niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 23

Nie umiałam zasnąć. Leżałam na łóżku patrząc się bezmyślnie w sufit.  Dlaczego te wszystkie problemy akurat uczepiły się mnie i Justina? Przecież nie robimy nic złego, dlaczego szczęście w tych czasach jest zakazane.. Nie rozumiem i pewnie nigdy tego nie rozumiem.

Była już chyba godzina 22  a ja  leżałam w łóżku, delikatnie głaszcząc dziecko po główce, czułam sie wtedy nieco lepiej. Nie żałuje tego że założyłam rodzinę z własnym bratem, nie żałuje żadnej minuty spędzonej z nim. Nigdy nie pomyślałam w w zły sposób o tych wszystkich zdarzeniach związanych ze mną i Justinem. Jestem dumna z tego że urodziłam dwójkę wymarzonych dzieci, ponieważ przyszły one na świat mimo tych wszystkich przeciwności losu.

Było już dość późno, byłam prawie pewna że Jeremy poszedł już spać. Wstałam z łóżka powoli  by nie obudzić Amy i po cichu podeszłam do torby, którą od razu  otworzyłam szukając telefonu. Już po krótkiej chwili urządzenie było w mojej dłoni. Zmartwiłam sie stanem baterii lecz większą uwage zwróciły  2 nowe wiadomości od Justina.

Od: Kochanie
Matko boska skarbie!  Nawet nie wiesz jak mnie przestraszyłaś, myślałem że  już nigdy nie odpiszesz.
Nie wiem co mam napisać.. tak cholernie źle się czuję.  Odpisz mi proszę, chcę wiedzieć co to ścierwo Ci robi. Nie pozwolę by stała wam się krzywda. Obiecuję Ci że wszystko będzie już dobrze ale musisz mi troszkę pomóc słoneczko.  Już za parę dni się spotkamy, zabierzemy się stąd razem z dziećmi  i będziemy wreszcie szczęśliwi, tym razem na pewno...
Odstresuj się choć na chwilę, pomyśl o nas, razem, mi ta myśl strasznie pomaga.
Kocham, Twój Justin

Wzruszyłam sie, co pokazała samotna łza spływająca po moim policzku. Położyłam telefon z powrotem do torby i ułożyłam się wygodnie na łóżku. Jutro mu odpiszę -Pomyślałam po czym zamknęłam oczy wyobrażając sobie obraz jaki przedstawił mi mój narzeczony.

Noc jak zwykle była tak samo męcząca jak i dzień. Trzykrotne wstawanie do Amy wcale nie pozwalało mi w pełni wypocząć. Nie chcę przez to powiedzieć że mam dość tych nocnych pobudek, po prostu chciałabym się wyspać.

 Tym razem sama obudziłam się  dopiero o 10 co pozwoliło nacieszyć mi się moim 3 godzinnym snem. Nagle zdałam sobie sprawę że jest za cicho, nie słyszałam oddechu Amy. Szybko spojrzałam na łóżko i ujrzałam że nie ma mojej córeczki. Zerwałam się z łóżka jak poparzona nawet nie zwracając uwagi  na ból mojego ciała. Od razu zbiegłam na dół  i nikogo nie zastałam. Przeszukałam całe mieszkanie, ale nigdzie nie było Amy ani tego psychola. W tym ogromnym domu byłam tylko ja..

Opadłam na podłogę w swoim pokoju zanosząc sie płaczem paniki.

-Gdzie jest moje dziecko do cholery!-Krzyknęłam ciągnąc się za włosy. Wyciągnęłam telefon z torby po czym wybrałam numer do Justina. Ręce trzęsły mi sie jak nigdy.

-Halo- Usłyszałam zaspany głos Justina.

- Justin, on ją zabrał! Obudziłam się rano i zobaczyłam że jej nie ma! - Zapłakałam  głośno.

- Vanessa!

- Ten bydlak ją zabrał, Justin proszę uratuj ją! Jak jej się coś stanie nie daruje sobie tego!- Rozpłakałam się już do końca. Łzy moczyły mi koszulkę. Teraz najważniejsze było by moja córeczka wróciła do mnie cała i zdrowa.

- Jasna cholera!  - Krzyknął Juss  aż zadrżałam. - Powiedz mi gdzie jesteś. Przyjadę do Ciebie- Powiedział już nieco spokojniej.

- Jestem 20 km za miastem. Od razu jak zjedziesz z miasta w pra...- Bateria padła..Moja panika wzrosła. Na pewno wie gdzie to! Znajdzie mnie! Próbowałam przekonać samą siebie.

Wzięłam moją torbę spod łóżka po czym spakowałam moje ubrania.  Kiedy spakowałam rzeczy stanęłam przy oknie i patrzyłam czy może ujrzę samochód Jeremiego parkujący przed domem. Minęło może 15 minut a ja byłam cała zalana łzami. Wewnątrz mnie panował ogromny chaos, nie potrafiłam się uspokoić wiedząc że mojemu dziecku może stać się krzywda, a do tego nie wiadomo czy nadejdzie jakaś pomoc..

Modliłam się, by Amy wróciła do mnie jak najszybciej, czułam że zaraz nie wytrzymam. Przecież gdyby coś jej się stało bym sobie tego nigdy w życiu nie darowała. Moje rozmyślenia przerwał nagły warkot silnika. Spojrzałam przez okno i ujrzałam Justina wychodzącego z samochodu, za nim wysiedli również Ryan z Chrisem. Czułam ogromną ulgę, wiedziałam że da sobie rade.

 Zbiegłam na dół pełna szczęścia, mimo że moje biodra całe były w siniakach. Nie mówiąc już o twarzy. Otworzyłam drzwi od domu wtulając się w Justina, mój szloch był głośny, chwilami nie poznawałam swojego głosu.

- Zabrał ją. Chce moje dziecko z powrotem!-Zapłakałam pociągając nosem. Justin wziął mnie na ręce po czym wszedł ze mną do domu. Usiadł się ze mną na kolanach na kanapie i mocno przytulił.

-Cii..Spokojnie Van, musisz być silna. Obiecuję Ci że mała wróci cała i zdrowa tylko musisz się uspokoić- Wyszeptał mi do ucha gładząc moje plecy.

- No już słoneczko, proszę uspokój się..- Przetarłam załzawione oczy po czym mocno wpiłam się w usta Jaya. Chłopak oddał pocałunek wplątując dłonie w moje włosy.

- Tak bardzo tęskniłem- Wydyszał, ściskając mnie mocniej. Delikatnie uśmiechnęłam się poprzez łzy  po czym syknęłam głośno kiedy złapał za moje biodra. Chłopak niemal od razu odchylił materiał moich spodni patrząc na fioletowego siniaka. Złożył pocałunek na moim ramieniu gładząc delikatnie moje biodra.

-To nic, naprawdę- Starałam się go uspokoić, widziałam jak gniew czaił sie w jego oczach. Odepchnął mnie lekko, wstał i chodząc w kółko starał sie opanować wściekłość.

- Obiecuje Ci że on już nigdy nie zrobi Ci krzywdy- Wyszeptał klękając przede mną. Kiwnęłam głową na znak zgody po czym wstałam z kanapy idąc do kuchni. Nalałam wszystkim soku po czym usiedliśmy.

- Chcę żeby ona już wróciła- Łkałam cicho czując sie coraz gorzej- Tak strasznie sie martwię- Histeryzowałam  ale mimo wszystko starałam się wierzyć że dostanę moją kruszynkę z powrotem.

- Nie martw się Nessy, dostaniecie ją, myślę że nawet on nie jest w stanie zrobić jej krzywdy, to jego wnuczka- Powiedział Ryan na co Chris kiwnął głową.  Z każdą chwilą zaczynałam odłączać sie od świata, zagubiłam sie w swoich myślach. Obudził mnie dopiero naprawdę głośny trzask drzwi.

- Wrócił...

______________________________________

Hejoo <3 
Kolejny rozdział ;) 

Mamy nadzieje że wam sie spodoba i wyrazicie swoje opinie w komentarzu, to dla nas naprawdę ważne :*


piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 22

Notka pod rozdziałem, bardzo ważne ;*

Cztery dni, kiedy musiałam przebywać tak strasznie blisko Jeremiego.. W szpitalu kiedy tylko miałam szanse  wypełniając kartę moich dzieci napisałam szybko króciutką notatkę która mówiła że zostałam porwana, podałam numer Justina, żeby powiadomić go że został tu jego synek, miałam nadzieje że wszystko dobrze sie skończy, na co sie nie zapowiadało.

Tak strasznie się bałam o maluszka, ale także i o siebie. Jeremy jest nieobliczalny nigdy nie wiedziałam i do tej pory nie wiem czego mogłam sie po nim spodziewać. Nawet nie miałam czasu by cieszyć sie tym wszystkim, nie miałam czasu by spojrzeć na swoją córeczkę, wyszeptać jej imię. Wtedy przypomniałam sobie jak bardzo z Justinem kłóciliśmy sie o imiona dla tych szkrabów. Amy, zawsze marzyłam tym by dać tak mojej córce na imię. Justin natomiast uparł sie by chłopczyk, jego pierworodny syn nosił imię Jay. Tak było, tak strasznie sie bałam że to była ostatnia rzecz jaka mi będzie przypominać o Justinie.

Rano wstałam z łóżka choć nie miałam siły na nic, obolała, marzyłam tylko o tym by zostać na swoim miejscu i nigdze sie nie ruszać. Kiedy dojechaliśmy jak do domu Jeremiego zostałam pobita, czego od razu mogłam sie spodziewać. Uderzyłam o barierkę która prowadziła na pierwsze piętro domu, z czego powstał ogromny siniak na biodrze. Całą noc praktycznie przepłakałam bojąc się o życie moje i moich dzieci, przecież mój synek został w szpitalu, bez nikogo.. Tak strasznie pragnęłam tego by ktoś zadzwonił do Justina, o wszystkim mu powiedział...żeby nas uratował.

Moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa. W nocy 4 razy budziłam sie gdy malutka płakała.  Do tego wszystkiego w pobliżu nie było prawie nic co przydałoby się dla niej, Amy spała u mojego boku, nie chciałam jej opuszczać nawet na chwile.

Około 6 nad ranem kiedy w końcu udało mi sie usnąć na dłuższą chwile ponownie usłyszałam straszliwie głośny płacz dziecka.. Położyłam rękę do czoła wzdychając. Byłam wykończona. Z trudem wzięłam małą na ręce delikatnie, bojąc sie że zrobię jej krzywdę kołysałam ją nucąc cichutko kołysankę którą pamiętałam jeszcze z dzieciństwa.. Mając przy sobie taką małą istotkę czuło sie niesamowite szczęście i troskę. Teraz kiedy już zostałam matką odpowiadam nie tylko za swoje bezpieczeństwo ale i za bezpieczeństwo mojej rodziny. Wierzę, że niedługo uda mi się stąd uciec, na pewno. Justinowi sie uda po nas przyjechać, powtarzałam to sobie w głowie tak często by w końcu sprawić że zamieni sie to w prawdę.

W kącie pokoju, zauważyłam pieluszki, chociaż za tyle byłam wdzięczna, nie do końca wiedziałam jak mam ją przewinąć, ale udało mi sie.

Gdy zerkałam na Amy, ona jakby uśmiechała sie co dodawało mi tyle odwagi co nigdy. Kiedy nakarmiłam dziecko poczułam że ja też muszę coś zjeść, byłam nieco osłabiona. Zeszłam powoli na dół, dalej w ramionach kołysając niemowlę. Kiedy przekroczyłam próg kuchni Jeremy spojrzał na mnie z pode łba, tego sie najbardziej bałam. Odwróciłam szybko wzrok podchodząc do lodówki, lęk z każdą chwilą we mnie wzrastał.

-Daj mi ją- Rzekł wstając i podchodząc do mnie.  Zamarłam. Nie wiedziałam skąd nagle wzięło sie u mnie tyle odwagi, nie dbałam o konsekwencje. Odwróciłam się twarzą do mężczyzny po czym wysyczałam z jadem, który wypełniał każde słowo wypowiedziane z moich ust.

- Nie pozwolę Ci zrobić jej krzywdy. Możesz ze mną robić wszystko ale na nią nie możesz nawet patrzeć, rozumiesz? - Jednak on nigdy nie dawał za wygraną. Musiał dostać to czego chciał.

- Powiedziałem że masz mi ją dać! Ciesz sie że już dawno jej sie nie pozbyłem, jest tylko kłopotem, tak samo jak Ty! - Ryknął a w moich oczach stanęły łzy. Dlaczego on tak bardzo nienawidził wszystkiego co go wokół otacza, nie mogłam tego zrozumieć. złożyłam delikatny pocałunek na czole Amy po czym dałam ją niepewnie na ręce tego wstrętnego mężczyzny który śmie sie nazywać moim ojcem. Mężczyzna wziął moje dziecko a ja miałam ochotę krzyczeć, bałam sie.. Z trudem oddychałam patrząc na tą kruszynkę.

- Zrób sobie jedzenie i nie gap się tak na mnie jakbym miał jej zaraz złamać kark- Syknął a po moim plecach przebiegły ciarki.  Powoli odwróciłam się w stronę blatu, zrobiłam sobie jedną kanapkę.  Położyłam wszystko przy stole a sama podeszłam do mojej córeczki, widziałam że  zbierało jej się na płacz. Spojrzałam na Jeremiego  gdyż nie wiedziałam czy mogę wziąć od niego dziecko.

- Jest jej zimno- dotknęłam jej rączki, która porażała chłodem. - Nie mam dla niej cieplejszych ubranek..- Powiedziałam ze łzami w czach po czym zdjęłam z siebie bluzę i owinęłam ją.

Jeremy spojrzał na mnie surowym wzrokiem choć widziałam w nich też coś innego, dobrego.

- Czego ona potrzebuje? - Byłam w szoku, nie wierzyłam że zaczął kimś sie przejmować.

- Coś ciepłego, śpioszki może, kocyk..- Powiedziałam cicho, czułam że łamie mis ie serce kiedy patrzyłam na córeczkę.

- Idź z nią do mojej sypialni i weź z niej dwa koce, ogrzej ją a ja pojadę po te rzeczy. - Powiedział biorąc kluczyki do samochodu z blatu, lecz zatrzymał sie jeszcze na chwile - Chyba nie muszę Ci przypominać że nie masz prawa się stąd ruszać?

- Zostanę tu - Jęknęłam chcąc by pojechał już do tego sklepu. Kołysałam maluszka chcąc ja jak i siebie uspokoić.

Już po chwili wyjechał samochodem na miasto mówiąc że za 2 godziny wróci. Mimo zakazu chciałam wykorzystać tą sytuacje, chciałam znaleźć telefon. Pilnowałam czy przypadkiem malutka nie zaczyna płakać, jednak w całym domu panowała cisza.  Nagle przypomniało mi się że w torbie szpitalnej miałam swój telefon, jak najszybciej mogłam pobiegłam do pokoju po czym wzięłam torbę i zaczęłam go szukać.  W końcu znalazłam, zostało niewiele procent baterii. Pierwsze co zobaczyłam to bardzo dużo nieodebranych połączeń i sms'ów. Między innymi od Justina.

Od: Kochanie
Słoneczko gdzie jesteś? Proszę cię daj znać że  nic ci nie jest! 

Od: Kochanie
Księżniczko dzwonili ze szpitala że mam syna. Tak bardzo cię przepraszam że spierdoliłem sprawę i nie było mnie przy narodzinach naszych maleństw..
Nasz syn jest najpiękniejszym dzieckiem jakie kiedykolwiek widziałem, Jest strasznie do Ciebie podobny. Nie martw się o niego  bo jest w dobrych rękach. Nie pozwolę by stała Wam się krzywda i obiecuję że znajdę Was tylko proszę Cię nie rób nic głupiego. Kocham, Twój Justin

Od: Lilly
Odezwij sie! Wiem o wszystkim i nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo boję się o Ciebie i dziecko. Mam nadzieję że jakoś się trzymasz, wiem że to trudne domyślam się ale pamiętaj o maluszkach i Justinie. Chłopak cały dzień płaczę, obwinia sie. Szukamy Cię, jeżeli chociaż przeczytasz nasze wiadomości to proszę odpisz, daj jakikolwiek znak że żyjesz i nic wam nie jest.

Z moich oczu popłynęły łzy, strużkami po policzkach,  skapywały na ziemię. Wiedziałam że musiałam bronić moje dziecko przed ojcem ale naprawdę bałam się także o siebie...  Niedawno urodziłam dwójkę dzieci i nie mogę się przemęczać a tym czasem zaliczyłam już sporo siniaków.

Spojrzałam na stan konta i zobaczyłam że jest jeszcze parę groszy,  może  starczy na 3 sms'y . Spojrzałam za okno czy Jeremy jeszcze nie wrócił po czym zaczęłam pisać sms'a do Justina.

Do: Kochanie
...jestem cała i zdrowa. Z Amy też jest wszystko w porządku.. Tęsknie Justin i nawet nie wiesz jak bardzo boję się o małą.. To okropne co Jeremy robi.. Obiecuję Ci że cokolwiek miałoby się stać to prędzej za nią zginę niż dam ją dotknąć w niewłaściwy sposób temu bydlakowi.

Uratuj nas. 
Kocham Cię ponad życie, wierze że już niedługo będziemy razem.
Nie wiem czy wytrzymam więcej. Zabierz nas stąd!

Rozpłakałam się jak małe dziecko kiedy spojrzałam na moją posiniaczoną twarz.  Choć  dobrze wiedziałam  że lada moment Jeremy może wrócić to nie przejmowałam się tym, nie w tamtej chwili. Kiedy wiadomość została dostarczona znów wyciszyłam telefon i wrzuciłam go głęboko do torby. Poszłam do pokoju w którym leżała moja kruszynka.

- Nie pozwolę Cie skrzywdzić słoneczko, już niedługo wszyscy będziemy razem, szczęśliwi, obiecuje- Wyszeptałam całując główkę córeczki.
_________________________________________________________________________________
HEJ!
WIEMY ŻE DAWNO NAS NIE BYŁO ALE MAMY SPORO NAUKI I NIE DAJEMY RADY PISAĆ. NIE JESTEŚMY W STANIE OKREŚLIĆ CO ILE BĘDZIE POJAWIAŁ SIĘ NOWY ROZDZIAŁ ALE POSTARAMY SIĘ DODAWAĆ MINIMUM RAZ NA DWA TYGODNIE  CZASAMI DODAMY SZYBCIEJ ALE W ZALEŻNOŚCI JAK MI UŁOŻĄ SIĘ TRENINGI A IZIE WOLNY CZAS. 
do zobaczenia wkrótce. 
KOCHAMY WAS <3



wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 21

Obudziłam się w szpitalu, bez wiedzy co tu robię, ani jak tu trafiłam. Spojrzałam na mój brzuch, nie czułam nic. Żadnego kopnięcia... nagle pomyślałam że coś stało się z dziećmi.. Przecież krwawiłam i miałam mocne bóle..  Nacisnęłam na czerwony guzik, który wisiał nad łóżkiem i już po chwili do sali weszła pielęgniarka.

- Dzień dobry widzę że już się pani obudziła- Uśmiechnęła się w moją stronę ciepło

- Co z dziećmi? Dlaczego nic nie czuje?- Zapytałam gdy kobieta postawiła pierwszy krok w sali. Krzyknęłam wręcz ale tak strasznie bałam się o dzieci, że nie mogłam inaczej zareagować.

- Ah tak.. Nie czuje pani nic bo miała pani cesarkę. Dzieci są aktualnie na badaniach.- Kiedy to powiedziała zapłakałam z radości.

- Są zdrowe? Nic im nie jest?- Wciąż płakałam i nie zanosiło się na to bym w najbliższym czasie przestała. Właśnie zostałam matką.. Pielęgniarka zachichotała cicho na moje emocje.

- Dzieci są zdrowe, są wcześniakami  i o ile dobrze mi wiadomo to moja przyjaciółka je bada i wspominała że jeszcze nie widziała tak słodkich maluszków.

- Kiedy będę mogła je zobaczyć?- Zapytałam uśmiechając się od ucha do ucha.

- Najwcześniej za godzinę. Musi pani coś zjeść i odpocząć a my w tym czasie dokończymy badania.- Powiedziała wychodząc z sali.  Położyłam z powrotem głowę na łóżku  błagając by ta godzina minęła jak najszybciej. Chcę już zobaczyć dzieci, przytulić i powiedzieć im jak bardzo je kocham. Wiem że one i tak nie zrozumieją co mówię, ale tak bardzo chciałam je już mieć w swoich ramionach.

Nagle, w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka..Justin! O mój boże, przecież on nawet nie wie że jestem teraz w szpitalu. Musiałam do niego zadzwonić ale nie miałam przy sobie żadnej komórki. Kiedy znowu miałam sięgnąć po guzik by sprowadzić pielęgniarkę do sali wszedł jakiś mężczyzna. Zmrużyłam oczy przypatrując się zdziwiona postaci w kapturze. Wysoki, dobrze zbudowany człowiek...czego chciał?

- Przepraszam? Szuka pan kogoś? - Zapytałam nadal wypalając dziurę w głowie mężczyzny. Przeżyłam kompletny szok gdy ów osoba podniosła głowę. Moje źrenice rozszerzyły się w niedowierzaniu.

- Co Ty tu robisz?! - Podniosłam ton swojego głosu, lekko podnosząc się na rękach.

- Zamknij się - Jego głos. Tak dawno go nie słyszałam i wcale nie chciałam usłyszeć. Już miałam sięgnąć po czerwony guzik by wezwać pomoc ale on szybko ruszył w moim kierunku biorąc gwałtownie moją rękę.

- Puszczaj mnie! Ratu... - Zatkał mi usta swoją zimną, silną ręką. Wyrywałam się przez chwile, ale to było na nic, nic nie mogłam zrobić.

- Uspokój się - Warknął. Patrzyłam mu prosto w oczy chcąc z całej siły wyrazić to jak bardzo go nienawidzę. Przytaknęłam lekko głową dając mu znak że już będę cicho.

- Miło się witasz z ojcem po tak długiej rozłące - Mamrocze pod nosem a ja wycieram usta rękawem mojej koszuli.

- Kpisz sobie? - Mały chichot wydobył się z moich ust lecz pożałowałam tego gdy mocniej ścisnął moją rękę.

- Kto jest ojcem tych dzieci? - Zatkało mnie. Milczałam, ale on nie dawał za wygraną.

- Pytam!

- O jakie dzieci Ci chodzi?

- Oj proszę Cie, nie udawaj głupiej, przecież to ja Ci pomogłem sie tu przywlec, a teraz mów! - Warczał. W końcu nie wytrzymałam.

- A jak myślisz?! - Syknęłam mu prosto w twarz. Każde moje słowo było przesiąknięte nienawiścią.

- Oczywiście że Justina - Przeniosłam wzrok na swoje dłonie. Nastała cisza, a najgorsze było to że nie wiedziałam co nastanie po niej, czy będzie wrzeszczał czy może zacznie mną szarpać. Lecz ani to ani to nie nastąpiło. Zamiast tego jego głos był formalny, spokojny, ale gdy tylko znowu na niego spojrzałam zauważyłam że był spięty.

- Za chwile pielęgniarka przyniesie tutaj te bachory, a gdy tylko zostaniemy sami, bierzemy je i opuszczamy szpital rozumiesz?- Jad z jego ust kapał na świeżą pościel. Przerażenie z grymasem pojawiło się na mojej twarzy.

- Oszalałeś - Mruknęłam lecz pożałowałam tego już po chwili. Ramie niemal od razu zabolało mnie od przyciskania jego mocnych szponów.

- Pamiętaj do kogo mówisz - Syknął. Odskoczył ode mnie w momencie gdy drzwi od sali się otworzyły a do środka weszła pielęgniarka z jednym maluszkiem. Lekka łezka zakręciła mi się w oku gdy zobaczyłam te malutkie rączki, zamknięte oczka. Kobieta położyła dziecko na mojej piersi uśmiechając się serdecznie.

- Drugi niemowlak jest jeszcze badany, potrwa to troszkę ale proszę się nie martwić - Gdy skończyła tą wypowiedź ponownie opuściła sale. Nastała ta chwila, trzymałam swoje dziecko w ramionach, chciałam żeby czas się zatrzymał żeby zamiast ojca stał obok mnie Justin. Łza smutku uciekła z oka gdy zdałam sobie sprawę z tego co się na prawdę działo.

Byłam zupełnie sama, z psychopatycznym ojcem który miał plan by rozdzielić mnie na zawsze z Justinem, który zniknął..

_____________________________

Hejo <3 
Długa przerwa - przepraszamy :* 

Mamy nadzieje że rozdział wam się spodobał i wyrazicie opinie w komentarzu ;)

sobota, 27 września 2014

Rozdział 20

- Tak.. Oczywiście że tak!- Zaszlochałam  cicho, kiedy Justin założył pierścionek na mój palec uśmiechając się ze łzami w oczach. Kiedy chłopak stanął na nogi od razu się w niego wtuliłam płacząc.

- Dziękuje kochanie- Wyszeptał mi do ucha po czym wpił się łapczywie w moje usta. Oddałam pocałunek kładąc ręce na jego szyi.

- Kocham Cię Justin- Uśmiechnęłam się składając małe muśnięcie na jego ustach.

- Ja Ciebie też kocham Vanessa. Najmocniej na świecie. Ty i dzieci jesteście dla mnie najważniejsi na świecie- Musnął moje usta między każdym słowem.

*** 2 miesiące później***
Dwa miesiące minęły bardzo szybko. Do porodu został miesiąc. Lea i Jai są naszymi przyjaciółmi a Ja i Justin jesteśmy rodzicami Chrzestnymi Bradleya. Wszystko układa się bardzo dobrze. Nawet lepiej niż się mogłam spodziewać. Justin się zmienił, na lepsze. Nie kłóciliśmy się już bardzo długo i na prawdę chciałam by tak już pozostało. Skurcze miałam wyjątkowo bolesne, nie mogłam się ruszać. Raz czy może dwa razy Justin musiał jechać ze mną na pogotowie. Martwił się o mnie a ja czułam się trochę winna że tak obarczam go wszystkim. Odkąd oświadczył mi się, cały czas próbuje opiekować się mną najlepiej jak potrafi. Strasznie się stara. Nie mogłabym sobie wyobrazić że coś mogłoby się zmienić, czy jedna mała rzecz mogłaby wszystko zniszczyć. Ciąża na prawdę zaczęła mnie już męczyć, to niesamowity czas w życiu każdej kobiety ale trzeba wsiąść też pod uwagę bóle pleców, skurcze, opuchnięte kostki i palce, wahania nastroju.

- Co Ty robisz Van?! - krzyknął Justin patrząc jak siedząc na podłodze w naszej sypialni staram się złożyć łóżeczko dla maluszka. Wywróciłam oczami bo wiedziałam że właśnie tak zareaguje.

- Uspokój się - zaśmiałam się cicho biorąc w rękę młotek by przybić odstające gwoździe. Chłopak podszedł szybko do mnie zabierając mi narzędzie.

-chcesz żebym na zawał padł? - patrzył na mnie śmiertelnie poważnym wzrokiem. Mimo to uśmiech nie schodził z mojej twarzy.

- Jay, ja nie jestem umierająca mogę pomóc ci chociaż trochę z takimi rzeczami więc nie histeryzuj

- wyrwałam mu młotek wstając z podłogi.

- van, oddaj to - patrzył prosto w moje oczy. Zaśmiałam się jeszcze głośniej niż poprzednio. Wyminęłam go i zaczęłam uciekać po schodach na dół.

- Vanessa! Oszalałaś? - krzyknęła Lauren a wszyscy zgromadzeni w salonie spojrzeli w moja stronę.

- Oj odczepcie się wszyscy ode mnie. - Stanęłam po jednej stronie stołu, po drugiej zaś po chwili mogłam ujrzeć Justina który był wściekły. Posłałam mu całusa co go może trochę zmiękczyło.

-Nie możesz tak robić Nessy, przecież jesteś w...

-ciąży! -dokończyłam za niego podnosząc ręce do góry w geście frustracji.

-to nie jest przecież choroba - mamrotałam chcąc żeby każdy to wreszcie zrozumiał. Spojrzał na mnie jakby znudzonym wzrokiem i zanim zdążyłam coś powiedzieć chwycił mnie delikatnie za ramiona. Jednak i tak byłam za słaba żeby się wyrwać.

-Puść mnie no!

-Nie, jesteś za bardzo dla siebie niebezpieczna - mówił tak poważnie że aż ciarki zagościły na moich plecach.

- Skarbie, czy ty siebie słyszysz. To ja wiem co dla mnie najlepsze puść mnie - I ja w tym momencie stałam się poważna. Cały dobry nastrój mnie opuścił. Kocham jak jest opiekuńczy ale bez przesady. Położyłam na stoliku młotek i ruszyłam do sypialni. Nie czułam się zmęczona a jednak gdy tylko położyłam się na łóżko i przymknęłam oczy zapadłam w głęboki i przyjemny sen. Śniłam o morzu, wodzie, a gdy zaczęłam się coraz bardziej zanurzać w tej wodzie poczułam ból. Ból przez który przebudziłam się niemal natychmiast. Moje ciało było sparaliżowane. Czułam coś mokrego, że leże na czymś mokrym.

- Justin! - krzyknęłam w ogromnej panice.

- Justin! - powtórzyłam nie mając na więcej siły. Skurcz był tak potężny ze nie wiedziałam jak mogłam w tamtej chwili stanąć na nogach. Byłam przestraszona, a może to nawet za mało powiedziane. Znalazłam się na dole. W domu cisza i pustka. Widocznie zostawili mnie, wszyscy. Nie ma żadnego telefonu, nie wróciłabym drugi raz do pokoju po komórkę zwyczajnie nie dałabym rady poczołgać się kolejny raz po schodach. Panika zaczęła we mnie rosnąć. Jeżeli wzięłabym kluczyki do samochodu nie miałabym pewności ze będę w stanie prowadzić albo co gorsza czy nie spowoduje jakiegoś wypadku. Ale moje dzieci nie mogły się urodzić na kanapie w moim salonie i to jeszcze w samotności.

Miałam ochotę w tamtym momencie po prostu zniknąć. Byłam w kompletnej kropce. W końcu wsiadłam za kierownice. Zaczęłam leciutko krwawić. Płakałam prowadząc. Łzy zamazywały mi cały obraz. Myślałam ze nie przeżyje. Modliłam się żeby z dziećmi było wszystko w porządku, żebyśmy dojechali. Na prawdę tak stało się po kilki minutach. Wypadłam z auta, dosłownie. Poleciałam na beton. Po chwili nieznajome ręce, chwyciły mnie i pomogły wstać, czułam ze zaraz stracę przytomność. Nic nie widziałam, ciemność ogarnęła mnie całkowicie.
Obudziłam sie w szpital, bez wiedzy co tu robię, ani jak tu trafiłam.

*********************************
Hej <3
 Mamy już 20 rozdział. 
Strasznie długo na niego czekaliście za co przepraszamy, ale wiecie jak to jest, szkoła, obowiązki, nauka i też czasami kary od rodziców. ale to nie ważne ;) 
Mamy nadzieje ze rozdział wam się spodobał i wyrazicie opinie w komentarzu :*

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 19

5 miesięcy później..

Dzisiaj z Justinem mamy naszą rocznice. Jesteśmy już rok razem, a ja jestem w 6 miesiącu ciąży.  Wraz z  Justinem przeprowadziliśmy się do L.A ze względu na to że Pattie dowiedziała się że jesteśmy w Kanadzie.

Planujemy parę miesięcy po tym jak urodzę odwiedzić Pattie wraz z dzieckiem. Chcemy żeby znała swojego wnuka czy wnuczkę.

Rano jak zwykle obudziłam się nie wyspana.  Od paru dni czułam ból pleców ale to normalne kiedy jest się brzemienną. Zeszłam od razu po  przebudzeniu do kuchni gdzie już siedział mój ukochany.

- Cześć myszko- Przywitał mnie buziakiem w usta.

- Cześć Justin. Strasznie bolą mnie plecy- Mruknęłam wyciągając z lodówki sałatkę owocową, którą wczoraj razem z Justinem przygotowaliśmy.

- Co dzisiaj robimy?- Zapytałam podstępem. Chciałam wiedzieć czy pamięta o naszej rocznicy.

-  Za godzine jesteśmy umówieni u ginekologa, po badaniu jak już będziemy znali płeć to pojedziemy na zakupy i zobaczymy za ubrankami. Na wieczór pójdziemy na kolacje żeby uczcić twój 6 miesiąc ciąży.. i to chyba na tyle- Odpowiedział uśmiechając się ciepło w moją stronę.

- Odechciało mi się jeść- Mruknęłam wkurzona idąc do sypialni. Jak mógł zapomnieć? Jestem na niego wściekła. Uznałam że nie będę po sobie pokazywać że coś się stało i poczekam do wieczoru, jak wtedy sobie nie przypomni to mu powiem. W dalszym ciągu zła na Justina wzięłam ciuchy na dziś i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic wysuszyłam włosy i UBRAŁAM SIĘ. Włosy pozostawiłam rozpuszczone. Zrobiłam sobie delikatny makijaż i już byłam gotowa do wyjścia.

- Wyglądasz bardzo seksownie jak na kobiete w ciąży- Wyszeptał Justin przygryzając wargę w ten bardzo ale to bardzo kuszący sposób.

- Ty też wyglądasz niczego sobie- Mruknęłam patrząc na JEGO WYGLĄD.  Prawda jest taka, że wyglądał cholernie dobrze, ale nie mogłam tego przyznać bo nadal byłam na niego wściekła. Przez całą drogę  nie odzywaliśmy się do siebie. Kiedy weszliśmy do kliniki na nas czekał już doktor. Położyłam się podciągając bluzkę  pod sam stanik. Mój brzuch był już bardzo duży, zawsze myślałam że takie rozmiary są tylko w ostatnich dwóch miesiącach ciąży.

- Dobrze więc nie będę owijał w bawełnę... Spodziewacie się bliźniaków, chłopca i dziewczynkę- Powiadomił nas uśmiechając się w ten miły sposób. Nie wiedziałam co powiedzieć. My z Justinem jesteśmy bliźniakami dwujajowymi i teraz zaszłam w ciąże i spodziewam się bliźniaków.. Moje oczy zaszły łzami, kiedy zdałam sobie sprawę z tego że noszę w sobie dwójkę podobnych do siebie dzieci.
Z kliniki wyszliśmy bardzo szybko. Justin przytulił mnie do swojej piersi szepcząc, że wszystko będzie dobrze.

- Boję się.. Przecież oni będą tacy jak my, będą bliźniakami. To jest chore- Załkałam cicho.

-Nie jesteśmy rodzeństwem. Jesteśmy zakochanymi w sobie ludźmi. Nie myśl o tym, nie możesz się denerwować słońce- Odpowiedział Całując mnie w skroń.

- Wiem co cię pocieszy! Pójdziemy na lody. Czekoladowe z posypką i owocami- Uśmiechnął się zapinając pas i wyjeżdżając z parkingu kliniki na której dotychczas się znajdowaliśmy.

- Wszystko dobrze skarbie?- Z moich zamyśleń wyrwał mnie szatyn. Nie spokojnie głaskałam swój brzuch myśląc o tym co dzisiaj się działo.

- Martwię się po prostu tym wszystkim.- Wyszeptałam wyciągając z torebki telefon i pisząc sms'a do Lauren z wiadomością że już znamy płeć.

- Nie masz się czym martwić. Jest wszystko dobrze. Dzieci rozwijają się prawidłowo i teraz zostało nam tylko czekanie na poród- Zachichotał dając mi szybkiego całusa. Niedługo potem zaparkowaliśmy samochód i poszliśmy w stronę sklepów.  Pierwszy był sklep z rzeczami dla dzieci. Widziałam jak Justinowi świeciły się oczy. Był szczęśliwy i ja w malutkim stopniu też.

- Znalazłem coś skarbie- Powiedział Justin podchodząc do mnie i pokazując mi PIĘKNY KOMPLET .

- To jest strasznie piękne- Pisnęłam uśmiechając się jak głupia. Justin chwile później przyłożył body do mojego brzucha. Zaśmiałam się cicho skradając Jay'owi całusa.

- Wezmę dwa te same. Nie są takie drogie. Tylko 14 dolarów.- Powiedział Justin wracając do miejsca w którym znalazł ubranko. Znaleźliśmy jeszcze parę ładnych kompletów a później ja upatrzyłam piękne NOSIDEŁKO. 25 dolarów.

- Kochanie? Podoba ci się?- Zapytałam podchodząc do ojca moich dzieci.

- Jasne pod warunkiem że to dla dziewczynki.- Uśmiechnął się przytulając mnie od tyłu.

- Przepraszam, w którym jesteś miesiącu?- Usłyszeliśmy nagle i spojrzeliśmy w STRONĘ. Dziewczyna która nas o to zapytała była piękną brunetką i też była w ciąży.

- W szóstym- Uśmiechnęłam się miło- A ty?

- Początek ósmego za 36 dni mam termin- Pogłaskała swój brzuch na co jej chłopak się uśmiechnął. -Jak się nazywacie?- Zapytał chłopak.

- Vanessa i Justin umm Bieber a wy to?- Zapytał Justin

- Lea i Jai Brooks. Może byśmy poszli do jakiejś kawiarni czy coś zamiast gadać na środku sklepu.- Zaproponował Jai.

- Jasne. Moglibyśmy umówić się na jutro? Dopiero dzisiaj dowiedzieliśmy się o tym że spodziewamy się bliźniaków i o płci. Chcielibyśmy dzisiaj nacieszyć się sobą- Powiedział uprzejmie Jay w dalszym ciągu przytulając mnie od tyłu. Nacieszyć się sobą? Nic z tego.. Zapomniał o rocznicy.

- Mogę twój numer Lea? Zadzwonie jutro z samego rana i podam wam nasz adres co wy na to?- Zapytałam się na co Lea dała mi swój numer i ja dałam jej mój.

- Więc jesteśmy umówieni, o ile żona ci nie urodzi- Zaśmiał się Justin na co zachichotałam cicho tak samo jak reszta.

- Już wy się nie martwcie. Poradzę sobie z zatrzymaniem Bradleya  przed terminem- Zaśmiała się Lea głaszcząc swój brzuszek.

***
- Kochanie..  Daj spokój odezwij się do mnie i powiedz o co chodzi- Krzyknął za mną Justin kiedy już pod wieczór szliśmy przez  miasto. Byłam zła i cała zapłakana. Zapomniał.. Tak po prostu zapomniał o naszej rocznicy.

- Daj mi kurwa święty spokój dupku - Ryknęłam kiedy chłopak próbował mnie złapać za rękę. 

- Więc powiedz co  się stało. Jesteś na mnie wkurwiona przez co nie dokończyłaś obiadu i prawie dzisiaj nic nie jadłaś. Dam Ci Święty spokój jak powiesz mi o co ci chodzi- Syknął wzdychając głęboko. Jak na zawołanie odwróciłam się twarzą do niego.

- Zapomniałeś o rocznicy Palancie! To się stało.. Zapomniałeś tak po prostu.. Gdybyś mnie kochał, pamiętał byś- Zaszlochałam osuwając się na ziemie. Zostałam w porę złapana i wtulona w ciało Justina.

- Naprawdę myślałaś że zapomniałem. Pamiętałem o tym i przygotowałem wszystko na ten dzień.. Nie denerwuj się słoneczko- Wyszeptał całując moje czoło.

- Nie rozumiem.. Więc dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej..

- Ponieważ wszystko ma być niespodzianką- Uśmiechnął się. - Spójrz za siebie- Rozkazał. Patrząc za siebie ujrzałam Restaurację.

- Tutaj idziemy na kolację księżniczko- Uśmiechnął się w moja stronę całując moje usta. Restauracja Gordona Ramsay'a. Weszliśmy do środka i zamówiliśmy jedzenie dla siebie.

- Smakowało wam ślicznotko?- Justin zapytał wstając z miejsca. Przytaknęłam również wstając z miejsca.

- Kochanie.. Usiądź z powrotem ja zaraz wrócę muszę iść do toalety- Pocałował mnie w policzek znikając za drzwiami.

Justin

Wyszedłem do łazienki. Spojrzałem w lustro zastanawiając się czy jestem na to gotowy. Wyciągnąłem pudełko z PIERŚCIONKIEM Z KIESZENI SPODNI  spojrzałem na niego uśmiechając się lekko. Dam radę. Stwierdziłem po czym wyszedłem z toalety.Uśmiech ani na chwile nie schodził mi z twarzy. Była odwrócona do mnie tyłem. Spokojnie czekała na mnie. Podszedłem wystarczająco blisko, uklęknąłem na jedno kolano i wymownie kaszlnąłem. Od razu odwróciła głowę a jej źrenice się powiększyły. Automatycznie wstała.

- Justin, co Ty..

- Kocham Cie skarbie - chwyciłem jej rękę - Kocham Cie najbardziej na świecie. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, a gdyby Cie w nim nie było oszalałbym. Codziennie dzięki Tobie sie uśmiecham, z resztą tak było od zawsze. Byliśmy razem od zawsze i na zawsze. Chciałbym żeby tak było, chciałbym żebyśmy stworzyli prawdziwą, swoją własną rodzinę. Dlatego mam do Ciebie bardzo ważne pytanie. pytanie od którego będzie zależeć moje życie. - Kątem oka widziałem jak wszyscy goście nas obserwują, lecz nie dbałem o to. Jedynie skupiałem się na Vanessie. Płakała, ale uśmiech też gościł na jej twarzy.

- Czy zostaniesz moją żoną? 

**************
Hejoo <3 
Przepraszamy że długo czekaliście ;* 
Justin oświadczył sie Vanessie
Mamy nadzieje że rozdział wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu <3





poniedziałek, 11 sierpnia 2014

INFORMOWANI

HEEEJ! <3
 Ta zakładka służy po to byście mogli dowiedzieć się o nowych notkach na tym blogu od razu po dodaniu.

Kto chce być informowany dodaje w komentarzu swojego aktualnego Twittera.
Obiecujemy informować was o nowych. Następny rozdział dodamy do końca tego tygodnia ; - )

+ 
TO NASZ NOWY BLOG! 
http://true-love-know-at-work.blogspot.com/



środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 18

- Nie wiem nawet jak możesz tutaj jeszcze być!-Krzyknął Justin na Lily. Byłam kompletnie zawiedziona na nią, za to co powiedziała. Już nie chodzi o samą próbę zabicia mojego dziecka, ale o to dlaczego to zrobiła.

- Justin..- Mruknęłam w stronę chłopaka. Spojrzał na mnie po raz pierwszy od czasu kiedy weszliśmy do domu. Kiedy mnie przytulił wyszeptałam

- Jestem zmęczona, moglibyśmy pójść do sypialni?

- Jasne. Idź do góry i przebierz się, a ja w tym czasie zrobię ci herbatę i przyniosę coś do jedzenia- Cmoknął mnie w czoło, po czym poszedł do kuchni. Żegnając się krótkim całusem w usta z Lauren i uściskiem z chłopakami udałam się na górę, gdzie umyłam się i założyłam na siebie króciutkie  czarne spodenki i do tego obcisłą bokserkę. Położyłam sie na łóżku.

Spojrzałam na swój brzuch. To strasznie dziwne uczucie mieć świadomość że właśnie dzięki tobie na świat przyjdzie kolejny człowiek. Dotknęłam go delikatnie podwijając bluzkę. Zauważyłam prawie niewidocznego jeszcze siniaka. Zamknęłam oczy opierając głowę o poduszkę. W tej samej chwili do pokoju wszedł Justin. Bez słowa postawił na komodzie obok jedzenie i parującą herbatę w dużym kubku. Nie zapytał jak sie czuje, nadal sie nie odzywał. Utrzymywaliśmy tylko w ciszy kontakt wzrokowy. Jego oczy przekazywały mi wiadomość że cierpi razem ze mną, że jest i więcej nie da mnie skrzywdzić.

- Połóż sie obok mnie - Odezwałam sie w końcu podnosząc sie nieco. Okrążając łóżko już po chwili materac ugiął sie lekko pod jego ciężarem. Z jednej strony czułam sie nieco nie swoje gdy nic nie mówił, z drugiej zaś nie miałam ochoty rozmawiać. Pocałował mnie. Nie spodziewanie. Przez pocałunek chciał wyrazić to co chciał mi powiedzieć, czułam to. Czułam troskę, czułość, ale też namiętność którą do mnie żywił. Nastrój tego pocałunku tak szybko sie zmieniał że ledwo odczytywałam każdą wiadomość jaką za sobą niósł. Zakończył sie czymś czego nie mogłam rozszyfrować, ale gdy spojrzałam Justinowi w oczy widziałam że chciał więcej, bardziej.

Wystarczyła chwila, w całym pomieszczeniu temperatura wzrosła, powietrze zgęstniało. Nie mogłam określić tego co czułam, to było zbyt szalone. Mimo że moje dłonie dotykały jego nagie ciało, jego stykało sie z moim, chciałam wciąż więcej. To była niesamowicie chora namiętność, która domaga sie więcej, głód którego nie da sie zaspokoić. Czułam jego oddech na moim ciele jak szybko wędrował od szyi do brzucha. Jego dłonie wplotły sie w moje włosy, szarpały za nie i nie sprawiało mi to bólu, wzniecało jeszcze bardziej nie tylko moje podniecenie, ale i jego. Położył mnie nagą pod sobą, w chwili gdy znalazł sie we mnie odprężyłam sie, chciałam żeby to trwało długo, nieskończenie długo.

 Byliśmy tylko my, nasza mała wieczność. Nie myślałam ani chwili o tym czy to złe, czy dobre, nie umiałam już tych rzeczy odróżnić. Gdy szeptał że mnie kocha nie czułam na tą myśl wstrętu jak inni ludzie, jak większość ludzi.

Ten raz był inny. Intensywniejszy, pozostawiający po sobie ślad. Razem, choć zmęczeni, zjedliśmy jedzenie które wciąż było na komodzie, popiliśmy zimną herbatą. Teraz patrzyłam na niego zupełnie inaczej, teraz widziałam tylko troskę, miłość i bezpieczeństwo. Tak szybko zmienia swoje oblicza. Moja głowa spoczywała na jego obojczyku, delikatnie smyrałam ledwie widoczne włosy na jego umięśnionym torsie. Był ideałem. Moim ideałem.

- Pojedziesz ze mną do apteki? - Mruknął w moje włosy.

- Musze kupić Ci potrzebne witaminy - Dodał. Podniosłam lekko głowę ponownie spoglądając na jego twarz.

- Daj mi chwile - Zeszłam z łóżka, wciąż naga weszłam do łazienki biorąc uprzednio pierwsze rzeczy jakie mi wpadły do ręki. Odświeżyłam sie. Po mnie wszedł Justin, zajęło mu to chwilkę. Nikogo nie było na dole, szybko ubierając buty niepostrzeżenie wyszliśmy z domu. Centrum, w tym apteka nie znajdowało sie daleko od domu w którym aktualnie mieszkaliśmy.

- Weź moje okulary i włóż, kaptur, nie mogą nas poznać - Podał mi okulary które od razu założyłam, zrobiłam jak kazał powoli wychodząc z auta. Oboje, skryci pod kapturami weszliśmy do małej apteki na rogu ulicy. W środku był mężczyzn, dwie kobiety i farmaceutki. Justin podał jednej z nich receptę po chwili płacąc za wypisane witaminy. Kierując sie do wyjścia zauważyłam kobietę, patrzyła na nas.. Zmarszczyłam brwi, nie mogłam uwierzyć. Nasza matka.

- Szybko wychodź - Zwróciłam sie do Jaya nie spuszczając wzroku z Pattie. Ona ruszyła w naszą stronę.

- Szybko - wybiegliśmy z budynku kierując sie do auta. Dopiero gdy wsiedliśmy zobaczyłam że i tak by nas nie złapała. Poruszała sie nienaturalnie wolno. Coś musiało jej być. Ruszyliśmy drogę. widziałam smutek w jej oczach. Wydawać by sie mogło ze chciała krzyknąć stop, ale nie była na tyle silna. W jednej chwili moje policzki pokryły łzy, gorzkie łzy, bo wiedziałam ze to przeze mnie, przez nas. Mojego płaczu nie zagłuszyło nawet grające radio, ani dźwięki z zewnątrz. Zakryłam rękami twarz, chciałam sie uspokoić ale to było tak bardzo trudne.

- Przestań - Obok przebił sie głos Justina. Cichy, łamiący sie głos, ten na który reagowałam większym szlochem.

- To nasza wina, to wszystko nasza wina. Nie chce już tak żyć, chce żeby było inaczej - Histerycznie próbowałam złapać oddech. Ocierałam mokre poliki. W głowie wciąż mi szumiało, nie czułam sie dobrze. Myślałam że jego odpowiedź będzie inna, pocieszająca, że powie że wszystko będzie w porządku, że z tego wyjdziemy, a jednak strasznie mnie zaskoczył.

- Też chce żeby było wszystko inaczej..

__________________________________
Hejoo <3

 Macie kolejny rozdział ;) 

Mamy nadzieje że wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzach 

JESSICA.IZA