, zarabiać.

- I jak?- Zapytał Justin odbierając ode mnie swoja komórkę.

- Jestem umówiona na rozmowę o szesnastej. Podwieziesz mnie, skarbie?

- Jasne. Idź się już ubierz, pójdziemy na miasto.- Pocałował mnie w usta po czym przeniósł swoje pocałunki na moją szyję.

- Justin nie mamy czasu- Jęknęłam na co chłopak niechętnie się odsunął.
Wstałam z kanapy po czym poszłam wziąć prysznic, gdy już to zrobiłam ubrałam się później lekko się umalowałam. Włosy wysuszyłam po czym pozostawiłam je rozpuszczone. Zeszłam na dół gdzie czekał już na mnie Justin.  Chłopak na mój widok przygryzł wargę po czym podszedł do mnie całując mnie w usta.

- Wyglądasz seksownie- Wyszeptał mi do ucha lekko przygryzając jego płatek.

- Oj, Ty też kotku- Wymruczałam uśmiechając się uwodzicielsko.

***

Byliśmy z Justinem na mieście, cała okolica była piękna, wszędzie były sklepy z różnymi towarami. Uliczki były zapełnione ludźmi, był ogromny tłok. Wybraliśmy dla siebie ciuchy lecz nie było to łatwe, parę razy albo ja albo on biegaliśmy w te i z powrotem do przebieralni upewniając się że wybrany przez nas ciuch jest idealny. Gdy już ludzi zaczęło nieco ubywać, a na zegarku zbliżała się godzina szesnasta chłopak zawiózł mnie do baru a sam pojechał do domu zawieść rzeczy które kupiliśmy i przy okazji zamówić obiad. Rozmowa o prace okazała się totalną klapą.

Od razu wyszłam z budynku zdenerwowana. Okazało się że nie miałam tam pracować jako kelnerka, miałam tam odstawiać striptiz! Tańczyć i rozbierać się dla jakiś obleśnych staruchów. Gdy tylko to usłyszałam od razu złapałam za torbę i wybiegłam nie patrząc już w ogóle na szefa tego burdelu. Złapałam po drodze taksówkę która zawiozła mnie do domu. Gdy tylko z niej wysiadłam dając taksówkarzowi pieniądze szybkim krokiem ruszyłam do domu. Justina na dole nie było. Zdjęłam swoje buty ruszając po schodach na górę.

- Justin ? - Zawołałam za nim.

- Tutaj jestem - Odkrzyknął mi sygnalizując że jest w naszej sypialni.

- Co tak szybko wróciłaś, obiadu jeszcze nie przywieźli - Chłopak gdy mnie zobaczył odstawił ze swoich kolan laptopa, podnosząc się.

- Nie dostałam pracy, pff, ja nawet tam pracować nie chciałam! - Podniosłam ton swojego głosu.

- Spokojnie kochanie.. - Jay podszedł do mnie przytulając mnie.
Czułam ciepło bijące z jego ciała. gdy tylko jego ramiona mnie owinęły poczułam jak całe zdenerwowanie i stres wyparowały.

- Powiedz co się stało.. - Zachęcił mnie całując czubek mojej głowy, delikatnie masując plecy.

- Po prostu..facet okazał się świnią, zatrudnia tam dziewczyny by robiły  w tamtej knajpie striptiz - Wytłumaczyłam nadal chowając głowę w zagięciu jego szyi.

- Co za skurwiel ! -Krzyknął chłopak przez co poczułam wibracje na policzku.

- Nie przejmuj się nim, to już sprawa zamknięta - Uspokoiłam go, od razu po tym słysząc dzwonek do drzwi.

- To na pewno nasz obiad - Niechętnie oderwałam się od Jussa i zeszłam na dół by odebrać zamówienie, tuż za mną oczywiście szedł Justin.
Gdy wreszcie mieliśmy co jeść przyszykowałam stół i rozłożyłam posiłek. W spokoju rozmawiając zjedliśmy obiad.

Justin

- To jaki film w końcu wybieramy ? - Zapytała Van grzebiąc w małej szafce na płyty pod telewizorem. 

- Zdaje się na Ciebie kotku, wybierz coś fajnego - Wszedłem do pokoju z dużą miską popcornu który udało mi się znaleźć w szafce gdzie znajdował się makaron.

- Hmmm, a co powiesz na Igrzyska Śmierci ? - Zaśmiała się dziewczyna wymachując jedną z płyt. 

- Zgadzam się, włącza go i siadaj kruszynko - Poklepałem miejsce obok siebie na kanapie.
Film był świetny, i bardzo szybko niestety zleciał. Gdy pojawiły się napisy końcowe, Vanessa podniosła się lekko zaczynając spontanicznie mnie całować. Nie powiem, byłem bardzo zaskoczony, ale nie mógłbym nie skorzystać z takiej okazji. Od razu przeniosła się na moje kolana nie przerywając pocałunku. Jej włosy padały na moją twarz przysłaniając mi widok. jednym ruchem wziąłem te kosmyki za jej ucho. Była taka piękna w całej okazałości, każdy jej szczegół przyciągała moją uwagę. 

- Chodźmy na górę - Wyszeptała w moje usta przez co poczułem jej świeży, ciepły oddech na moich ustach. Nie spodziewałem się tego że będzie teraz na to gotowa, nie wiedziałem czy na prawdę tego chciała czy działała pod wpływem impulsu. Jednak ja nie mogłem się jej oprzeć, bez większych starań wziąłem ją na ręce a ona oplotła nogi wokół mojego pasa. Ruszyłem powoli w stronę schodów. Gdy miałem stanąć na pierwszym stopniu moim oczom ukazał się obraz na ścianie. Godzina jaką wskazywał o mało co nie przyprawiła mnie o zawał. Była za dziesięć dziewiętnasta. 

- Kurwa ! - Krzyknąłem. 

- Justin, co się stało ? - Przestraszona Van spoglądała mi w oczy. 

- Muszę gdzieś wyjść.. - Mruknął pod nosem. 

- Teraz ?! - Pisnęła wyswobadzając się z mojego uścisku stanęła naprzeciw mnie. 

- Wybacz mi.. ja po prostu muszę. - Nie mogłem się spóźnić nie wiadomo na co stać tych chłopaków. Umówiliśmy się wczoraj na godzinę dziewiętnastą, nie mogłem się im narazić.

- No jasne, idź sobie - Warknęła dziewczyna idąc na górę.

- Ale Van... - Już się nie odwróciła.
Miałem ochotę w tamtym momencie coś rozjebać, ale wiedziałem że muszę być opanowany. Nie mogąc dłużej wytrzymać, ubrałem buty i wyszedłem z domu. Od razu świeże powietrze dotarło do moich nozdrzy. Musiałem się uspokoić, pokazać im że mnie nie da się złamać. Byłem gotowy na wszystko, bez względu na konsekwencje.

____________________________________

Hejj <33 Mamy kolejny rozdział :) Byłą bardzo długa przerwa za co przepraszamy, to znaczy rozdział nie pojawiał się tak długo przeze mnie (Izę) bo miałam dużo na głowie, gdyby nie Jessica to teraz nie dodałybyśmy rozdziału :* 
Mamy nadzieje że rozdział wam się spodobał :) 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3

czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 6

Obudziło mnie łaskotanie na moim policzku. Powoli otworzyłam oczy, obróciłam się w drugą stronę. Spojrzałam na Justina delikatnie się uśmiechając co chłopak od razu odwzajemnił.

- Dzień dobry śpiochu- Wyszeptał tuż przed moimi ustami. Złączył nas w delikatnym pocałunku.

- Witaj -Odszeptałam po czym splotłam nasze ręce.

-  Ja.. Przepraszam za wczoraj- Spojrzał na nasze dłonie po czym znów przeniósł wzrok na moje oczy.

- Oj, no wybaczam ci kotku. Kocham Cię Justin.

- Ja Ciebie też Nessy- Pocałował mnie z taką namiętnością jakiej jeszcze nigdy nie widziałam. Niechętnie oderwałam się od chłopaka wstając.

- Gdzie idziesz?- Zapytał zdziwiony chłopak

- Idę wziąć prysznic.

- Mogę z tobą?- Poprosił robiąc minę szczeniaczka.

- Hmm, nie chce jakiś podejrzanych sztuczek..

- Żadnych sztuczek, obiecuje -Uśmiechnął się niewinnie kładąc jedną rękę na klatkę piersiową.

- No jak tak bardzo tego pragniesz to dobrze - Zaśmiałam sie po czym wyjęłam ciuchy na dzisiaj i poszłam do łazienki. Chwilę później obok mnie pojawił się Justin. Zdjęłam bluzkę pozostając tylko w bieliźnie. Justin zdjął bokserki

- Mogę? -Spytał, od razu tak jakby sie spięłam, troszkę wstydziłam się go, chociaż miałam świadomość ze nie mam czego sie bać. Chłopak delikatnie zdjął ze mnie bieliznę i całując mnie w skroń wszedł pod prysznic. Namydliłam ciało po czym dokładnie spłukałam piane.

- Jesteś taka piękna- Przytulił moje ciało od tyłu. Czułam jego wzwód na plecach. Zarumieniłam się chowając twarz w zgięcie szyi Justina. Nie byłam gotowa na takie ruchy. Z natury byłam strasznie wstydliwa.

- Co jest kochanie?- Wyszeptał chichocząc. Pokręciłam głową wyraźnie pokazując mu że mój poziom wstydu osiągnął maksimum..

- Justin.. Mógłbyś no wiesz, odsunąć się troszeczkę ode mnie, czuje.. go- Powiedziałam po czym zakryłam rękoma palącą się twarz od rumieńca.

- Oh... Dobrze skarbie- Powiedział lekko speszony. Niezręczna cisza panowała między nami co rzadko się zdarzało. Nienawidziłam momentów w których nie miałam niczego do powiedzenia. Nawet na niego nie spoglądałam bo wiedziałam że moje policzki pokrywa rumieniec. Niby jak byliśmy mali kąpaliśmy się razem, ale każdy wie ze teraz to nie to samo. Kiedyś patrzyłam na niego jak na mojego kochanego brata, z którym świetnie sie bawię, a teraz. Teraz mam go za chłopaka z którym krok po kroku chce budować prawdziwy związek, chce być z nim już na zawsze. Łączą nas dwie więzi, bardzo mocne więzi, aż nierozrywalne, które nigdy nie przeminą. Czasem jest trudno, bardzo trudno, nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Czasem mam wątpliwości, ale gdy tylko patrze na jego uśmiech, nawet na sposób w jaki się porusza wiem że go kocham ponad życie.

- Ej, czy ty mnie w ogóle słuchasz ? - Justin obrócił mnie w swoją stronę uśmiechając sie uroczo.

- Przepraszam zamyśliłam sie - Spuściłam wzrok odgarniając mokre kosmyki włosów z twarzy.
Gdy już skończył sie nasz czas na prysznic, wyszliśmy z kabiny wycierając sie w ręczniki które specjalnie dla nas były położone na pralce. Odłożyłam go ubierając swoją bieliznę. Widziałam cały czas jak Jus mnie obserwował, zawsze ten wzrok stwarzał na mojej twarzy rumieńce takie jak nigdy.

- Możesz choć na chwile przestać ? - Odważyłam się i spojrzałam w jego brązowe pełne podniecenia oczy.

- To nie moja wina, to twoje ciało tak kusi - Poruszył zabawnie brwiami przybliżając sie do mnie

- O nie ! Daj mi się ubrać - Zaśmiałam się kładąc dłoń na jego klatce piersiowej na której nadal były kropelki wody. Na razie nie mogłam sobie ani jemu pozwolić zajść dalej niż zwykle to robiliśmy. Mieliśmy czas, całe życie mieliśmy na poznawanie się od początku, poznawanie się pod innym względem niż dotychczas. Nie chciałam się spieszyć z wielu powodów, jednym z nich była wiedza o Justinie. Znałam go jak nikt inny, w końcu był moim bratem, nie raz podsłuchałam jego rozmowę z kolegami jak chwalił się dziewczynami z którymi udało mu się coś zrobić. Dziwiło mnie to wszystko i to bardzo, przecież mieliśmy dopiero 17 lat. Jeszcze mieliśmy czas na wkraczanie w dorosłe życie, an podejmowanie tak ważnych decyzji. Zadawałam sobie sprawę z tego że w tym związku tylko ja tak myślałam. Choć nie mogę powiedzieć że Jay był nieodpowiedzialny, czasem zdarzyło mu się trzeźwo myśleć. Dopełnialiśmy się wzajemnie. Jego wady zwalczane były moimi zaletami i na odwrót. To było ważne w związku, a przy najmniej tak mi się wydawało.

- Ehh, taka cnotka z ciebie że klękajcie narody - Wywrócił oczami powracając do ubierania się. Troszkę te słowa mnie zabolały, on przecież wiedział ze nie jestem jak inne dziewczyny, że nie wskoczę mu do łóżka jak każda..cały czas wiedział ze jestem jego siostrą. Dokończyłam zakładać swoja odzież. Nie odzywając się już do niego podeszłam do niewielkiego zlewu gdzie chciałam umyć zęby jak i przy lustrze lekko się umalować. Mimo ze podobałam się sama sobie będąc naturalna chciałam dodać sobie jakiegoś uroku. Wszystko to trochę zajęło. Przez ten czas Bieber zdążył już zejść na dół, by przygotować dla nas obojga jakieś śniadanie, nie wiedziałam czy to był dobry pomysł. Nie był za dobrym kucharzem co odzie dziczył po ojcu. Gdy tylko ta myśl przeleciała mi przez głowę, pomyślałam o nim. Nie dzwonił już tak zaciekle ja na początku gdy zorientował się o całej akcji. Bałam się tego co mógł wymyślić, nie wiedziałam już na co go stać, do czego jest zdolny.

- Van, w lodówce nic nie ma! Pójdę do sklepu - Krzyknął chłopak pobudzając mnie oraz wymazując myśli o tacie.

- Jasne, tylko pośpiesz się! - Od powiedziałam wychodząc z łazienki.

Justin

Nie musiałem brać auta, mały sklepik był niedaleko stąd. Wyszedłem z domu czując gorące powietrze które otuliło moje ciało. Pogoda była cudowna, aż grzechem by było przesiedzieć cały dzień w domu. Myślałem o tym czy może nie wyciągnąć Vanessy na jakąś przejażdżkę po okolicy czy może spacer. Widziałem że teraz zgrywała niedostępną, widocznie bała się tego. Z jednej strony ją rozumiałem, ale gdy tylko spojrzę na nią na jej seksowne ciało od razu nie zwracam uwagi na nic innego a moją głowę zaprzątają brudne myśli. Nic nie mogłem na to poradzić,  byłem tylko chłopakiem. Nigdy nie pozwolił bym, jej skrzywdzić, nie była przecież tylko moją dziewczyną ale i jedyną, kochaną siostrą. Ludzi wokół było pełno, niektórzy jeździli na rowerach, rolkach, lub po prostu zwyczajnie chodzili powoi spacerkiem ciesząc się piękną pogodą. Tak jak myślałem sklep był niedaleko, już po chwili widziałem wejście do niego. Lecz w chwili gdy miałem wejść do środka usłyszałem wołanie o pomoc jakiegoś chłopaka. Bez zastanowienia pobiegłem w stronę z którego dobiegał jego głos. Dwóch zamaskowanych mężczyzn szarpało chłopaka którego twarz była już nieźle zmasakrowana. Nie miałem pojęcia czy da rade mu pomóc, ale chciałem spróbować. Podbiegłem do nich zaczynając szarpać się z jednym z nich. Znalazłem w sobie na tyle siły by odepchnąć chłopaków od leżącego człowieka. Chłopak wstał z trudem z ziemi, spojrzał na mnie po czym zaczął uciekać. Odwróciłem się w stronę napastników jeden z nich próbował dźgnąć mnie nożem ale szybko uniknąłem ciosu wykopując nogą nóż z jego ręki. Drugi z nich stał i patrzył się na mnie z cwanym uśmiechem przybił piątkę z drugim chłopakiem po czym podszedł do mnie.

- Całkiem nieźle się bronisz. Wiesz szukamy kogoś takiego jak ty- Powiedział zdumiony. Czy to był komplement? Zachichotałem na samą myśl o tym że mógłbym do nich dołączyć i znęcać się nad niewinnymi ludźmi a co gorsza nawet zabijać ich. To po prostu niedorzeczne.

- Nie mam zamiaru mieć z wami nic wspólnego

- Może jednak zmienisz zdanie - Jeden z nich ponownie przybrał postawę jakby chciał kontynuować naszą bijatykę. Lekko spiąłem sie połykając ślinę.

- A więc,  szukamy kogoś do roznoszenia i sprzedawaniu towaru- Wytłumaczył drugi. Trochę wiedziałem coś o tym fachu, przez krótki okres czasu miałem z nim styczność. Potrzebuje teraz pieniędzy dla mnie i dla Van, musiałem zapewnić jej wszytko to co najlepsze.

- Co mam roznosić i ile procent  dostanę ze sprzedaży?- Zapytałem od razu wchodząc w szczegóły. Z nimi musiałem postępować ostro i zdecydowanie, inaczej wiedzieli by że mają nade ną władze, a na to bym nie pozwolił.

- Roznosisz czyste zioło i prochy. Żadnych nielegalnych pigułek ani nic z tych gówien. Z każdej sprzedaży rozliczamy się na końcu dnia, dostajesz 35 procent. Wchodzisz w to?

- Mogę sie zgodzić za 40 procent od dziennej sprzedaży.- Chłopak jakby chwile się zastanawiał ale w końcu przytaknął.

- Dobra, niech będzie. Od razu mówię że on tego z nami nie ma odwrotu, raz się załapiesz i już nie wyjdziesz, zrozumiałeś ?

- Rozumiem. Od kiedy mam zacząć?- Zapytałem pewnie, wiedziałem że mogę nieźle zarobić przez to.

- I to mi się podoba. To jest Connor a Ja jestem Bradley.- Przedstawił siebie oraz wspólnika cały czas uśmiechając sie cwanie. Z nimi nie było żartów, czułem to.

- Jutro o siódmej wieczorem bądź  tutaj. Przyjdziemy do Ciebie i damy ci twoją stawkę do sprzedaży. Później zaprowadzimy Cię do klubu w którym będziesz to sprzedawał. Przy okazji zapoznamy cię z ludźmi z naszej branży.

- Będę punktualnie - Powiedziałem po czym chłodnym spojrzeniem pożegnałem się z chłopakami i poszedłem z powrotem do sklepu. Przez cały czas zżerały mnie myśli które podpowiadały mi żebym sie w to nie mieszał, że to nie jest dobry pomysł, ale czy miałem inne wyjście ? Kto przyjął by do pracy 17-sto latka który na razie nie ma żadnego wykształcenia. Pod swoją opieką mam Vanesse i to właśnie dla niej to wszystko robię, nie chodzi o mnie. Chce żeby ona miała wszystko, żeby czuła sie teraz jak księżniczka. Zrobię wszystko żeby tak było, nawet jeżeli miałbym ryzykować własnym życiem.
_______________________________________________________________________________
Hej:) Macie kolejny rozdział:) Wiemy że jest późno dodany ale staramy się jak możemy:)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Pytania dotyczące opowiadania kierować TUTAJ